Valérie Favre - aktorka pędzla

Artykuł opublikowany 13 października 2006
Artykuł opublikowany 13 października 2006
Valérie Favre jest 47-letnią artystką pochodzenia szwajcarskiego pracującą w Berlinie po wielu latach spędzonych w Paryżu. Została malarką i kocha przenosić swe doświadczenia na płótno.

Promienie światła oświetlają ciemną pracownię - woda się kotłuje po czym spływa po wielkich oknach. Gromkie grzmoty sprawiają, że cały Berlin tańczy. Burza zawitała już na Prenzlauer Berg - nowoczesnej i artystycznej dzielnicy stolicy Niemiec. Cóż za siła! Mam nadzieję, że to nie potrwa długo. Ubrana w proste dżinsy i cętkowany t-shirt Valérie Favre przechadza się z rozpuszczonymi włosami pomiędzy zużytymi pojemnikami z farbą i płótnami. Następnie pojawia się szczupła sylwetka, skulona w starym, skórzanym fotelu, trzymająca w ręku piwo.

Mój gość ma błyszczący wygląd i nonszalancki chód, który kontrastuje z jej twórczością i opinią jaką ma w świecie sztuki współczesnej. Najpierw aktorka, potem malarka a następnie profesor sztuk pięknych, Valérie Favre twierdzi jednak, że jest leniuchem, który się ukrywa. W Berlinie, mieście undergroundowym, w którym wszystko dzieje się spontanicznie, moja rozmówczyni lubi mówić, że nie żyje wystawnie. Wybrałam swój żywot, który jest wystarczająco w odosobnieniu ukryty przed światem. Dziki od czasu do czasu, wypełniony tak bardzo przez to co robię, że niczego innego nie potrzebuję, obojętnie czy byłoby to konsumowanie, czy posiadanie samochodu.

Tymczasowa aktorka

Urodzona w 1959 roku w szwajcarskim Evrilard, bardzo szybko decyduje się na opuszczenie prowincji. Nikt nie jest prorokiem w swoim kraju. Szwajcaria była zbyt mała, a Paryż postrzegałam jako świątynię kultury. Chciałam wyjechać nawet bez zdawania matury, przez co bardzo długo miałam kompleksy, które rekompensowałam pracą lub pasją, udaje się w kierunku Heksagonu. Kierunek: paryskie sceny teatralne. Kiedy jest się młodym nie ma się nic do powiedzenia i jest się trochę głupim. Niemniej potrzeba dorosłości i wiedzy jak wytrwać w samotności, aby malować.

W wieku 20 lat, zagłębiona w siódmej sztuce, kształtowała swoje życie gromadząc porażki i mnożąc doświadczenia. Pewnego dnia miałam okazję stanąć naprzeciw Jean-Luc Godart'a - zamieniliśmy kilka zdań, a dla mnie było to jak 10 lat lekcji. Potyczki, które wpłynęły na mnie najbardziej, to w szczególności te niewiadome.

Cztery lata filmów krótkometrażowych i późnych sztuk teatralnych kończą się w momencie, gdy jej kariera zaczyna nabierać tempa - Favre bierze niespodziewany zakręt - rzuca wszystko. Jak tłumaczy dzisiaj, w głębi dobrze wiedziałam, że nie jestem stworzona do bycia aktorką. Później miałam ochotę opowiadać historie, na co jednak nie pozwalał mi zawód komedianta. Z konieczności rozpoczęcia życia na nowo przyznaje z dozą humoru, że "sporo spieprzyła". Favre od czasu do czasu pisała w czasopiśmie dla dzieci "Je bouquine" zanim ponownie powróciły stare dobre nawyki, te, aby trzymać w ręku pędzel.

W 1987 bierze udział w "Usine Ephémère", projekcie, którego celem było przekształcenie starych ośrodków przemysłowych we współczesne centra. Korzystając z okazji Favre próbuje rozwijać swój umysł i odrzuca nawet wszelkie "ziemskie rozkosze". Uczy się tylko malować, tak jak w życiu, trzeba umieć wykorzystać swój czas, bo wszystko można osiągnąć. W 1996 wyjeżdża do Berlina wystawiać swoje prace - to jak uderzenie pioruna w miasto o wiele więcej przygód niż w Paryżu pomimo tego, że od czasu upadku muru kultura undergroundowa jest mniej obecna. Niemniej to właśnie tutaj postanawia zostać.

Emocjonalny biznes

Czy Berlin zostanie nowym malarskim eldorado? Jak stwierdza Favre, niemiecki rynek coraz bardziej przysłuchuje się artystom oraz mecenasom sztuki na przykład kolekcjonerom, którzy są coraz bardziej aktywni. We Francji natomiast ma miejsce pewnego rodzaju permanentne samookaleczanie. Według niej, bycie dzisiaj Europejczykiem nie koniecznie jest dla artysty dobrą wizytówką. Chiny i państwa Maghrebu kreują bardzo dobrze zapowiadające się talenty. Tak czy inaczej młodzi muszą się przemieszczać i ścierać z innymi kulturami.

Favre przed położeniem się wyciąga swoje długie nogi - nadeszła pora odpoczynku od malowania. Słyszę, jak w głębi ciemnej pracowni rozchodzi się jej czysty głos, to prawda, że sztuka współczesna jest często podobna do intrygi w biznesie. Jest przecież tworzona dla bogatych - dla tych, którzy mają wystarczająco środków na rozmyślanie.

Następnie dodaje bez fałszywej skromności, bycie dzisiaj artystą stało się pojęciem dalece odległym od tego w czasach Van Gogh'a. Niektórzy artyści umierają z głodu, a niektórzy pracują jak maszyny. Jeff Koons ma na przykład swoich własnych asystentów, którzy dla niego malują. Granica między oszustwem, a prawdą staje się coraz mniej widoczna. Jak mówi Favre, artysta musi być pragmatykiem nie martwiącym się o to, że pobrudzi koszulę. Nawet jeśli malarstwo pozostaje wyborem emocjonalnym to pracuję w sposób bardzo romantyczny aż do pewnego momentu. Wszystko jest kwestią umiarkowania.

Wraz z serią "Lapines Univers" (króliki wszechświata) zapoczątkowaną w 1999 i przedstawiającą "kobietę zwierzę pomiędzy Larą Croft a Króliczkiem z Playboya", ujawnia feministyczny sposób myślenia - trzeba nią być - mówi. Używam tego królika jako fallusa. Zemsta na artystach wrogich kobietom? Oczywiście, że obraz jest szowinistyczny - to czysty środek, wolny i skomplikowany, który w dodatku utracił swój blask, zdetronizowany przez wideo czy inne urządzenia. Jeśli odczuwam dużo przyjemności z mieszania kolorów, to jest mi trudno rywalizować z mężczyznami w zakresie siły fizycznej, która jest niezbędna w tej dziedzinie. Trzeba zatem znaleźć inną drogę - robić mniej, ale bardziej treściwie.

Na fali prowokacji mówi, wszystko już widziano od pisuaru Duchampa do mordu na zwierzętach. Sądzę, że trzeba znaleźć swój własny styl i odpowiedni sposób jego wyrażania. W swej pracy stale czyni postępy, my, artyści jesteśmy tłumaczami. Wraz z doświadczeniem widzę coraz wyraźniej rodzące się w mojej głowie idee i coraz lepiej wiem jak je wyrazić. Zbuntowana, Favre kończy siadając przed swoją ostatnią pracą próbując się rozluźnić, nareszcie czuję się bardziej scenarzystką niż malarką.