W stronę Europy bez granic

Artykuł opublikowany 17 kwietnia 2006
Artykuł opublikowany 17 kwietnia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Przyszłość Europy leży w urzeczywistnieniu wolnego przepływu siły roboczej, towarów, usług i kapitału. Wspólny rynek towarów jest już faktem. Nadchodzi czas by wspólny rynek pracy przeistoczył się w rzeczywistość

"Wolność jednostki to jedyna polityka, która rokuje postęp", powiedział F.A. Hayek, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych. Uważał on, że model gospodarczy oparty na wolnej, niepohamowanej wymianie jest zarazem uzasadniony ekonomicznie i najbardziej korzystny społecznie. Europa wybrała już nieograniczoną wymianę towarów i usług oraz wolną konkurencję wbrew ideom protekcjonizmu, co zapoczątkowało jej drogę do realizacji wspólnego rynku towarów i usług.

Nadszedł czas by w Europie powstał także wspólny rynek pracy.

Dobrowolne zobowiązanie

Europa podjęła decyzję o otwarciu granic dla swobodnego przepływu siły roboczej 50 lat termu. Ostatnio Neelie Kroes, europejski komisarz do spraw konkurencji, przytoczyła to zobowiązanie, mówiąc: "wspólny rynek jest koniec końców korzystny dla wszystkich - dla państw członkowskich, dla konsumentów i dla świata biznesu".

Nie chodzi tu jedynie o przywiązanie Komisji do idei wolnego przepływu siły roboczej - instytucja ta zobowiązana jest do działania na rzecz pogłębiania integracji europejskiej. Najlepszą drogą do osiągnięcia tego celu jest przyspieszenie tworzenia wspólnego rynku pracy. W wydanym ostatnio raporcie Komisja Europejska stwierdziła, że migracje ludności wywarły pozytywny wpływ na gospodarki 15 starych członków Unii powodując wzrost zatrudnienia w tych krajach. Komisja przyznała także, że pracownicy napływający z nowych krajów UE korzystnie uzupełniają braki na rynkach pracy krajów dawnej "piętnastki" i nie stanowią obciążenia dla miejscowych systemów opieki społecznej. Konkludując, Komisja zaleciła zniesienie wszelkich barier. "Bądźcie z nich dumni i skorzystajcie z energii, dynamizmu i ciężkiej pracy, które pracownicy z nowych krajów członkowskich wnoszą do Europy," powiedział Peter Mandelson, europejski komisarz do spraw handlu.

To ma sens

Opinia Komisji Europejskiej znajduje oparcie w rzeczywistości gospodarczej współczesnej Europy.

Ochrona krajowych pracowników przed konkurencją ze strony zagranicznej siły roboczej prowadzi do utrzymywania się wysokich cen towarów i usług ustalanych przez krajowych dostawców i producentów. Co więcej, protekcjonizm tego typu pozbawia gospodarkę dynamizmu. Krajowi przedsiębiorcy, chronieni przed konkurencją zza granicy, nie mają motywacji by się doskonalić. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Szwecji i innych krajów, które w 2004 r. zdecydowały się nie wprowadzać okresów przejściowych odnoszą już korzyści z zatrudnienia tańszych i lepiej wykwalifikowanych pracowników budowlanych ze Wschodu.. Korzyści te staną się także udziałem Finlandii, Hiszpanii i Portugalii, po otwarciu przez nie 1 maja 2006 r. swoich rynków pracy dla pracowników z Europy Środkowej i Wschodniej.

Nie tylko konsumenci odczuwają pozytywne skutki otwarcia granic. Istniejące bariery powodują, że małe grupy wybranych pracowników funkcjonują w oderwaniu od realiów rynkowych. Zmusza to nielegalnych imigrantów do imania się zajęć nieatrakcyjnych dla miejscowych pracowników. Podjęcie nielegalnej pracy zamyka drzwi do korzystania z państwowej opieki zdrowotnej, systemu ubezpieczeń społecznych, a także zmniejsza motywację do powrotu do kraju pochodzenia. Utrzymywanie barier jest politycznie atrakcyjne, jednak z ekonomicznego punktu widzenia - błędne.

Tu o gospodarkę chodzi

Niektóre państwa europejskie, jak na przykład Włochy, Niemcy, czy Francja, są nadal niechętne znoszeniu barier ochronnych, przyznając się jednocześnie do trudności związanych ze swoimi rynkami pracy i wprowadzając konieczne, choć niepopularne reformy, jak choćby niemiecki program Hartz IV, w ramach którego zmniejszono zasiłek dla bezrobotnych, czy też francuska ustawa o pierwszej pracy, która spowodowała falę demonstracji na ulicach Paryża.

Celem obu tych posunięć było pobudzenie zatrudnienia i wzrostu gospodarczego poprzez zwiększenie elastyczności rynku pracy i zmniejszenie motywacji do pozostania bezrobotnym. Liberalizacja rynku pracy musi także objąć zniesienie restrykcji dotyczących imigrantów napływających do krajów starej "piętnastki". Państwa te zdają sobie sprawę z koniczności tych reform, napotykają jednak trudności w ich realizacji. Potwierdzają to słowa luksemburskiego premiera Jean-Clauda Junckera, który stwierdził: "wiemy bardzo dobrze co należy zrobić, nie wiemy tylko jak wygrać wybory po tym, jak to zrobimy".

Czas dla odważnych

Politycy muszą mieć odwagę, by przeprowadzić omawiane reformy. Wychwalanie dobrodziejstw wolnego rynku towarów i jednoczesne uleganie lękom przed rozdmuchanymi zagrożeniami płynącym z wprowadzenia wolnego przepływu siły roboczej, jest krótkowzrocznym podejściem do integracji europejskiej. W latach 70. Europejski Trybunał Sprawiedliwości utorował drogę dla wprowadzenia nieskrępowanego przepływu towarów – podobnie dzisiaj powinien on przeprowadzić analizę ducha traktatów europejskich i doprowadzić do podęcia odważnych decyzji o powstaniu jednolitego wewnętrznego rynku pracy w Unii Europejskiej.