„Uspokójcie się!“: Humor nie pochłonie strachu

Artykuł opublikowany 3 kwietnia 2012
Artykuł opublikowany 3 kwietnia 2012
„Uspokójcie się!” – napomina hamburska dziennikarka w swoim eseju. Chce świecić przykładem, sprzeciwiając się medialnej gorączce i histerii. Przy tym sama wpisuje się w trend.

Jedno jest pewne - ten świat przestanie istnieć. Wszyscy zginiemy. Pozdychamy na świńską albo ptasią grypę, udusimy się islandzkim pyłem wulkanicznym, samiutcy jak palec. Kartka z kondolencjami od szefa nie przyjdzie. Bo do tego czasu już dawno nie będziemy mieć pracy. Nasze stanowisko zostało zlikwidowane przez wstrętnego bankiera albo oddane dziecięcej sile roboczej z Rumunii. Krótko mówiąc - nic, tylko się zastrzelić.

Silke Burmester (2012, Kiepenheuer und Witsch)Co takiego? Nie wiedzieli Państwo? Czy Państwo nie czytają gazet? Nie oglądają wiadomości? Nie „surfują” po Internecie? Przecież tam to wszystko jest. A w ramach powtórki, teraz jest dodatkowo w pamflecie autorstwa Silke Burmester pt. „Beruhigt euch!” (niem. „Uspokójcie się!”)

Konkretny jak ostrzeżenie przed UFO

Przeczytaj także: „Steve Jobs, Apple i ekologia: w tym jabłku jest robak

Skojarzenia z polemiczną broszurą budzi jednak tylko format - w podobnym stylu, jak dzieło Stephane’a Hessela „Czas oburzenia!” (oryg. fr. „Indignez vous!“, dosł. „Sprzeciwiajcie się!“), mała książeczka nawołuje do sprzeciwu. Sprzeciwu wobec mistrzów nadęcia, wobec pojawiających się co minutę wiadomości. W kilku krótkich rozdziałach Burmester prezentuje przegląd wszystkich możliwych wybuchów paniki: kryzys finansowy i kult marki Apple, strach przed EHEC i urojoną urodę. Na 32 stronach dziennikarka z Hamburga zebrała wszelkie nagłośnione przez media nieszczęścia minionego roku. Wiadro ironii i cały ładunek satyry – oto już gotowa bura dla mediów. A żeby ludzie książkę przeczytali i żeby tytuł był trafny, za każdym przedstawionym przerysowaniem podąża odwołanie alarmu.

Aquila po trzęsieniu ziemi: zdjęcia na cafebabel.com

Kto stawi czoła zmasowanym niebezpieczeństwom i przeczyta książeczkę, może uratować się przed powszechnym obłędem. Ponieważ – jak brzmi pointa eseju – naprawdę jest tylko w połowie tak źle. Przeciętne dziecko da sobie radę w świecie, chociaż nie mówi płynnie po mandaryńsku. Życie toczy się dalej nawet bez iPada. Alarm związany z atakami terrorystycznymi jest tak konkretny jak ostrzeżenia przed UFO. Te przekonania nie są jednak nowe. Uspokajające – też nie.

Niepokoju nie da się wyłączyć

Poczucie, że świat stał się przerażający i dziwaczny – oto, co zostaje po lekturze. Co gorsza, poczucie to nie znika nawet po napiciu się herbaty z ładnej filiżanki, co sugeruje autorka na ostatniej stronie książki. Niepokoju nie da się tak po prostu wyłączyć. Manifest w różowoczerwonej okładce może więc nas jeszcze głośno krytykować.Być może przyczyną jest niekonsekwentny charakter książki: autorka bezlitośnie osądza zabójczy nadmiar informacji, by w końcu upchnąć w swojej książce wszystkie katastrofy świata. Oskarża media o przesadę, a sama oferuje scenariusze rodem z horroru. Pisanie, że od bankructwa kilku banków Niemcy upadną do poziomu Trzeciego Świata, to czysty cynizm. Młodzi ludzie boją się przede wszystkim tego, że stracą pracę. Obawiają się katastrof klimatycznych, które będą się piętrzyć w przyszłości. Parodia parodii nie jest w stanie zabrać tego strachu.

Jak pisze Burmester, są dwa sposoby radzenia sobie z ogólnym chaosem, histerią i strachem. „Pierwszy: po prostu nie traktować tego wszystkiego poważnie. Kiedy głosiciele apokalipsy obwieszczają swoje zawikłane ostrzeżenia, po prostu wyłączyć telewizor. […] Nie trzeba brać udziału w każdej zbiorowej panice”. Takie proste i jasne jest przesłanie Burmester. Czyta się dobrze, nawet z pewną przyjemnością. A po lekturze wszystko jest takie samo jak przed nią. Następny kryzys z pewnością nadejdzie.

Fot.: dzięki uprzejmości ©Kiepenheuer und Witsch