W sercu Pomarańczowej Rewolucji - epizod drugi: ″synowie Ukrainy″

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

To już drugi epizod serii reportaży poświęconych Pomarańczowej Rewolucji. Tym razem będziemy świadkami wydarzeń towarzyszących trzeciej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie. Czyżby obecnie rozgrywające się tam wydarzenia były odrodzeniem się świadomości narodowej Ukraińców?

Alexis właśnie podwędził komuś papierosa. Ten dwudziestoletni młodzieniec wraz ze swymi dzielnymi rówieśnikami pilnie strzeże centralnego miejsca obozu, miejsca zwanego ″dystryktem 0″. Chłopiec ten należy do jednej z czterech lub pięciu istniejących organizacji bojowych walczących w obronie niepodległej Ukrainy. Ta, w której on działa nosi nazwę ″synowie Ukrainy″. Alexis ubrany jest zazwyczaj w drelich, a najczęściej spotkać go można w kantynie obozowej lub w jednej z przyczep wojskowych, które są wyposażone w drewniane piece służące przeważnie do podgrzania zupy lub wody na herbatę. Oto miejsca gdzie Alexis, wraz ze swymi współwalczącymi towarzyszami, może nabrać sił i nieco się ogrzać. Miejsca te są objęte szczególną dyscypliną ze względu na częste kontrole: „ Boimy się policji, która czasami zjawia się, zupełnie niespodziewanie, i przegania nas” zwierza się Alexis.

Rewolucja nie obyła się bez potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, zwłaszcza podczas pierwszego tygodnia. Brice Bader, Francuz od miesiąca mieszkający w obozie wraz ze swoją ukraińską towarzyszką, tak opisuje te wydarzenia: „Powiedziano nam pewnego wieczoru, żebyśmy się zebrali i że ci co chcą odejść do domu to mogą, a reszta jest mile widziana”. Krążyły wtedy słuchy, że interweniuje policja rosyjska przebrana dla zmyłki w ukraińskie mundury i chce nas usunąć”. Informacja została potwierdzona przez BBC, która stwierdziła iż na 28 listopada planowano ruchy wojsk. Informacja o rosyjskich żołnierzach przebranych w ukraińskie mundury nie została potwierdzona, bardziej prawdopodobna wydaje się pogłoska o obecności członków byłego KGB w ekipie rządzącej państwem. „ Ustawiliśmy więc nasze autobusy na pierwszej linii strzału, dalej stali mężczyźni, a na końcu kobiety schowane w namiotach” – kontynuuje Brice. „W kieszeniach kazano nam trzymać kartkę z informacją o grupie krwi, w razie gdyby… Tego wieczora jednakże nic się nie wydarzyło i myślę że tam rewolucja zwyciężyła”. Od tamtego czasu armia nie udawała już, że interweniuje a żołnierzy zajmowało jedynie kilka wypadów w celu upewnienia się czy zwolennicy Janukowycza nie przybyli siać niepokoju wokół obozu.

500 lat opresji

Niektórzy przestali czekać na wroga broniąc rewolucji, która, jak się wydaje, zakończy się zwycięsko. Ale oni chcą więcej – chcą bronić ojczyzny. Podobnie jak Ochsana, członek partii PORA Czarna, która poróżniła się nieco z PORA Żółtą - tą oficjalną- chcą kontynuować walkę po zakończeniu rewolucji. Tym razem Ochsana ma zamiar przystapić do UNSO - ukraińskie narodowe siły obronne - drugiej bojówki, która krąży wokół obozu skandując hasła rewolucyjne: „nie przestawajcie walczyć w obronie rewolucji”. To właśnie do członków UNSO zwraca się Vasyl Lutyj , przyszły szef tej organizacji, mówiąc: „Przez 500 lat żyliśmy pod obcym jarzmem i nie było u nas przykładów żywej świadomości narodowej. To stąd narodziła się idea powołania oddziałów paramilitarnych służących obronie naszej i naszego kraju. Nie mieliśmy właściwie innego wyboru, gdyż Moskwa nie ułatwiała nam realizacji naszych dążeń niepodległościowych. Ponadto trzeba nam było bronić naszych ukraińskich granic przed napływem ludności rosyjskiej”.

W tym momencie wchodzi generał i wszyscy zebrani stają na baczność. Jego imię - Ruslan Zaitchenko. Zwraca się tymi słowy: „Zebraliśmy się po to aby przestrzec nasz naród przed używaniem niekoniecznie pacyfistycznych środków walki. Ta rewolucja nie miałaby miejsca bez nas, gdyż my pokazujemy że Ukraińcy są dumnym narodem”.

We Francji odpowiednikiem UNSO jest Jean-Marie Le Pen i jego partia. Ostatnio obserwuje się wielu krajach Europy wschodniej oraz w Rosji powstawanie silnych ruchów skrajnie prawicowych. Ma to miejsce szczególnie na Ukrainie, gdzie UNSO biorące aktywny udział w pomarańczowej rewolucji jest jednocześnie jej wizytówką. „Ta rewolucja pokazuje jak ludzie o różnych poglądach mogą się łączyć we wspólnej walce ponieważ wszyscy są jednej narodowości. Juszczenko jest patriotą i świetnie rozumie, że wszyscy jesteśmy potrzebni dla naszego kraju. Nawet jeśli Juszczenko zostanie prezydentem nie zwolni nas to z dalszej walki” – dodaje generał. Głównym zmotorem tej rewolucji jest nacjonalizm ukraiński, ten patriotyczny i ten ekstremalny, w każdej warstwie społecznej.

Tak więc szeregi UNSO zasilają ci którzy nie mogli uczestniczyć w rewolucji: młodzież. która nie może jeszcze głosować czy ekstremiści, którzy nie odnajdują się w pacyfistycznych akcjach… Nie brakuje również zakochanych w mundurze maniaków rewolucyjnych czy chłopców kolekcjonujących emblematy skinhaedowskie. Niepokojącym zjawiskiem jest to, że hasła te trafiają w potrzeby braterstwa i zaangażowania części młodzieży ukraińskiej.

Zaledwie 16 lat...

Maksym Pevhen jest dyrektorem średniej wielkości przedsiębiorstwa i ściśle współpracuje z rewolucjonistami dostarczając im namiotów czy wyposażenia do stołówki wojskowej. Ta rewolucja otworzyła oczy temu potomkowi arystokratycznej rodziny rosyjskiej: „Przed wybuchem zamieszek nigdy nie myślałem, że jestem patriotą, ale dziś jestem tego pewien. Postawa ta była obca jednak mojej rodzinie gdzie od zawsze mówiono po rosyjsku. To była kultura, w której dorastałem. Dziś wiem, że jestem prawdziwym Ukraińcem.” Dla Maksyma jak i dla wielu innych ta tożsamość jest zbudowana na opozycji wobec Rosjan: „ Jesteśmy odrębnym krajem, ale Rosjanie wciąż nie przestają uważać nas za jedną ze swoich prowincji. Nigdy nie traktowali nas jak równych sobie, a przecież Kijów posiada starsze dziedzictwo kulturowe od Moskwy. Nigdy też nie traktowali nas jako kraj niepodległy, co Putin wyraźnie pokazał dwukrotnie odwiedzając Kijów by wspierać Janukovycza. To właśnie najbardziej wzburzyło nasz naród. Problem tkwi w tym, ze Rosjanie często kojarzą naszą stolicę z Sewastopolem – centrum patriotyzmu rosyjskiego, miastem utworzonym przez carycę Katarzynę II. Ale także wiążą Ukrainę z innymi miastami o silnie zakorzenionej kulturze rosyjskiej jak Donbas- miasto robotników sowieckich skąd Stakhanov potrafił wydobyć nawet do 102 ton węgla w jeden dzień i które Rosjanie skolonizowali, tak jak Krym, dla potrzeb surowców naturalnych. To dlatego uważają te tereny za swoje.

Rankiem w dzień wyborów Juszczenko udaje się do kościoła. Jak mówi -jest bardzo wierzący. Wychodząc podpisuje ukraińskie paszporty swoim autografem, co pokazuje patriotyczny wymiar rewolucji. O czym myśli przyszły prezydent ? Może o tym, że przyszłość może okazać się jeszcze trudniejsza ? I czy zdoła usatysfakcjonować "synów Ukrainy″ którzy otworzyli mu drzwi do władzy ?