W ciągu 20 lat liczba imigrantów w Holandii wzrasta trzykrotnie

Artykuł opublikowany 23 listopada 2009
Artykuł opublikowany 23 listopada 2009
Pięć lat po tym jak Holender marokańskiego pochodzenia zamordował Theo van Gogh’a w fanatycznym ataku, słowo „imigracja” wciąż nie schodzi z narodowych ust. Spojrzenie na dzielnicę imigrantów Zuidoost oraz centrum zatrzymań na lotnisku Schiphol.

Mieszkańcy Zuidoost, południowo-wschodniej dzielnicy Amsterdamu, to głównie „allochtoon”, co po holendersku oznacza ludzi, których przynajmniej jeden z rodziców urodził się poza Holandią. W deszczowe niedzielne popołudnie jej ulice są prawie puste. Nie ma tam kawiarni, ekskluzywnych butików czy turystów, jak w modnym centrum miasta oddalonym o 20 minut drogi metrem. Tutaj można raczej znaleźć afrykańską fryzjerkę, karaibskie jedzenie i sklepiki prowadzone przez Hindusów. Według holenderskiego ministerstwa imigracji, w Holandii żyje 75.000 nielegalnych imigrantów. Ale w swoich ostatnich statystykach z 2007 roku Amnesty International mówi o liczbie nie mniejszej niż 150.000, co stanowiłoby około 10% ogólnej populacji imigrantów. „Jestem pewien, że mieszkają tu jacyś nielegalni imigranci, ale ja osobiście nikogo takiego nie znam”, dodaje Pavel, 20-letni student, który przeprowadził się tutaj z Rosji w wieku pięciu lat. „Imigranci, którzy tutaj mieszkają są bardzo dyskretni i nigdy nie mówią co robią lub dokąd idą”, komentuje Humphrey, 55-letni emerytowany wojskowy, który urodził się na jednej z należących do Holandii karaibskich wysp, Curacao; około 70.000 imigrantów żyje na pięciu holenderskich wyspach Karaibów, gdzie 5 listopada wprowadzono program amnestii.

„Powszechna amnestia”: prawo pobytu dla 26.000

Po dziesięcioleciach polityki leseferyzmu, Holandia zaczęła optować za silniejszą polityką imigracyjną w latach 90-tych. Ustawa, która weszła w życie w 2001 roku, wprowadziła kilka nowych przepisów dla władz imigracyjnych dotyczących, na przykład, przeszukań domów czy pytania ludzi o dokumenty na ulicy. W grudniu 2006, nowy centralistyczny rząd holenderski zgodził się na amnestię dla odrzuconych poszukiwaczy azylu, którzy odmówili opuszczenia Holandii: 26 tysiącom ludzi przyznano prawo pobytu. Niestety, proces „powszechnej amnestii” nie objął kilku tysięcy nielegalnych imigrantów. Frank de Nederlander, felietonista poczytnego dziennika i były dziennikarz gazety wojennego ruchu oporu „Het Parool” był jednym z uczestników Nacht van de vervanging. „Noc zamiany” obchodzono we wrześniu 2009, i był to protest, podczas którego sławni Holendrzy na jedną noc gościli pod swoim dachem emigrantów aby potępić zamknięcie schronisk, w których mieszkało wielu migrantów bez stałego miejsca pobytu. De Nederlander gościł Mohameda z Czadu. „On chce wracać. Ale jego tata jest przeciwnikiem reżimu. Państwo zakazuje mu powrotu. Teraz musi opuścić Holandię, ale nie może.” Według de Nederlandera, część ludności Holandii staje się niechętna wobec nieregularnych imigrantów, opierając swoją niechęć na założeniu, że sprawa ta została rozwiązana przez „powszechną amnestię”. „Jak w pozostałej części Europy, rośnie tendencja do przedstawiania nieregularnych imigrantów jako tych, którzy stwarzają problemy.”

Ostatni przystanek: lotnisko Schiphol

Godziny odwiedzin w centrum zatrzymań na lotnisku Schiphol są pomiędzy 10:00 a 13:00. Jest już późne popołudnie, ale młody mężczyzna z walizką wciąż czeka w recepcji. „To dla mojego brata, potrzebuje ubrań”, mówi 21-letni Luis, który przyjechał z rodziną do Holandii z Dominikany. Jego najstarszy brat będzie jutro deportowany, ale ponieważ Luis przyjechał za późno, nie zobaczy się z nim ani nie pożegna. Aby uniknąć nowych masowych rozporządzeń, rząd dokłada wszelkich starań aby zachęcić poszukujących azylu do dobrowolnego powrotu do domu zaopatrując ich w bilety lotnicze i niewielką ilość pieniędzy. „Ale ludzie, którzy odlatują, zrobiliby wszystko by zostać”, wyjaśnia Moriska Cheret, rzeczniczka prasowa holenderskiej narodowej rady uchodźców. Dla większości, takie doświadczenia z reguły kończą się w centrum zatrzymań; około 20.000 ludzi przewija się przez pięć takich centrów w Holandii każdego roku. Według holenderskiego prawa imigranci popełniają „wykroczenie administracyjne”, za które karą jest deportacja. „Migrant może być postrzegany jako podejrzany przestępca, tylko jeśli przekroczy granicę państwa z fałszywymi dokumentami”, wyjaśnia Gerald Roethof, prawnik pracujący w sądzie w centrum zatrzymań Schiphol. Jednak wraz z imigrantami, każdego roku zatrzymuje się setki przemytników kokainy. Tymczasem, centrum na lotnisku Schiphol okryło się złą sławą po trzygodzinnej strzelaninie w październiku 2005, w której zabito jedenastu zatrzymanych. Ci, którzy przeżyli strzelaninę twierdzili, że strażnicy reagowali bardzo niespiesznie. W sierpniu 2009, 27-letni Libijczyk stanął przed sądem za zaprószenie ognia papierosem. „Holandia prowadzi surową, ale sprawiedliwą politykę wobec cudzoziemców”, głosi strona internetowa służb ds. przesiedlenia działających przy ministerstwie sprawiedliwości. Ale według Moriski Cheret z holenderskiej rady uchodźców, „rząd prowadzi zniechęcającą politykę nakładania presji na migrantów i zmuszania ich do powrotów”. Nic więc dziwnego, że w przeciągu niespełna 20 lat, liczba imigrantów w Holandii wzrosła trzykrotnie.