W Polsce kwitnie handel nazistowską propagandą

Artykuł opublikowany 9 września 2009
Artykuł opublikowany 9 września 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W Niemczech zakazane, w Polsce legalne. Na przygranicznych targowiskach nad Odrą i Nysą sprzedaje się odznaki SS, swastyki, koszulki ze skrajnie prawicową symboliką i skrajnie prawicową muzykę. Polska jest największym europejskim producentem skrajnie prawicowej propagandy, ponieważ to nie handel przedmiotami związanymi z nazizmem jest zabroniony, lecz propagowanie nazizmu do celów politycznych.

Na koszulce wiszącej na obskurnym straganie na targu w Kostrzynie nad Odrą widnieje napis „Niemiecka wściekłość”. Obok napisu, wizerunek żołnierzy Wehrmachtu. Inne koszulki z hasłami skrajnie prawicowej grupy muzycznej „Landser” ozdobiono trupimi czaszkami SS. Pięć euro za sztukę. „To ciuchy dla nastolatków”, mimochodem wspomina Marian Kalicki, właściciel jednego ze stoisk. Twierdzi, że nie ma pojęcia, że niemiecki sąd uznał zespół „Landser” – jako pierwszą w Niemczech grupę – za „stowarzyszenie przestępcze”, a lidera skazał na trzy lata więzienia za sianie nienawiści na tle narodowościowym

(zdj.: Marcin Rogozinski)Mężczyzna z sąsiedniego stoiska sprzedaje podróbki ubrań „Thor Steinar”. W Niemczech marka jest znakiem rozpoznawczym w środowisku skrajnej prawicy. Protesty we Frankfurcie nad Odrą w kwietniu 2008 r. doprowadziły do zamknięcia filii przy dworcu. Handlarz nie chce o tym nic wiedzieć i cieszy się na nowych klientów zza Odry. Podobnie, jak właściciel pobliskiego kiosku z muzyką i dvd. Bez skrępowania na samym przodzie stolika, obok saksońskich melodii ludowych, wystawia albumy grupy „Landser” pt. „Rock gegen oben” czy „Das Reich kommt wieder“ (niem. Rzesza powróci).

Na obydwu okładkach żołnierze Wehrmachtu. Jedna płyta kosztuje 12 euro. „Jak na nielegalne produkty, to drogo”, wyjaśnia sprzedawca i bez wahania włącza „Landsera” na swoim odtwarzaczu. Agresywne teksty płyną nad stoiskami aż do sklepu Bogusława, który od sześciu lat sprzedaje odznaki SS, swastyki, popiersia Hitlera. Polska jest największym europejskim producentem historycznych i podrabianych obiektów z czasów nazizmu.

Większość klientów przyjeżdża ze Wschodnich Niemiec

Niemiecka policja ciągle konfiskuje przedmioty z zakazanymi w Niemczech symbolami. Polska prasa donosi o halach produkcyjnych we Wrocławiu, w których tłoczy się tysiące kopii nazistowskich odznak. W samym Poznaniu działają dwie pracownie krawieckie, w których powstają nazistowskie mundury. Już w lipcu 2008 r. minister spraw wewnętrznych Brandenburgii Jörg Schönbohm (CDU) zaapelował do polskiego rządu o powstrzymanie produkcji przedmiotów związanych z nazizmem.

Jednak wiele się od tej pory nie wydarzyło. „Policja przeprowadziła kontrole, ale prokuratura nie wszczęła postępowania”, mówi Artur Chorąży, rzecznik policji w Gorzowie i odsyła do polskich przepisów: w Polsce nie jest zabroniony zbyt przedmiotów związanych z nazizmem, lecz rozpowszechnianie nazistowskich idei w celach politycznych.

Prawnicy mówią o luce w polskim systemie prawnym.

Nieme przyzwolenie

(zdj.: zokete/flickr)

„To nie prawo jest złe, lecz nieme przyzwolenie społeczeństwa“, wyjaśnia Marcin Kornak z antyfaszystowskiego stowarzyszenia „Nigdy więcej“ w Warszawie. „Politycy, obywatele i policja nie chcą widzieć problemu”, mówi.

Organizacja terrorystyczna „Combat 18” założyła tu swoje centrum produkcyjne. Prawicowi ekstremiści wydają nad Wisłą nazistowskie pismo „Stormer”, organizują koncerty i spotkania, pracują w studiach nagraniowych. Produkują materiały wybuchowe – jak te, które miały być użyte w ataku na Centrum Żydowskie w Monachium. Policja na czas go udaremniła.

To, że w Polsce nie ma dużej świadomości rozpowszechniania się prawicowego ekstremizmu, potwierdza profesor Krzysztof Podemski, socjolog Uniwersytetu w Poznaniu. „Najczęściej wychodzi się z założenia, że środowisko skrajnej prawicy nie jest warte badań czy analiz”, przyznaje. Z tego powodu ilość skrajnie prawicowych napadów jest często sporna. Marcin Kornak od 1987 r. zarejestrował w „Brunatnej Księdze” 2500 zajść, w tym ponad 50 morderstw. Jednak polscy naukowcy nie mogą potwierdzić tych statystyk.

Lokalne władze przyznają, że nie wiedzą, czym handluje się na targowiskach na ich terenie. „Nie znam się na tej muzyce”, mówi Bartłomiej Bartczak, burmistrz Gubina, miejscowości w polskich Dolnych Łużycach. „Jeśli handlarze są świadomi, że chodzi o treści nazistowskie, ich działanie należy oceniać w kategoriach moralnych. To jest zadanie dla naszych prawodawców”.

Autor: Marcin Rogozinski, korespondent n-ost