UNPOLISHED: ile Polski w designie

Artykuł opublikowany 4 października 2011
Artykuł opublikowany 4 października 2011
UNPOLISHED – wystawa polskiego designu, która od 2009 r. objeżdża Europę, zawitała do Paryża w ramach Paris Design Week oraz Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Cel projektu: między koronkowymi kafelkami i papierowymi kanapami zdefiniować polską tożsamość wzorniczą.

pracownia MalaforPrzechadzając się po standach projektantów z różnych krajów wystawiających  w paryskim Cité de la Mode et du Design, mam wrażenie déjà vu. Ostatecznie zastanawiam się, czy w designie można w ogóle mówić o narodowości, a co za tym idzie, czy polski design w ogóle istnieje. I wtedy trafiam na kołki obite metalem i lampę ze słoika. I już wiem, że jestem na miejscu.

Polak potrafi

„Jednym z wyzwań tego projektu jest odpowiedzenie na pytanie, czy można mówić o polskim designie – tłumaczy mi Paweł Grobelny, jeden z kuratorów wystawy oraz designer, który 5 lat temu uzyskał dyplom na poznańskiej ASP. – Stąd nazwa UNPOLISHED, która oznacza zarazem »niepolski«... ale również »niewypolerowany«, »niedokończony«”. Okazuje się więc, że polski design istnieje, a scharakteryzować go można trzema słowami: „coś z niczego”.

Koncept ten jest według Pawła ugruntowany historią kraju. „W czasach komunizmu nie było żadnej infrastruktury ani materiałów, więc trzeba było sobie po prostu radzić. Powiedzenie »Polak potrafi« nie bierze się znikąd”. Podchodzimy do białej, świetlistej kuli przypominającej swą konstrukcją cebulę. Do wykonania lampy „Cebula” Daria Burlińska (wraz z Wojtkiem Traczykiem tworząca studio DBWT) użyła zwiniętych pasów pianki poliuretanowej i energooszczędnej świetlówki. W swojej ma również lampę z butelek po jogurcie. Niedaleko widać sofę zrobioną z nadmuchanych toreb papierowych projektu Agaty Kulik-Pomorskiej i Pawła Pomorskiego (alias Malafor). Lekka, można z niej spuścić powietrze i łatwo przetransportować.

Oprócz użycia prostych i łatwo dostępnych materiałów, młodych designerów cechuje również skłonność do zabawy tradycją: polską lub rzemiosła artystycznego. Projektantka ceramiki Karina Marusińska na wzór dawnych artystów, którzy malując ręcznie porcelanę, podpisywali się na każdym egzemplarzu, również pozostawia na swych wyrobach ślad... Swoich zębów. Każde nadgryzienie malowane jest na złoto. Designerka jest również autorką ironicznego projektu „konserwowe”: do banalnego obiektu jakim jest słoik (cóż bardziej polskiego) dokleja wytworne, porcelanowe uszka, stwarzając semantyczną hybrydę.

Karina Marusiak

Karina Marusiak

Koncept

Wydaje się, że we współczesnym designie funkcja ustąpiła miejsca konceptowi. Tak jest w przypadku projektu Zegara Kłoda autorstwa pracowni Gogo (Maria Makowska i Piotr Stolarski). Wiele mechanizmów wbudowane jest w długą belkę. By otrzymać jedną zegara, należy go sobie... wyciąć piłą mechaniczną. „Projektanci chcieli pokazać potencjalnemu klientowi, że kupowanie wcale nie musi być takie proste”. Rola projektanta zmieniła się wraz z czasem, obecnie musi on myśleć o produkcie również po jego sprzedaży. Szczególnie ważny w tym kontekście stał się impakt projektu na środowisko. „Philippe Starck [międzynarodowej sławy designer i architekt] przeprosił ostatnio za używanie w swoich projektach tyle plastiku” – mówi Paweł. Jako że polscy designerzy dążą do użycia prostych i tanich materiałów, z dużą łatwością zaadaptowali w swojej pracy zasadę 3R. Przykładem jest „krzesło na biegunach za 5 euro”. Duporet, zaprojektowany w pracowni Poor Design (designer: Bartosz Mucha), to solidnie wyglądające krzesło na biegunach w całości wykonane z płyt OSB, które zazwyczaj lądują na śmietniku. Materiał ma znaczenie również dla polskich architektów, których projekty po raz pierwszy pojawiły się w ramach UNPOLISHED. Najważniejsze zasady to użycie lokalnych materiałów.

Przedsiębiorca wszechstronny

Ostatnią rzeczą, która rzuca mi się w oczy na polskim standzie, jest ilość designerskich binomów. Około jedna trzecia projektów jest autorstwa pary designerów. „No rzeczywiście, jakoś tak się dzieje – śmieje się Paweł. – Może dlatego, że w grupie raźniej?”. Tymczasem rynek nie jest łatwy. Rozwój designu zahamował okres komunizmu, gdzie dobre wzornictwo nie było najważniejszym zmartwieniem producentów. Designerzy, którzy wykształcenie odebrali w epoce komunizmu, często musieli zmienić profesję, lub wyspecjalizować się w pokrewnych dziedzinach. Stąd też sławna polska szkoła plakatu. Mimo że również nowe pokolenie designerów często musi dorabiać, na przykład grafiką komputerową, sytuacja zmienia się, i to szybko: „Jeszcze 3 lata temu wyglądała to inaczej. Dziś coraz więcej przedsiębiorców chce zatrudnić designera”. A ci, którym nie udało się zainteresować swoim projektem potencjalnego inwestora? Sami zamieniają się w przedsiębiorców: „Polscy dizajnerzy sami wykonują swoje projekty, projektują na nie opakowania, zajmują się promocją i dystrybucją. Biorą sprawy w swoje ręce” – wyjaśnia Paweł.

Fot. © dzięki uprzejmości UNPOLISHED