W poszukiwaniu straconego czasu: Gmina Żydowska we Wrocławiu

Artykuł opublikowany 5 września 2016
Artykuł opublikowany 5 września 2016

Wrocławska synagoga Pod Białym Bocianem jako jedyna w mieście przetrwała czasy Holokaustu. Po zakończeniu dziesięcioletniej renowacji, od 2010 roku służy miejscowej społeczności żydowskiej jako centrum kulturalne. Ale czy ludzie naprawdę pamiętają, co działo się tutaj w trakcie wojny?

Przed II wojną światową we Wrocławiu zlokalizowane były dwie główne synagogi, a obok nich wiele mniejszych. Podczas nocy kryształowej 11 listopada 1938 roku, kiedy to Niemcy niszczyli budynki i sklepy należące do Żydów, synagoga Pod Białym Bocianem uległa tylko niewielkim uszkodzeniom. Nowa Synagoga została natomiast doszczętnie zniszczona. Biały Bocian przetrwał, ponieważ był położony blisko innych budynków w centrum miasta. Wrocław, znany pod niemiecką okupacją jako Breslau, stanowił ostatni bastion nazistów podczas ich odwrotu pod naporem sił alianckich. Pogmatwana przeszłość miasta znajduje swoje odzwierciedlenie w jego dzisiejszym charakterze.

W połowie maja synagoga pod Białym Bocianem była już prawie odbudowana i bardziej przypominała pustą galerię niż świątynię. Wyglądało na to, że w środku trwają intensywne przygotowania do koncertu. Nigdy wcześniej nie byłam w synagodze, więc z zaciekawieniem zajrzałam do jej wnętrza. Nagle pewna kobieta zdecydowanym tonem wyprosiła mnie i oznajmiła, że wstęp do budynku jest obecnie wzbroniony. Później jej głos złagodniał i otrzymałam zaproszenie na „dziecięcy koncert”, który miał odbyć się dwie godziny później (to właśnie nieśmiałe i niewyraźne głosy tych dzieci dobiegały ze środka). „Ach, koncert dziecięcy... Nie mam na to czasu...” – szybko powiedziałam sama do siebie.

Uchwycić strach

Później wybrałam się do Muzeum Miejskiego, aby odwiedzić tam wystawę prac żydowskich artystów z lat 30. W tym okresie wzmagała się antysemicka propaganda nazistów i zabroniono Żydom tworzyć. Dla wielu z nich jedynym wyjściem było oddanie się nauczaniu. Później zaczęły się masowe aresztowania. Główną postacią wspomnianej wystawy jest malarz i architekt Heinrich Tischler (1892-1938). Patrząc na jego dzieła, uważny obserwator może całym sobą doświadczyć, co znaczy słowo „strach”. Twórca innego obrazu – martwej natury z barwnymi różami – zginął w obozie koncentracyjnym. Losów wielu z pozostałych artystów nigdy nie udało się ustalić.

W centrum pierwszej od 85 lat polskiej wystawy dzieł żydowskich artystów z Wrocławia tworzących w okresie międzywojennym jest postać Heinricha Tischlera. Po nocy kryształowej artystę zesłano do obozu koncentracyjnego Buchenwald. Zwolniono go stamtąd w 1938 roku, lecz malarz zmarł już miesiąc później na skutek odniesionych w obozie fizycznych obrażeń. Niewielu żydowskim artystom prześladowanym przez reżim nazistowski w Europie po 1933 roku udało się przeżyć i uratować swoje prace.

Przechadzając się po galerii i przyglądając się dziełom Tischlera i innych artystów, zmieniłam zdanie co do koncertu i ogarnęło mnie dziwne przeświadczenie, że muszę się na nim pojawić. Podwyższoną scenę wewnątrz synagogi podświetlono, a przejęta publiczność zapełniła tylko połowę miejsc. Muzyka sprawiła jednak, że zostałam tam do samego końca, zasłuchując się w krystalicznie czyste dziecięce głosy. Wyrażały one szczerą wiarę w dobroć ludzi...

Gmina Żydowska we Wrocławiu

Obecnie w skład oficjalnie zarejestrowanej Gminy Żydowskiej we Wrocławiu wchodzi około 350 osób. Nieoficjalne źródła mówią o dwóch tysiącach, ale nie każdy chce się rejestrować. Tylko niewielka grupa regularnie uczęszcza na zgromadzenia; większość zjawia się w świątyni tylko przy okazji najważniejszych świąt. Gminy żydowskie w polskich miastach są z reguły niewielkie. Jednak we Wrocławiu powstała Dzielnica Czterech Wyznań – obok siebie znajdują się tam: synagoga, kościół katolicki, ewangelicki, a także sobór prawosławny.

Aby dowiedzieć się więcej o wrocławskiej społeczności żydowskiej, porozmawialiśmy z Katarzyną Andersz, koordynatorką projektów w Fundacji Bente Kahan, która podejmuje się różnych inicjatyw mających na celu zwalczanie stereotypów i wspieranie życia kulturalnego miejscowych Żydów.

Synagoga Pod Białym Bocianem po wojnie znów służyła społeczności żydowskiej, która w latach 1945-1968 szybko się rozrastała. W czasach zimnej wojny świątynia przeszła w ręce państwa – pojawiły się plany przekształcenia budynku w bibliotekę lub salę koncertową, ale przedstawiciele Fundacji Bente Kahan twierdzą, że „nikt niczego się nie podjął, synagoga niszczała, a pod koniec lat 80. zostały z niej tylko gruzy”. Fundacja zadecydowała o renowacji synagogi i w 2010 roku otwarto ją na nowo.

Katarzyna Andersz wspomina, że w listopadzie ubiegłego roku podczas marszu przeciwko imigrantom zorganizowanego przez Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską, spalono kukłę przedstawiającą Żyda. Wywołało to falę krytyki ze strony prezydenta miasta i lokalnych aktywistów. Kilka miesięcy temu spalono również zdjęcie ukazujące prezydenta Wrocławia, Rafała Dutkiewicza, z jarmułką na głowie (samorządowiec dość często odwiedza synagogi przy okazji wydarzeń publicznych).

To dwa drastyczne przykłady, ale Andersz zapewnia, że „na ogół nie zdarzają się przypadki przemocy fizycznej, a kultura żydowska wzbudza tak naprawdę ogromne zaciekawienie”. Według niej wśród wykształconych ludzi nie można zauważyć wrogiego nastawienia. Dodaje, że w radykalnie prawicowych i prawicowych środowiskach wyczuwa się nastroje antyimigranckie i skierowane przeciwko mniejszościom. Stały się one szczególnie wyraźnie po przejęciu władzy przez nowy rząd. Katarzyna dodaje jednak, że wiele osób, które odkryły swoje żydowskie korzenie, chętnie przyłącza się do społeczności. Ale czy ludzie naprawdę pamiętają, co działo się tutaj w czasach Holokaustu?

„Tutaj nie ma już ludzi z Breslau. Społeczność żydowską prawie całkowicie wymordowano. Ocaleni nigdy nie wrócili, bo granice uległy przesunięciu, a Breslau zmienił się we Wrocław. Wiele osób, które sprowadziły się tu po 1945 roku i okropnościach wojny (w tym duża grupa Żydów uwolnionych z obozów na Dolnym Śląsku lub którzy przeżyli wojnę w ZSRR) nie znało historii tego niemieckiego miasta i wiedziało bardzo niewiele o jego dziedzictwie. Odnoszenie się do niemieckiej przeszłości Wrocławia było raczej nie na miejscu, ponieważ Polacy przez wiele lat domagali się o to, aby traktować go jako polskie miasto”.

Katarzyna dodaje, że „karykatury Żydów liczących pieniądze są w Polsce wciąż bardzo popularne”. To mówi samo za siebie.