„Unia Europejska to przedsiębiorstwo, w którym każdy z nas ma swoje udziały”

Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W wywiadzie dla cafe babel, węgierski członek Parlamentu Europejskiego Istvan Szent-Ivanyi zastanawiał się nad stosunkiem Węgrów wobec przyszłej akcesji ich sąsiadów – Rumunii i Bułgarii.

Od maja 2004 Węgry stały się krajem będącym w Unii wśród wielu innych państw spekulujących na temat akcesji kolejnych członków do europejskiego klubu. Istvan Szent-Ivanyi, poprzednio podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, uważa że Węgrzy nie mają się czego obawiać ze strony Rumunii i Bułgarii.

Jakie obawy związane z nadchodzącym poszerzeniem UE ma przeciętny Węgier?

Moim zdaniem społeczeństwo węgierskie jako całość nie obawia się akcesji Rumunii czy Bułgarii. To naturalne, że istnieją pewne obawy, na przykład, ludzie obawiają się napływu taniej siły roboczej z Rumunii. Kwestia ta staje się trudniejsza z perspektywy historycznych wydarzeń (szczególnie odłączenia Transylwanii od Węgier i przyłączenia jej do Rumunii w 1920 roku), zastrzeżenia Węgrów stają się uzasadnione. Jakkolwiek dla Węgier to nie tylko polityczny, ale także ekonomiczny interes, by Rumunia wstąpiła do Unii. Nie tylko dla wielu węgierskich przedstawicieli inwestujących swój kapitał w Rumunii, ale także dla setek małych i średnich przedsiębiorstw, którym stworzy to szanse na trwałą współpracę z rumuńskimi partnerami. Ponad tymi ekonomicznymi korzyściami, członkowstwo Rumunii przyniesie ze sobą możliwość zapoczątkowania podobnych infrastrukturalnych inwestycji i projektów regionalnych.

Jakie obawy pojawiają się na szczeblu politycznym?

Istnieje obawa dotycząca przydzielania funduszy unijnych, gdyż im więcej członków ma Unia, tym mniej funduszy o które mogą się oni ubiegać. Wydaje się, że więksi członkowie stają się coraz bardziej skąpi i chcą zamrozić swój wkład finansowy do budżetu unijnego na poziomie 1% krajowego przychodu brutto. Ludzie zaczynają mieć dość tego unijnego targowiska. Ci, którzy targowali się o małe kwoty chyba całkowicie zapomnieli o wspólnym celu, jakim jest zwiększenie konkurencyjności całej Wspólnoty. Unia powinna być rozpatrywana jako przedsiębiorstwo, w którym każdy z nas ma swoje udziały. Co jest oczywiste: w interesie udziałowców jest sukces całego przedsiębiorstwa.

Czy uważa pan, że Rumunia i Bułgaria są gotowe do przyłączenia się do Unii Europejskiej?

Politycy reagują na publiczne obawy, dlatego też były wprowadzone liczne derogacje do traktatów akcesyjnych, które mogą przesunąć wejście Rumunii i Bułgarii na rok 2008. Jest ważne, aby zauważyć fakt, że odłożenie akcesji nie jest spowodowane stopniem gotowości dwóch starających się o wejście do UE krajów, ale jest objawem istniejących aktualnie problemów w Unii, innymi słowy, to gest pod publikę. Całościowo nie uważałbym za tragedię przełożenia daty akcesji Rumunii i Bułgarii. Ten fakt może spowodować utratę ich prestiżu, ale krótko mówiąc, akcesja w roku 2007 byłaby finansowo niekorzystna dla Rumunii, gdyż teraz otrzyma więcej pieniędzy z funduszy przedakcesyjnych niż Unia byłaby w stanie jej zaoferować w tym samym czasie po włączeniu.

Czy wejście Rumunii i Bułgarii do grona członków UE poprawi pozycję państw, które weszły do Unii w biegłym maju?

Ostatnie półtora roku pokazało, że nowi członkowie Unii mogą iść wybraną przez siebie drogą, jeśli pozyskają przynajmniej jednego sojusznika wśród starszych członków Unii. W parlamencie europejskim nawet jeśli dziesiątka nowych państw zagłosuje wspólnie, to nadal suma ich głosów nie jest wystarczająca, aby wpłynąć samodzielnie na jakąś decyzję. Gdyby Rumunia i Bułgaria głosowały wraz z innymi nowymi członkami, nadal nie byłoby to wystarczające do uzyskania większości. Jednocześnie jest oczywiste, że gdy Rumunia i Bułgaria wejdą do Unii, wrośnie w niej znaczenie średnich państw (między 8 a 20 milionów mieszkańców). Niemniej jednak, pomimo że nowych członków łączą wspólne interesy, niekoniecznie musi to wpłynąć na wspólne działanie w każdej sprawie.