Warszawa w ogniu? Obchody Narodowego Święta Niepodległości oczami mediów

Artykuł opublikowany 17 listopada 2011
Artykuł opublikowany 17 listopada 2011
Zamaskowany rozwścieczony tłum, race, zakrwawione twarze i płonące samochody. Wojna? Zamach terrorystyczny? Nie. To obraz obchodów Narodowego Święta Niepodległości prezentowany przez polskie media.

W ostatni piątek, 11 listopada, Polacy obchodzili 93. rocznicę odzyskania niepodległości. Już wcześniej obawiano się, że w stolicy może dojść do starć pomiędzy narodowcami a środowiskami ultralewicowymi. Za sukces policji można uznać to, że do tego nie dopuściła. Nie oznacza to jednak, że obchody w Warszawie obyły się bez żadnych incydentów. Oddzielone od siebie grupy chuliganów całą swoją agresję skupiły na policjantach. Według Komendy Stołecznej Policji zatrzymano 210 osób a straty sięgnęły 250 tys. złotych. Zdewastowano radiowozy, uszkodzono wozy stacji telewizyjnych i radia, zniszczeniu uległa część wyposażenia policji oraz infrastruktury miasta. Jednak chuliganie ci stanowili niewielki odsetek ludzi maszerujących ulicami Warszawy. Nie zważając na to, media skupiły się prawie wyłącznie na nich.

Jedynie chuligani, spalone samochody i ranni

Gdy chuligani z obu stron nawiązali walkę z policją w ruch poszły armatki wodne oraz gaz łzawiący. Owszem, zamieszki były, ale chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że dzieje się tak przy okazji większości imprez masowych i w żaden sposób nie definiuje to całego przedsięwzięcia oraz każdej osoby biorącej w nim udział. Należy zaznaczyć, że wydarzeń z 11 listopada nie należy rozpatrywać w kategoriach protestu. Warszawscy awanturnicy nie mieli żadnych konkretnych postulatów ani głębszych haseł.  Słychać było jedynie „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” z jednej strony i „faszyzm nie przejdzie” z drugiej. Na pewno nie przyświecała im żadna wyższa idea. Zaistniała sytuacją nie ma żadnego odniesienia do protestów które wybuchały w tym roku na całym świecie, jak Ruch M15 w Madrycie, Occupy Wall Street w Nowym Yorku czy Arabska Wiosna Ludów. Wydarzenia w Warszawie to ni mniej, ni więcej jak zwykłe chuligaństwo.

„Marsze, blokada i zadyma - czyli polskie Święto Niepodległości”, „Chuligani zdemolowali Warszawę”, „Spalone samochody, ranni. Warszawa liczy straty”. To tylko kilka z licznych nagłówków artykułów prasowych, ale czy naprawdę tylko to działo się w Warszawie 11 listopada? Otóż nie. Wielu ludzi, nawet z małymi dziećmi, w spokoju maszerowało ulicami Warszawy niosąc biało-czerwone flagi. Jednak oglądając zdjęcia z tych wydarzeń widać tylko zakrwawione twarze, policję używającą armatek wodnych, zamaskowanych chuliganów i płonące samochody. Oglądając takie obrazy człowiek zastanawia się czy powinien w ogóle wychodzić z domu, a aktywny udział w obchodach wydaję się wymagać odwagi prezentowanej przez powstańców w 1944 roku.

Niemcy znów Polaka biją!

Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że wśród zatrzymanych znalazło się 92 członków niemieckiej Antify, którzy zostali ściągnięci do Warszawy w celu zakłócenia przebiegu obchodów uroczystości. Biorąc pod uwagę zaszłości historyczne jest to bardzo wymowna sytuacja. Dobrze obrazuje to wypowiedź Artura Zawiszy, wiceprezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości: „Jedenastego listopada 1918 roku trzeba było rozbrajać niemieckich żołnierzy w Warszawie i okazuje się, że jedenastego listopada 2011 roku trzeba było rozbrajać niemieckich zadymiarzy w Warszawie”. Nie można popadać w paranoję! Chuliganów nie brakuje w żadnym kraju i ich przyjazd nie oznacza od razu poważnego zamachu na polskość. Jednak celowe ściąganie takich osobników do kraju można określić mianem „narodowego wstydu”, jak to zrobił prezydent Komorowski.

Faszyści i zdrajcy narodu

Oglądając czy czytając relację mediów z obchodów dnia 11 listopada można odnieść wrażenie, że każdego człowieka biorącego w nich udział można przypisać do jednej z dwóch grup – faszystów lub zdrajców narodu polskiego. W takim razie gdzie jest miejsce dla zwyczajnego polskiego patrioty, człowieka, który tego dnia chce się odciąć od wszelkich politycznych sporów i ugrupowań, prawicowych czy lewicowych, i skupić się na świętowaniu niepodległości swojego kraju bez żadnych podtekstów? Gdzie taki człowiek ma się udać, aby okazać swoje uznanie dla wydarzeń z 1918 roku oraz swoją solidarność z narodem, aby nie zostać przypisanym do jednej z tych dwóch grup?

Jest to część zdecydowanie głębszego problemu dotykającego media nie tylko krajowe, ale i światowe. Szukanie sensacji i bazowanie na negatywnych emocjach stało się praktyką większości z nich. Oczywiste jest, że więcej emocji wzbudzi obraz zamaskowanego chuligana podgalającego samochód lub kopiącego przechodnia, niż reportaż z przemówienia prezydenta pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Jednak przedstawiciele mediów muszą sobie zdać sprawę, że w pogoni za podbijaniem słupków oglądalności wyrządzają wiele złego. W tym wypadku było to niesłuszne psucie wizerunku Polski, zarówno w kraju, jak i za granicą. Pocieszenie w tym, że nie każdy ślepo wierzy w to co widzi w telewizji lub czyta w gazetach.