W poszukiwaniu nowego pokolenia liderów

Artykuł opublikowany 16 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 16 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Głosowanie „NIE” we Francji i Holandii pokazuje, że Europa potrzebuje nowych liderów, jeśli chce znaleźć drogę wyjścia z aktualnego kryzysu.

Laurent Fabius ma na twarzy uśmiech kogoś, kto trzyma w ręku wszystkie asy. Podczas swojego pierwszego telewizyjnego wystąpienia od czasu referendum, które miało miejsce 29 maja, lider lewnicowego No vote dla Europejskiej Konstytucji nonszalancko ogłosił, że planuje startowanie w wyborach prezydenckich we Francji w 2007 r.

Jest to logiczna konsekwencja jego osobistej kampanii: brak odwoływania się do spolecznie zorientowanej Europy, brak międzynarodowych inicjatyw, brak poważnych i prawdziwie europejskich konsekwencji politycznych pokrywających obietnice „wspaniałych możliwości rozwoju”, które zostały złożone po zwycięstwie No vote. To, co pozostało, to eksploatacja konstytucji, która została rzucona wilkom na pożarcie z powodu politycznych ambicji człowieka, który grał na niepokojach szerokiej części populacji Francuzów i spowodował podział w swojej socjalistycznej partii, w której jest numerem dwa.

Pokolenie Fabiusa

To, co najbardziej zaskakujące w strategii Fabiusa, to nie jego zdolności (niezaprzeczalne), ale jego obojętność wobec losu Unii Europejskiej, którą widzi on po prostu jako drogę do bezpiecznego wejścia do Pałacu Elizejskiego. Fabius - pamiętny lider Francuskiej Partii Socjalistycznej zrozumiał, że kandydat socjalistów na prezydenta w 2002 r – Lionel Jospin przegrał z powodu swojego zbytniego umiarkowania. Co więcej, Fabius zrozumiał, że jest tylko jeden sposób w jaki mógłby odnieść korzyści z wysokiego poziomu bezrobocia (obecnie powyżej 10%) – podniesienie widma „brukselskiego neo-liberalizmu”, ażeby dodać kampanii przedreferendalnej dramatyzmu. Stąd właśnie zniewagi pod adresem polskich hydraulików, którzy rzekomo zalewają francuski rynek pracy (chociaż zgodnie z danymi Ministerstwa Zatrudnienia, tylko 8 tysięcy polskich pracowników przyjechało do Francji od 1 maja 2004). Stąd też bierze się retoryka na miarę Le Pena w jego najgorszym wydaniu, prowadząca młodych bezrobotnych ludzi w Marsylii do zadania pytania „Skoro dla nas nic już nie ma, chyba nie możemy otwierać wrót Europy dla wszystkich?” Jednak problem pokolenia leży gdzie indziej, w kosztach obecnego impasu w Europie (a kto wie jak długo on potrwa). Fabius należy do powojennej generacji, która nie doświadczyła horroru i trudności życiowych, które dotknęły założycieli Europy: De Gasperiego, Adenauera, Mitteranda i Kohla. Jego pokolenie, do którego zaliczają się również Chirac i Schroëder, będzie zapamiętane ze względu na zapoczątkowanie, a następnie podtrzymywanie Traktatu Nicejskiego, który uświęca narodowy egoizm i demokratyczny deficyt w Europie.

Pokolenie Wilders

Problem leży w tym, że dzisiejsza Europa programu Erasmus i Internetu, nowego pokolenia, które było zdolne do uczestniczenia w integracji europejskiej, siedzi cicho. Pozostaje zatem otwarte pole dla nowej klasy demagogów: mniej aroganckich niż ich poprzednicy, bardziej przekonywujących. Ludzie lubią trzydziestokilkulatka Oliviera Besancenot, rzecznika Komunistycznej Rewolucyjnej Ligi Francji, czy blond liderkę holenderskiego No vote, czterdziestokilkuletnią Geert Wilders. Jako zwyciężczyni referendum z 1 czerwca Wilders może się uważać za następczynię Pyma Fortuyna., kontrowersyjnego anty-islamskiego lidera zabitego w 2002 r. i pamiętanego za jego dysputy przeciw imigracji. Wilders, także anty-imigracyjna („Holandia jest już pełna”) i z poglądami anty-euro uosabia młody styl, który jest nie mniej niebezpieczny niż wizja Austrii Joerga Haidera, czy Włochy Umberto Bossiego. Jest to styl, który zaowocował zwycięstwem No vote 61,6% przy wysokim stopniu frekwencji 62,8%.

Co z nami?

Jeśli chcemy powiedzieć „nie” Wilders i Fabiusowi, „nie” dla modnego prawicowego holenderskiego populizmu i francuskiej lewicowej neo-ksenofobii, nowe pokolenie musi znaleźć demokratyczne i międzynarodowe alternatywy - liberalne lub reformistyczne - dla polityki strachu. Dziś optymizm, otwartość, długoterminowa wizja i odwaga są koncepcjami nieobecnymi na politycznej scenie. Stając twarzą w twarz z tym nowym i pilnym wyzwaniem, Cafe Babel jest gotowe do rozpoczęcia i pogłębienia tej debaty.

Dwie założycielskie nacje odrzucające konstytucję, to o dwie za dużo żebyśmy mogli na to przystać. Wróćmy do podstaw projektu.