Upadek Muru Berlińskiego widziany z bagażnika Volkswagena

Artykuł opublikowany 20 listopada 2014
Artykuł opublikowany 20 listopada 2014

W piątek odwołano próbę teatru, ponieważ na naszych oczach tworzyła się historia. Wspomnienia młodej mieszkanki Berlina z 1989 roku.

9 listopada było zimno i słonecznie. Choć poprzednie dni były szare i deszczowe, tego  listopadowego czwartku zza chmur wyjrzało słońce. Jak większość uczniów podstawówki w zachodnim Berlinie kończyłam naukę po pięciu lekcjach i parę minut przed pierwszą byłam już w domu. Nie pamiętam, co robiłam tego popołudnia, ale na pewno nie miałam żadnych zajęć. W tamtych czasach dzieci nie miały napiętych grafików.  W każdy piątek chodziłam za to na spotkania kółka teatralnego. Jednak w tamtym tygodniu próbę teatru odwołano, bo na naszych oczach tworzyła się właśnie historia.

Znaczenie tego wydarzenia dotarło do wszystkicch dopiero w piątek. Wiadomość o upadku muru przedostała się do naszego domu  prawdopodobnie w nocy, gdy spałam w swoim pokoju. W każdym razie moi rodzice już przy śniadaniu  byli totalnie podekscytowani. Rozgłośnie w kółko powtarzały wiadomośći radia RIAS nadającego z zachodniego Berlina. W szkole nauczyciele powiedzieli nam, że przeżywamy właśnie wyjątkowy dzień, którego nie możemy zapomnieć. Odwołano próbę teatru. Ludzie przeczuwali, że coś się szykuje.

Wczesnym wieczorem rozgłośnie co chwilę relacjonowały upadek kolejnych bastionów. Przejścia graniczne Sonnenalle, Chackpoint Charlie, Glienicker Brücke i Kirchhainer Damm zostały otwarte. Moja babcia spakowała do siatki wszystkie słodycze, które znalazła w domu i z tym ekwipunkiem wyruszyliśmy na drogę wylotową z naszej dzielnicy, która od lat była ślepą ulicą, a teraz stała się bramą prowadzącą na zachód. Stanęliśmy na poboczu i pukaliśmy w szyby przejeżdżających trabantów, a one odpowiadały nam trąbieniem. Zapaliliśmy świeczki i rozdawaliśmy cukierki. Widziałam kilkoro dzieci z mojej klasy, które przyszły z rodzicami i były wyposażone w podobne reklamówki. Wielu dorosłych miało łzy w oczach.

Historia widziana z bagażnika Volkswagena

Rodzinna legenda głosi, że tego wieczoru byłam pod Bramą Brandemburską. Niestety byłam za mała, by coś pamiętać. Rodzice opowiedzieli mi, że leżałam w bagażniku naszego Volkswagena owinięta w kołdrę i spałam błogo, podczas gdy na zewnątrz rodził się nowy porządek w Europie. Gdy ludzie pytają mnie, co wtedy robiłam, odpowiadam, że byłam w samym centrum wydarzeń.

Ale co tak właściwie wydarzyło się tego dnia? Na to pytanie istnieje wiele odpowiedzi. Jako dziennikarka mogłabym powiedzieć, że pewien siwowłosy jegomość nie przygotował się na konferencję prasową i przez swoją gafę wywołał polityczne tsunami. Jako historyk pokiwałabym głową i na wszelki wypadek nie powiedziałabym nic. Postawiłabym tylko inne pytanie - czy postrzegając tak wielkie wydarzenia historyczne z tak bliskiej perspektywy możemy je w ogóle zrozumieć?

Bo czym jest 25 lat z punktu widzenia historii? Bądźmy cierpliwi. W odpowienim momencie historycy wyjaśnią nam dlaczego zimna wojna dobiegła końca i czy tranformacje, które potem nastąpiły i które prawdopodobnie dopiero 11 września 2001 roku weszły w nową fazę, spełniły pokładane w nich nadzieje, czy może jednak je zawiodły.

Jako dziecko, którym wtedy byłam, odpowiedziałabym, że tego listopadowego dnia można było wyczuć coś specjalnego w tym zimnym i świeżym powietrzu. Coś, czego nie było jeszcze poprzedniego dnia i co sprawiło, że dorośli mieli łzy w oczach. Coś, co udowodniło nam, że wszystko może potoczyć się inaczej, niż się spodziewaliśmy.

Zdjęcie główne ©Eugenio Frasca/ eugeniofrasca.com