W jeden post na Facebooku dookoła świata

Artykuł opublikowany 24 sierpnia 2017
Artykuł opublikowany 24 sierpnia 2017

Nawet jeżeli tego lata nieźle się napodróżowaliście, droga przebyta przez wasz post na Facebooku z pewnością była znacznie dłuższa. Żeby dostarczyć wybór spersonalizowanych treści każdemu z ponad 2 miliardów użytkowników, Facebook musi gromadzić bardzo dużo danych. A żeby to zrobić, musi je wysyłać po całym świecie. Prześledźmy ich trasę przez Irlandię, Szwecję czy Hiszpanię. 

Panowie i panie dane, zapnijcie pasy, za moment startujemy! Za każdym razem, kiedy użytkownik Facebooka klika „publikuj”, zdjęcie, komentarz, aktualizacja profilu czy statusu związku, otrzymuje paszport pozwalający przemierzyć świat. Wszystkie dane każdego z 2 miliardów użytkowników strony (trzeciej najczęściej używanej na świecie) mają ten sam cel: Stany Zjednoczone. Ale zależnie od kraju, z którego zostały wysłane, droga którą pokonują przed osiągnięciem celu jest inna. Dane amerykańskich użytkowników Facebooka używają tylko dróg krajowych i autostrad, nigdy nie opuszczając terytorium Stanów.

Serwery za kołem podbiegunowym

Dane z innych krajów to międzynarodowi podróżnicy. Prześledźmy drogę zdjęcia zapostowanego przy użyciu smartfona w Paryżu. Ciąg zer i jedynek, opisujący obraz w języku informatycznym jest natychmiast przekazywany do anten, aby wpłynąć do światłowodów – autostrad sieci komputerowej. Te drogi przenoszą "Internet" i opublikowane dane aż do serwerów zlokalizowanych w Lulei, w Szwecji.

To właśnie za kołem podbiegunowym Facebook zdecydował się umieścić swoje "data center", czy inaczej "farmę serwerów" – która przechowuje dane europejskich użytkowników – ponad 310 milionów ludzi. Nasze zdjęcie z Paryża spędzi tam trochę czasu. Po kilku dniach straci swój charakter nowinki i będzie przyciągało coraz mniej reakcji, aż w końcu zatonie w głębi publikacji swojego autora. Zapomniane przez użytkowników zostanie zakonserwowane przez Facebooka jako "zimny" kontent. To właśnie w Stanach Zjednoczonych czeka je zasłużona emerytura, na serwerach Facebooka przeznaczonych do archiwizacji.

Tunel informatyczny pod Atlantykiem

Aby dotrzeć na koniec swojej drogi, zdjęcie opuszcza śnieżne horyzonty Lulei i zmierza ku Zjednoczonemu Królestwu, gdzie przechodzi na światłowody wyłożone na dnie Oceanu Atlantyckiego, prawdziwy tunel informatyczny pod Atlantykiem. Te ekspresowe kable odpowiadają za transfer 90 procent danych między Starym a Nowym Światem. Mimo ich wydolności, żeby uniknąć korków Facebook i Microsoft zdecydowały sie zbudować własny kabel, który powinien zacząć funkcjonować do końca 2017 roku. Kabel do Stanów nie będzie już prowadził przez Wielką Brytanię, lecz przez Bilbao w Hiszpanii.

Jeśli paryskie zdjęcie wybierze nową trasę, trafi do Wirginii, po przebyciu 6 600 kilometrów. Stamtąd popłynie do jednej z trzech amerykańskich farm danych Facebooka: do Forest City Karolinie Północnej,  do Altoony w stanie Iowa lub do PrinevilleOregonie. Trasa, którą pokonują dane, wkrótce może się zmienić – gigant mediów społecznościowych ogłosił budowę dwóch nowych "data center" w Stanach Zjednoczonych (w Fort WorthTeksasie i w Los Lunas w Nowym Meksyku), jak również jednego w Europie, a dokładniej w CloneeIrlandii.

Podróż z prędkością światła

Kiedy użykownik konsultuje swoje konto na Facebooku przez 30 sekund, używanych do tego jest ponad 1000 serwerów. Jako, że dane są przechowywane na całym świecie, muszą poruszać się z prędkością światła. No, prawie – ta zostanie osiągnięta dopiero po wprowadzeniu technologi Li-Fi, polegającej na przekazywaniu danych przy pomocy LEDów. Ma być 10 razy szybsza niż Wi-fi i pojawi się w naszych smartfonach już w okolicy 2020 roku. 

Facebook bardzo uważa, żeby nie stracić żadnych danych. Amerykański gigant wynalazł nawet własną technologię serwerów, łatwiejszą w konserwacji, aby zagwarantować bezpieczeństwo swojej pamięci krótko- i długoterminowej. Dzięki zgromadzonym informacjom algorytm może selekcjonować nowe publikacje, które mają najwieksze szanse spodobać się użytkownikowi. Zbieranie danych o użytkownikach jest też dla Facebooka opłacalna. Serwis utrzymuje się ze sprzedawania dancych. W 2014 roku firma zarobiła 26,67$ (czyli 27,30 euro) za użytkownika w Stanach Zjednoczonych, czyli dwa razy więcej niż za europejskiego użytkownika (11,60 dolarów = 11 euro), a także nawet 6 razy więcej za użytkownika z Azji (4,46 dolarów = 4 euro) czy z reszty świata (3,35 dolarów = 3,18 euro). Różnice w dochodach wynikają z zainteresowania reklamodawców danymi strefami ekonomicznymi, ale też z wolności korzystania z Facebooka w danym kraju.

Dokumenty do kontroli

Chiński rząd ma prawo do wszystkich danych, które wysyłają jego obywatele, nie jest więc zbyt zadowolony z tego, że amerykańska firma rozpowszechnia informacje, których nie sprawdził. Po drugiej stronie spektrum znajduje się rząd amerykański, które najbardziej elastyczny. W Europie wymaga się, aby użytkownik był poinformowany kiedy osoba trzecia używa jego danych. 

Nadgraniczność danych rodzi pytania z zakresu zagwarantowania prywatności w zależności od miejsca, w którym się znajdują. Europa bardzo aktywnie negocjuje z państwami trzecimi, aby respektowały swobodę jej obywateli do kontrolowania ich danych. Jednak każdy użytkownik jest zobowiązany do zapoznania się z ogólnymi warunkami sprzedaży, które akceptuje kiedy dołącza do mediów społecznościowych, jak również do zweryfikowania ustawień prywatności. Pozostaje również właścicielem "paszportu" , który daje każdej ze swoich publikacji.

Perrine Créquy.

---

Ten artykuł ukazał się wcześniej w Observatoire de Mes Datas et Moi.

---

 Czy wiesz, że Facebook i Google gromadzą Twoje dane?  Wraz z "Dniem danych" i swoim obserwatorium, firma Mes Datas et Moi tłumaczy, jak to działa. Klikasz?