W kraju Słoweńców króluje niedźwiedź brunatny

Artykuł opublikowany 16 września 2011
Artykuł opublikowany 16 września 2011
2 miliony obywateli i 450 niedźwiedzi brunatnych wspólnie zamieszkuje ten trzeci pod względem zalesienia kraj UE. Słoweńskie Ursos arctos, jedni z jego najbardziej chronionych mieszkańców, zarówno prawem krajowym jak i europejskim, zasłynęły z niesławnego eksportu do Pirenejów Francuskich i Włoskich Alp, gdzie miały odtworzyć wymarłą populację niedźwiedzia brunatnego.
Jeden pojawił się nawet w doniesieniach WikiLeaks, więc i cafebabel postanowiło wyruszyć w dzicz.

Niedźwiedzie z południowej Słowenii, z definicji wszystkożercy i padlinożercy, są chlubą tego kraju i znane są jako zwierzęta ostrożne, obawiające się ludzi. Kiedy jednak w kwietniu pięciomiesięczny niedźwiadek rzekomo zabłąkał się/miał się zabłąkać i trafił do jednego z domów w Podvrh, w Poljanskiej Dolinie w północno-zachodniej Słowenii, zamieszkująca go rodzina Logarów zignorowała pisemny nakaz zwrotu do naturalnego środowiska przedstawiciela chronionego europejskim prawem gatunku, którego nazwali Szczęściarz („Srecko” – screca oznacza szczęście). „Przez pierwsze tygodnie żywił się mlekiem miejscowych krów, bawił się i beztrosko spał z innymi zwierzętami na farmie. Wspinał się nawet na wiśnie, aby z nich obrywać owoce”, napisał w żarliwej petycji w kwestii powrotu Szczęściarza Matevz Logar, głowa rodziny.

Niedźwiedzia miłość: pożywka dla słoweńskich tabloidów

W powszechnej opinii, w Słowenii żyje od 500 do 700 niedźwiedzi, chociaż Miha Krofel z wydziału biologii i leśnictwa na Uniwersytecie w Lublanie wskazuje, że ostatnie badania genetyczne wskazują na 434 niedźwiedzie. W tym południowo-wschodnim Europejskim kraju 2/3 powierzchni zajmują lasy, co czyni Słowenię trzecim najbardziej zalesionym członkiem UE, po Finlandii i Szwecji. Słoweńcy kochają przyrodę i są dalecy od ulegania histerii podobnej do tej wzbudzonej przez fińskie media w kwestii zagrożenia ze strony błąkających się w dziczy niedźwiedzi. „Obecność niedźwiedzi w Słowenii to fakt”, podkreśla profesor filozofii ekologii Luka Omladic, powtarzając wnioski z niedawnych debat nt. niedźwiedzi górskich w Słowacji. „Jako drapieżniki znajdują się na końcu łańcucha pokarmowego. Las bez niedźwiedzi jest jak las bez sosen”. Samą stolicę Słowenii daleka jest jednak od stania się ich biotopem. Niedźwiedź, który zabłąkał się w stolicy w 2009 roku szybko trafił do właściciela. Lublańczycy w większości bagatelizują historię Szczęściarza i jego opiekuna rodem z filmu „Grizzly Man”; „nie oglądamy telewizji”, mówią. „Niedźwiedź to nie piesek chihuahua, może nawet umrzeć”, denerwuje się Luka.

Historia udomowienia niedźwiedzia przez rodzinę Logarów ostatecznie wzbudziła aż do przesady zainteresowanie mediów. Urodzone na przełomie roku niedźwiadki budzą się w kwietniu z zimowego snu, warząc około 5 kilogramów. Aby przeżyć, muszą w ciągu roku przytyć o około 40, a Srecko rósł szybko. „Ten kraj jest niekiedy tak prymitywny”, stwierdza Nina, lat 27, pochodząca z zamieszkałego przez niedźwiedzie regionu Kocevje, 65 km na południe od Lublany. „Policja aresztowała mężczyznę za stary mandat drogowy, a niedźwiedzia umieszczono w schronisku dla zwierząt w Muta (na północy). Głupota”. Szczęściarz, ulubieniec mediów w 2011 roku został ostatecznie wydalony do Rumunii. „Jest mi bardzo przykro ze względu na przyrodę, kiedy ludzie przygarniają niedźwiedzie”, mówi Miran Bartol. Jako szef sekcji w słoweńskiej służbie leśnej (Zavod za gozdove Slovenije) jest pośrednikiem pomiędzy myśliwymi a władzami w kwestiach dużych mięsożerców. Sceptycznie odnosi się do sposobu, w jaki niedźwiadek dostał się do Podvrh, skoro większość niedźwiedziej populacji zamieszkuje jego okolice, czyli rejon miast Ribnica, Kocevje, Postojna, Loz i Crnomelj. „Karmienie niedźwiedzia to początek końca, ponieważ uzależnia go od pomocy”, dodaje. Miran uważa także, że petycja rodziny Logarów do premiera Boruta Pahora i ministra środowiska Roko Zarnica w kwestii zwrotu „ich misia” stanowi zły PR dla samych niedźwiedzi. „Do osiągnięcia pierwszego roku życia są postrzegane jako zabawki”.

Husband and wife team Franci and Mirjam of the Gostisce Tusek restaurant have had the bears for almost two decades

Niedźwiedzie i polowania w Jugosławii

Kiedy Miran po raz pierwszy spotkał niedźwiadka w lesie, po którym przechadza się codziennie o 6 rano, zastał go w najniebezpieczniejszej możliwej scenerii – siedzącego z matką. Znajdowali się w takiej samej odległości, w jakiej siedzimy naprzeciw siebie przy stole w barze Tabu w wiosce Zapotok. „Odczuwałem strach, ale nie stała się agresywna. Zacząłem uciekać do tyłu, ale przewróciłem się na plecy”, wspomina, gestykulując i wymachując kluczami. Zasadniczo, praca Mirana polega na „kontrolowaniu konfliktów pomiędzy ludźmi a niedźwiedziami”. Jeżeli niedźwiedź kogoś tknie lub zostanie zgłoszony jako zagrożenie, Milan interweniuje zgodnie z obowiązującymi przepisami. W Lublanie, Luka Omladic ironicznie wskazuje, że roczna liczba śmierci spowodowanych przez niedźwiedzie równa jest liczbie śmierci z powodu zatrucia grzybami. „Słowenia ma połowicznie scentralizowane zasady łowieckie”, wyjaśnia. „Miejscowe organizacje łowieckie potrzebują zabijać więcej niedźwiedzi, aby otrzymywać pieniądze”. Sugeruje więc, aby system został całkowicie scentralizowany na rzecz urzędników państwowych którzy zabijają, mając na uwadze jedynie statystyki.

A day or two before the full moon, when the light is best, counters take their lists and every two kilometres describe the bear that spot between 6pm and midnight, which is when they are at their most active

Z historycznego punktu widzenia, niedźwiedzie jako gatunek były bardziej chronione w czasach, kiedy Słowenia była częścią Jugosławii, przed 1991 rokiem. Kryteria rozszerzeniowe przed przyjęciem Słowenii do Unii Europejskiej w 2004 roku podkreślały, że państwa członkowskie muszą zapewnić „odpowiedni status ochronny dla środowiska naturalnego, dzikich gatunków, flory i fauny”. W okresie obowiązywania dyrektyw UE, niedźwiedzia populacja zanotowała wzrost o 100%. Obecnie, Słowenia chlubi się oficjalnym, państwowym instytutem ds. niedźwiedzi, wykorzystuje umieszczane na szyjach niedźwiedzi czujniki umożliwiające ich liczenie trzy razy w roku oraz wprowadza licencje łowieckie. Miran twierdzi, że opowiada się jedynie za szacunkiem dla zwierząt. W czasach studenckich był aktywistą, aktualnie uczy, jako polować. Ocenia, że spośród 20 tysięcy zarejestrowanych myśliwych w jego regionie Słowenii, 80 to zawodowcy, z 10% stanowią kobiety. Liczba myśliwych wahała się nieco przez lata; są oni „jednakowo doświadczeni”, jako że „szkoleni byli wspólnie”.

Krajowa niedźwiedzia turystyka vs. europejski niedźwiedź z grilla

Czy organizowanie „niedźwiedzich safari” mogłoby pobudzić słoweński wzrost gospodarczy? W kraju o niewysokich zarobkach (ok. 1000 euro netto) turystyka należy do bardziej dochodowych sektorów. Miran, wypowiadający się z dziewiczej „niedźwiedziej Mekki” w Kocevje, jest przeciwnikiem koncepcji. „Jesteśmy dumni z naszych niedźwiedzi, ale nie chcemy masowej turystyki”, uśmiecha się. Bliska znalezienia niszy w rynku jest rodzina Kobola i jej warsztat w Kocevje, gdzie miejscowi żyją w zgodzie ze swoimi dzikimi sąsiadami. W rogu łazienki na dolnym piętrze domu, stoi na tabliczce wypchany jednoroczny niedźwiedź dziadka Kobola, scheda po aktywności łowieckiej i wspomnienie dawnej wiejskiej socjalistycznej wspólnoty. Dwa pokolenia później, duet ojciec-syn Matija i Emil ewoluowali od polowań do wspierania miejscowych inicjatyw edukacyjnych. Rzeźbią niedźwiedzie, inne figury i naczynia z drewna – rodzinny biznes stary jak sama Słowenia, tak jak zabieranie dzieci w wieku szkolnym na wycieczki z przewodnikiem po okolicznych lasach. „Nie mamy z nimi problemów”, mówi Emil. „Wiatr wieje w kierunku twoim lub ich, więc wyczuwacie się nawzajem zanim się zobaczycie; zazwyczaj mają zapach zbliżony do zepsutego mięsa”.

A small bear takes around four minutes to carve and costs four euros, a middle-sized bear costs 35 and a giant bear, which takes a week to create, can sell for 600 euros

Zapach zepsutego mięsa dał się również ostatnio wyczuć w sąsiednich włoskich Alpach, gdzie skrajni konserwatyści byli zachęcani do grillowania mięsa słoweńskich niedźwiedzi, zamiast nauki, jak żyć w sąsiedztwie zagrożonego gatunku. 5 lipca, Liga Północna (partner koalicyjny Berlusconiego) zorganizowała „niedźwiedzi bankiet” w Trentino. Z tego miejsca niemiecki niedźwiadek Bruno, obiekt doniesień amerykańskich dyplomatów udostępnionych przez WikiLeaks w 2010 roku, jako pierwszy od 170 lat zawędrował do Bawarii (tylko po to, aby zostać zabitym przez fińskich myśliwych z powodu strat w zwierzętach hodowlanych). Policja zablokowała „biesiadę” w Trentino z uwagi na prowadzony przez Unię Europejską w Austrii, Włoszech i Słowenii program Life Ursus i prowadzone w jego ramach odtworzenie populacji niedźwiedzia brunatnego we Włoskich Alpach. 50 kilogramów niedźwiedziego mięsa legalnie importowanego ze Słowenii zostało skonfiskowanych z powodu wątpliwości odnośnie jego certyfikowania. Co Miran o tym sądzi? „Państwa Unii Europejskiej zabiły własne wielkie drapieżniki, straciły fizyczny i emocjonalny kontakt ze zwierzętami”, komentuje, wyruszając jednocześnie do pasieki po miód i na próbę chóru kościelnego przed ślubem organizowanym tego samego dnia. „My nigdy ich nie utraciliśmy. W innych krajach problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy zwierzęta już odeszły”. W notach udostępnionych przez WikiLeaks dyplomaci USA oceniają, że współcześni Europejczycy „potrzebują czasu, aby określić swój stosunek do dzikiej przyrody”. Słowenia wydaje się nie mieć z tym problemu.

Podziękowania dla Mojca Finc, Miha Mohoric i Dominika Osvalda. Zobacz oficjalny blog cafebabel.com Lublana.

Artykuł powstał w ramach nowego projektu cafebabel.com na lata 2010-2011 poświęconego Bałkanom: Orient Express Reporter.

Fot. główne (cc) Camera on autopilot/ Flickr/ ekke.si/; tekst © Nabeelah Shabbir