Ustawa o kinematografii: filmy po katalońsku

Artykuł opublikowany 31 marca 2010
Artykuł opublikowany 31 marca 2010
Ponad 75% kin w Katalonii zostało zamkniętych na początku lutego 2010 r. Jest to konsekwencja ustawy o kinematografii, „Ley de Cine”, zaproponowanej przez Autonomiczny Rząd Katalonii, która zakłada, że 50% wszystkich regionalnych filmów powinna być opatrzona dubbingiem lub podpisami w języku katalońskim.
Choć główny powód kontestacji prawa zdaje się mieć wymiar finansowy, uderzający w filmowców, protest spotkał się z ogólnym poparciem opinii publicznej.

Can be viewed on the big screens in CatalanJedno z nielicznych kin Barcelony wyświetlających filmy w oryginalnej wersji językowej, Europa Cinema’s Cine Verdi, wypuściło na swoje ekrany pierwszy i jedyny film z katalońskimi napisami, Precious. Obecnie 3% filmów w Katalonii jest wyświetlana w regionalnym języku, w którym mówi 10 mln ludzi w Hiszpanii, Andorze, Alghero (Sardynia) oraz na południowym zachodzie Francji. Ochrona i promocja tego istotnego elementu kultury z burzliwą historią, wydaje się być działaniem naturalnym. A jednak.

Straszno-śmiesznie

Odsuwając polityczne trendy na bok, Katalończycy z Barcelony uważają, że hiszpańskojęzyczne podpisy są uzasadnione nawet w regionie w pełni dwujęzycznym. Nie tylko są oni przyzwyczajeni do oglądania filmów z hiszpańskim tłumaczeniem, ale w pamięci mają również językowe wpadki pojawiające się w katalońskich tłumaczeniach (szczególnie w przypadku przekładu hiszpańskich przekleństw). Sprawę z tego problemu zdano sobie w 1983 roku, kiedy powstała pionierska katalońska stacja telewizyjna, TV3. Popularny serial Dallas był jedną z pierwszych produkcji anglojęzycznych tłumaczonych na kataloński. W konsekwencji dramatyczne momenty klasycznej opery mydlanej, takie jak złośliwe uwagi JR pod adresem jego żony, Sue-Ellen, powodowały wybuchy wesołości w całym regionie. Kwestie po katalońsku brzmiały raczej śmiesznie niż obraźliwie. Można sobie wyobrazić, jakie tyrady śmiechy wywoływały przekleństwa Bruce’a Willisa w Szklanej Pułapce.

Lutowy strajk 74 kin był raczej reakcją przemysłu filmowego, niż sfrustrowanej opinii publicznej. Nowa ustawa wymierzona jest w przeciętnego producenta, który odpowiada za wprowadzenie dodatkowy języka do dystrybucji i tym samym ponosi koszty nowego podatku wprowadzonego przez ustawę. Producenci protestują razem z dystrybutorami. Ci ostatni przestrzegają przed bojkotem znaczącego rynku kinematografii w Katalonii, który przyczynił się do ponad 21% wzrostu rocznego dochodu z przemysłu kinematograficznego w Hiszpanii za rok 2008, jak podaje publikacja z 4 marca magazynu „Variety”.

Autonomiczny Rząd Katalonii chce pośpiesznie przypieczętować wejście języka katalońskiego do jednej z ostatnich sfer życia publicznego, w której jeszcze nie dominuje. Czy nie jest to przypadkiem pochopna decyzja? Lokalne władze nalegają na „przepchnięcie” ustawy, co w kontekście burzliwej historii Katalonii można zrozumieć. Poczucie alienacji i niepokoju w regionie wzmocniła decyzja Unii z dnia 7 marca w sprawie odrzucenia wniosku o uznanie katalońskiego za język urzędowy. W tym samym tygodniu w Parlamencie Europejskim konferencja na temat: „Różnorodność językowa wyzwaniem dla Europy” była tłumaczona z i na język kataloński.

Społeczna debata na temat katalońskiego w kinie wypracowała nowy pomysł oparty na kompromisie: podpisy w dwóch językach. Powolne wprowadzenie technologii cyfrowej na ekrany kin katalońskich miałoby pomóc w realizacji tego pomysłu. Jednak wszystko zależy w dużej mierze od wdrożenia nowych technologii, których tempo wejścia w życie jest powolne, nawet jak na standardy hiszpańskie czy katalońskie. A jeśli inne regionalne języki, tak ważne dla wielu społeczności w całej Europie, pójdą w ślad Katalonii? Jedna iskra może rozniecić pożar. Kto wie, może walijska wersja wersja Bruce'a Willis'a powstanie szybciej niż myślimy. Będzie to zapewne przeżycie równie absurdalne jak fabuła ostatniego filmu z jego udziałem.

zdj.: Jedynka: © Mary Mactavish; Precious - ujęcia z filmu;