W rok po narodzinach ruchu M-15

Artykuł opublikowany 14 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 14 czerwca 2012
Nie jest łatwe opisanie ruchu, który narodził się spontanicznie i zdobył uznanie krytyki ponad rok temu i którego losy rozwijają się raczej nieprzewidywalnie. Jeszcze trudniejszym zadaniem wydaje się zdefiniowanie go odkładając na bok wszelkie emocje, nadzieje i oczekiwania, jakie wzbudził. Spróbuję to zrobić, po artykule napisanym w ubiegłym roku przez cafebabel.
com, i po tym jak z tysiącami ludzi protestowaliśmy na ulicach Madrytu i na jego głównym placu Puerta del Sol.

Myśleliśmy nieustanie o tym, że rodzi się coś nowego. I chociaż, od pamiętnego dnia 15 maja postanowiliśmy zająć ulicę (hasło brzmiało „toma la calle”), po roku mamy przed sobą jeszcze długą drogę. Aby zrozumieć atmosferę i stan ducha podczas tych buntowniczych i rewolucyjnych dni, wybrałem dwóch ekspertów: socjologa i politologa. Jeden z nich to Gianluigi, dwudziestoczteroletni Włoch, który spędził w Hiszpanii Erasmusa i stawiał tam pierwsze kroki w polityce. Drugi to Louis, dzudziestosześcioletni absolwent socjologii madryckiego uniwersytetu Complutense.

cafebabel.com: Zacznijmy od początku, dlaczego nagle te wszystkie osoby postanowiły wyjść na ulice stolicy?

Louis: „Złe samopoczucie i niezadowolenie z sytuacji gospodarczej, doprowadziło do tego, że zaczęliśmy wychodzić i skandować ‘nie będziemy płacić za kryzys’. Później okazało się, że czynnik ekonomiczny był symptomem czegoś głębszego, ludzie protestowali przeciwko partiom politycznym i ogólnie polityce, a także przeciwko brakowi perspektyw na przyszłość związanych z mieszkaniem i z godną pracą. Dopiero po starciach z policją w nocy 15 maja, zakwestionowaliśmy demokrację, w której żyjemy. Solidarność z aresztowanymi i pobitymi współtowarzyszami stworzyła aktywną i zaangażowaną opinię publiczną, która później stała się Ruchem 15-M. Z drugiej strony, byłoby interesująco, podążając za głównym zagadnieniem szerszej debaty, odkryć również motywy zachowania tych, którzy nie wyszli na ulice...".

cafebabel.com: Co czułeś uczestnicząc w manifestacji, co twoim zdaniem powstawało i co rzeczywiście robiliście?

Gianluigi: „Czułem się aktywnym obywatelem. Myślałem, że wracają do życia podstawy uczestniczenia w polityce, czyli przemówienia, aktywny udział i krytyka. Oczywiście bez wielkich złudzeń, ale z radością oglądałem drobne postępy zwykłych ludzi. Możliwość zobaczenia na własne oczy podstawowych wartości solidarności i współpracy w tak indywidualistycznym społeczeństwie jakim jest hiszpańskie (lub na jakie próbuje się zmienić) było więcej niż ekscytujące".

cafebabel.com: Jaki był największy sukces i jaka najgorsza porażka ruchu?

Louis: „Pozytywnym akcentem była na pewno organizacja zgromadzeń i spotkań w dzielnicach: miejsca polityczno-publiczne, gdzie ludzie mogą prowadzić obrady i dyskutować. Porażką było jednak zamieszczenia wszystkich pomysłów i wszystkich propozycji w jednym tekście, bez wzięcia pod uwagę, że nie można stworzyć z tego jakiegoś politycznego programu bez zgrzytów i sprzeczności".

Gianluigi: „Ujrzenie ludzi pracujących nad znaczeniem wartości demokracji było z mojego punktu widzenia, najbardziej udane. Ruch ten pokazuje, że obywatele istnieją i jeśli chcą są w stanie wykorzystać krytyczny głos i ‘tworzyć’. Osobiście widzę to, jako coś, co jest nieuniknione w kulturze politycznej społeczeństwa, ale jednocześnie mam nadzieję, że potrafi się kontrolować we właściwy sposób".

cafebabel.com: Co zmieniło się po roku?

Gianluigi: „Wiele. Polityka państwa zmieniła dyrygenta, a kryzys gospodarczy rozwinął się dramatycznie. Być może masowe demonstracje zapadły w zimowy sen na długi czas, jednak praca ruchu nie ustała. Komitety dzielnicowe działają, odbywają się spotkania, choć ze znacznie mniejszym udziałem ludności. Mam nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny możemy powrócić do zdobywania poparcia a zebrania obfitować będą w opinie i dyskusje. Inną rzeczą, która zmieniła się w czasie jest wewnętrzna organizacja ruchu, w którym, jak w każdym demokratycznym procesie politycznym, tworzą się zróżnicowane frakcje".

Louis: „Odpowiem zdaniem, które towarzyszyło nam od pierwszego dnia namiotowego miasteczka: ‘Zasnęliśmy, obudziliśmy się i teraz nie możemy i nie chcemy spać’”.

Gianluigi i Louis to nie jedyne osoby, które tak myślą. Istnieje całe europejskie, lunatyczne pokolenie odurzone Erasmusem i międzynarodowymi projektami nauki i życia. Pokolenie, które nie wywołało wojny - zupełnie różne od tego, które jest w tej chwili u władzy – rozrywane jest przez energię do działania, ale zarazem obarczone obowiązkiem zmiany systemu, który unicestwiany jest przez europejskie wiosny.

Fot.: (cc) davidbuedo/flickr; tekst: (cc) Julio Albarran/ flickr e © Laura Fois. wideo: elpaiscom/youtube.