Walka na symbole

Artykuł opublikowany 13 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 13 grudnia 2011
Od dnia 25 listopada, decyzją Wydziału Rejestracyjnego Sądu Okręgowego w Warszawie, Narodowe Odrodzenie Polski (NOP) może legalnie posługiwać się krzyżem celtyckim - symbolem w wielu krajach utożsamianym ze środowiskami neofaszystowskimi - oraz hasłem i obrazkiem ostatniej kampanii „zakaz pedałowania”.
Symbole te podlegają od teraz ochronie prawnej co oznacza, że nie można ich na przykład znieważać, słowem lub czynem. Czy dobrze się stało? Czy symbole w ogóle, a zwłaszcza te które są obraźliwe dla niektórych powinny być rejestrowane?

Symbol, idąc za podręcznikową definicją, służy zastępowaniu jednego pojęcia drugim, krótszym, postrzeganym zmysłowo i budzącym związane z nim reakcję, czyli emocje. Symbol zatem zmienia rozumową, chłodną, analityczną percepcję, w działającą bardziej na doznania, wrażenia i uczucia. Dlatego gdy ktoś na przykład bezcześci krzyż, który jest symbolem wiary chrześcijańskiej, mówimy o obrazie uczuć religijnych, co zgodnie z kodeksem karnym podlega zresztą karze. Stąd, zrozumiały rzecz jasna, sprzeciw organizacji homoseksualnych dla symbolu „zakaz pedałowania”, który w sposób jawny i bezceremonialny obraża je i dyskryminuje. Nasuwa się więc pytanie czy obraźliwy, nieneutralny symbol powinien być rejestrowany i podlegać ochronie? Jeśli nie, trzeba by się zastanowić które symbole rejestrować, a których bronić. Na pewno chronione muszą być godło, flaga i symbole religijne. Jednakże, sprawa nie jest do końca jasna i klarowna. W takiej sytuacji należałoby wartościować i ważyć ot choćby symbole religijne, stwierdzić który ważniejszy, co już na samym początku, u podstaw jest błędne, złe i niewłaściwe. A jeśliby wrzucić wszystkie do jednego worka, bez zastanawiania się, wnet okazałoby się że chronimy symbole, które się nawzajem wykluczają i stoją ze sobą w opozycji.

Wracając do „zakazu pedałowania”, w ekspertyzie mgrRoberta Kamińskiego i dr Pawła Nowaka dołączonej do dokumentacji sprawy, czytamy: „z treści znaku który wykorzystuje strukturę i schemat znaku drogowego wynika jedynie zakaz kontaktów homoseksualnych w miejscach publicznych, a wszelkie próby doszukiwania się drugiego dna są dowodem przeczulenia” i dalej „sądzimy […] że działacze i sympatycy NOP nie mieliby nic przeciw umieszczeniu na podobnym znaku pary heteroseksualnej”.

Forma znaku jest prosta - coś jest zabronione, do tego wulgarny obrazek kojarzący się ze stosunkiem seksualnym i obraźliwy tekst. Oczywistym dla każdego jest fakt, że stosunki seksualne w miejscu publicznym - nieważne czy hetero czy homoseksualne - są zakazane i społecznie nieakceptowalne. Dlatego tłumaczenie, że jest to znak równie niewinny jak „zakaz parkowania” jest nonsensem i bzdurą. Wiadomo, że nie miał on celu prewencyjnego, lecz jawne dyskryminowanie homoseksualistów, na co w demokratycznym kraju nie powinno być przyzwolenia. Jestem głęboko przekonany że w  tej populistycznej walce o wolność słowa, za którą chowają się przedstawiciele NOPu, chodziło tak naprawdę o nawoływanie do homofobii i agresji. Dziwi fakt, że biegli nie wychwycili tego niuansu i naiwnie stwierdzili, że równie dobrze można umieścić na znaku parę heteroseksualną. Dowodzi to jedynie tego, że drażliwe i kontrowersyjne tematy etyczne traktowane są w naszym kraju pobłażliwie i niekompetentnie. Skandalem jest fakt, że partia która w swoim programie w otwarty sposób nawołuje do dyskryminacji mniejszości homoseksualnych, co jest najzwyczajniej niezgodne z konstytucją, rejestruje znak wyrażający tę nienawiść i przyznaje mu ochronę prawną.

Fot.: (cc)essygie/flickr, więcej zdjęć na http://notebook.essiegilbey.com;.w tekście: (cc) tomek.pl/flickr