Węgry: wybory parlamentarne w skrócie

Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2006
Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2006
9 kwietnia lewicowa koalicja rządowa i konserwatywna opozycja ramię w ramię przeszły przez pierwszą turę wyborów parlamentarnych na Węgrzech. Zbliżone wyniki na tle oryginalnej kampanii wyborczej.

Piąte od upadku komunizmu w 1989 r. i pierwsze od przystąpienia Węgier do UE w maju 2004 r., wybory parlamentarne wywołały wahania i rozterki 8 milionów głosujących Węgrów. Dwie główne formacje polityczne, zdane na ich głosy, stanęły w szranki: Węgierska Partia Socjalistyczna (MSzP) z aktualnym premierem Ferencem Gyurcsàny i opozycyjna Fidesz- Węgierska Unia Obywatelska, konserwatywna partia pod przewodnictwem dawnego premiera Viktora Orbàna. Rezultaty obu partii były podobne: MSzP otrzymała 43,21% głosów (2 336 705 wyborców), a Fidesz 42,63% (2 272 997 głosów). Obecnie trwają rozmowy w celu utworzenia koalicji większościowej i kształt nowego zgromadzenia pozostaje jeszcze nieznany.

Aż do 9 kwietnia liczne sondaże nie były w stanie przepowiedzieć wyników wyborów, zwolennicy obu partii byli tak liczni. Stawka tych wyborów nie figuruje jednak w programach dwóch kandydatów, każdy z nich zobowiązuje się rozwiązać problemy, z jakimi boryka się państwo, ale podejmując wybrane środki działania, aby doprowadzić do rozwiązania. Węgry cierpią przede wszystkim z dwóch powodów: rosnącej stopy bezrobocia, która wzrosła z 6,7% w 2005 do 7,6% obecnie, a także z powodu wysokiego deficytu budżetowego, który należy zredukować do 3% PKB, jeśli Węgry chcą wstąpić do strefy euro. W celu uleczenia tych dolegliwości lewica zaleca szersze otwarcie granic w celu zwiększenia zagranicznych inwestycji. Tymczasem prawica nalega, aby w większym stopniu uniezależnić kraj od UE i innych instancji ekonomicznych.

Pralki i modlitwy

Kampania na wielka skalę poprzedzała wybory. Ulice i metro w Budapeszcie zbombardowane zostały ulotkami głoszącymi, że poziom życia Węgrów jest niższy niż czterdzieści lat temu, w epoce, gdy obecna opozycja była u władzy - oto szturm konserwatystów. Z kolei lewica, zakleiła mury Budapesztu plakatami z uśmiechniętym liderem obiecującym swoim wyborcom, że widzi przyszłość, wierzy w nią i chce jej. Małe ugrupowania, jak Węgierskie Forum Demokratyczne (MDF), czy Związek Wolnych Demokratów (SzDSz), uciekały się do innych strategii aby przekroczyć próg 5% w wyborach i utrzymać miejsca w parlamencie. MDF, robiąc aluzje do systematycznych kłótni między dwiema dużymi partiami, krytykowała ich dziecinne zachowanie i rozmieściła w całej stolicy pralki, przyrzekając, że będzie prać brudne ubrania. SzDSz oparł swoją kampanię na postaci Pisike Kovàcsa, pięcioletniego chłopca będącego symbolem przeciętnego Węgra, na którego partia chce zwrócić uwagę. Ponadto SzDSz przejęła i przeformułowała, zaczerpnięte z chrześcijańskiej modlitwy zdanie Przyjdź królestwo Twoje, które posłużyło jako hasło wyborcze. W ostatecznym rozrachunku obie strategie okazały się skuteczne i obie partie przekroczyły próg 5%.

Nic nie jest pewne

Po pierwszej turze tylko jedno jest pewne: zgromadzenie węgierskie będzie czteropartyjne przez najbliższe cztery lata. Druga tura przewidziana na 24 kwietnia ma rozstrzygnąć, ile mandatów otrzymają poszczególne partie. MSzP i Fidesz robią wszystko, aby zmobilizować osoby, które w pierwszej turze powstrzymały się od głosowania- ok. 32,17% uprawnionych. Obecny minister, Ferenc Gyurcsàny i jego poprzednik, Viktor Orbàn zwiększają liczbę wieców wyborczych na prowincji, w celu pozyskania elektoratu. Nie wahają się przy tym zostawiać krótkie wiadomości głosowe w telefonach komórkach swoich zwolenników. Wygraliśmy pierwszą turę, ale wybory trwają! - oświadczył w nocy 9 kwietnia Ferenc Gyurcsàny.

W ogromnych ilościach napływają obietnice wyborcze, Węgrzy zdają się wierzyc, że wraz z nadejściem nowego rządu narodzi się nowy, cudowny świat. Ale to, czego obywatele oczekują najbardziej od tych wyborów, to większa przejrzystość spraw politycznych i ekonomicznych, które ucierpiały ostatnio z powodu licznych skandali. Jeśli 24 kwietnia socjaliści zdołają zebrać większość głosów, to odchodząca koalicja socjalistyczno-liberalna będzie mogła utrzymać swoją pozycję na następne cztery lata. Byłby to pierwszy przypadek w historii polityki węgierskiej, następujących po sobie dwóch kadencji socjalistów.