Warszawska Playlista Tygodnia #1

Artykuł opublikowany 26 października 2015
Artykuł opublikowany 26 października 2015

Muzyczna scena warszawska jest bardzo niejednolita, co w zasadzie stanowi jej największą zaletę. W czasie lokalnych koncertów w Chmurach, Wypiekach Kultury czy Cafe Kulturalnej usłyszymy zarówno świetną elektronikę, jak i klasyczne gitarowe dźwięki. Jak Warszawa brzmi w tym tygodniu? Wyłuskaliśmy dla Was kluczowe kawałki! 

Eric Shoves Them In His Pockets – Rover

Warszawskie trio zdolnych chłopców z Ursynowa swój debiut ma już dawno za sobą. W 2013 roku wydali czerpiącą pełnymi garściami z najlepszych tradycji rockowych końca lat 90. płytę „Walk It Off", a przez następne dwa skupili się na koncertowaniu. Szymon, Christoph i Hubert czarowali charyzmą i talentem w wielu warszawskich miejscówkach, openereowej scenie czy niemieckich miastach. W końcu przyszedł czas na nowe! W tym tygodniu Eric Shoves Them in His Pockets zaprezentowali nowy kawałek na swoim facebookowym profilu. „Rover" jest fantastycznie rytmiczny, lekki, zwiewny i radosny. Szkoda tylko, że mamy środek jesieni! 

The Stubs – Social Death By Rock’N’Roll

Garażowy rock wciąż żyje i w Warszawie ma się dobrze za ich sprawą właśnie. The Stubs tworzą muzykę głównie skoczną, bo sami są nadpobudliwi psychoruchowo. Z drugiej strony potrafią też bezlitośnie zetrzeć się z rzeczywistością, a z Social Death By Rock’N’Roll w słuchawkach zawsze jest po drodze donikąd. Depresja powinna Cię ominąć, jeśli tylko potrafisz wychwycić zręczną ironię. Choć sami opisują swoją muzykę jako „Low Budget Rock’N’Roll", wcale biednie nie brzmią. Warto znać - to ostatni ocalali w tym naszym hipsterskim mieście.

Pola Rise – White Heart

Pola Rise jest artystką o niezwykłej wrażliwości, obdarzoną pięknym głosem przypominającym wokale takich artystek jak Björk oraz Bat For Lashes. W Warszawie często partnerowała MANOIDowi, który doskonale wie, jak wykorzystać jej delikatną barwę w otoczeniu surowej elektroniki. Efektem jest zachwycająca płyta „The Power Of Coincidence". Na żywo możecie ją usłyszeć już w ten weekend, w trakcie zamykającej Warsaw Music Week sesji w LAB THE LIVE ACT BAR. 

Mary Komasa – Come        

Choć artystka nie jest warszawianką, na pewno dobrze wspomina nasze miasto. Zwłaszcza za sprawą ostatniego koncertu w klubie Miłość. Głos jak dzwon i bezkompromisowy charakter czynią z niej wokalistkę nieszablonową, o której można by napisać, ze jeszcze pokaże pazury, gdyby… już ich nie pokazała.

Baasch – Parachute

Mamy syntezator, mamy mrok, trochę miłości i pięknych tekstów. Baasch stworzył jedną z najlepszych płyt minionego roku, brzmiącą stokroć razy lepiej w naturalnych, scenicznych warunkach. „Parachute" jest doskonałym reprezentantem debiutanckiego longlplaya nie dlatego, że stanowi kompozycję otwierającą, ale pokazuje, co w duszy Bartka Schmidta tak naprawdę siedzi.

W miniony czwartek koncert Baascha otworzył tegoroczny Warsaw Music Week.