Wielka Brytania: Keep Calm and Carry On?

Artykuł opublikowany 3 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 3 czerwca 2017

Wyrazista czcionka, królewska korona dodająca splendoru i bijące po oczach czerwone tło – oprawa graficzna brytyjska aż do bólu. Jak to się stało, że Keep Calm and Carry On zostało sztandarem brytyjskiej kultury i czy naprawdę tak trafnie oddaje wyspiarską mentalność? 

Późne popołudnie w Alnwick, małej wiosce w północnej Anglii. Dwoje starszych ludzi grzebie w pudle starych książek nabytych na licytacji. – Nabokov? Czemu nie... – rozmyśla Stuart. – Ale nie potrafię zrozumieć, po co ktoś miałby w ogóle kupować książkę zatytułowaną Propozycja dżentelmena.

W Barter Books zawsze panuje przytulna atmosfera. Tworzą ja kominek, wygodne fotele i powykrzywiane półki z książkami – wymarzone miejsce dla każdego mola książkowego.

To właśnie tamtego dnia, w tamtym pudełku, Stuart znalazł dużą, pogiętą kartkę papieru mającą wkrótce odmienić jego życie – napisane wielkimi białymi literami i opatrzone koroną Tudorów pięć słów: Keep Calm and Carry On. Jego żona Mary, zaintrygowana koncepcją, powiesiła plakat na ścianie lokalu, aby dodać mu trochę blasku. Po kilku tygodniach okoliczni mieszkańcy zaczęli kupować kopie dla siebie. Niedługo później lokalna moda zmieniła się w ogólnonarodowy szał. True story.

Historia lubi się powtarzać

Hasło Keep Calm and Carry On stało się symbolem brytyjskiej kultury. Odzwierciedla typowo brytyjskie cechy: niechęć do okazywania emocji i niezłomny hart ducha. Brytyjczycy nawet w trudnych chwilach zachowują klasę i spokój. Jaką drogę przebyło hasło, zanim w Barter Books trafiło do rąk Stuarta i Mary Manley?

Słynny slogan miał się pojawić na jednym z trzech plakatów mobilizacyjnych z czasów przygotowań do II wojny światowej. Rząd musiał jakoś uspokoić obywateli w obliczu niemieckiego ataku – pokazać, że kraj jest przygotowany do wojny i że zwycięstwo jest pewne. Do wczesnej jesieni 1939 roku zostało przekazanych do lokalnych centrów dystrybucji prawie 2,5 miliona egzemplarzy. Ostatecznie jednak decydenci uznali slogan za zbyt banalny i protekcjonalny. Obywatele nie byliby zadowoleni z faktu, że rząd pozbawia ich prawa do niepokoju. Miesiąc później Ministerstwo Informacji zadecydowało o wstrzymaniu całej kampanii. Wszystkie zbiory leżały w magazynach do 1940, w którym rozpoczął się program masowego recyklingu papieru na potrzeby gospodarki wojennej.

Powrót do łask

Dlaczego niepozorny obrazek z banalnym napisem stał się słynny na cały świat? Dzięki efektowi motyla. Pojawienie się jednej kopii w Barter Books w 2000 rozpoczęło prawdziwą lawinę. Każdy w Wielkiej Brytanii chciał taki mieć. Do 2007 grafika stała się znana w całym kraju. – Dość niepostrzeżenie plakat stał się pierwszym graficznym symbolem XXI stulecia i dorobił się niezliczonej liczby przeróbek – mówi Stuart. W czasach kryzysu gospodarczego i zapaści kredytowej przesłanie było dla wielu osób bardzo aktualne. Na ulicach pojawili się protestujący, a Wielka Brytania musiała jakoś powrócić na właściwe tory.

Popularyzacja grafiki spowodowała powstanie nieskończonej liczby „przeróbek”. Zamiast Keep Calm and Carry On wkrótce pojawiło się Now Panic and Freak Out. W szczytowym punkcie popularności grafiki pojawiła się podwójnie patriotyczna wersja: Keep Calm and God Save the Queen. Nie zawsze jednak chodziło tylko o efekt humorystyczny. Brytyjska służba zdrowia wykorzystała popularność sloganu i zaczęła publikować jego zmodyfikowaną wersję – Keep Calm and Carry on Breastfeeding na różowym tle. Na ulicach miast zaczęły też pojawiać się plakaty Keep Calm and Call 111.

Nowe pokolenia

Jest pewna ironia w tym, że stworzony w warunkach wojny slogan, uznany za niezdolny do poruszenia umysłów Brytyjczyków, wiele lat później stał się filarem brytyjskiej kultury.

Wielu ludzi do tej pory zachodzi w głowę, dlaczego słynne słowa zdobyły tak wielką popularność. Stuart i Mary Manley wskazują na trzy powody: uniwersalność przesłania, jego związek z brytyjską mentalnością i prostota wykonania. Stuart przyznaje jednak, że po 17 latach patrzenia na różne wersje grafiki, jego oczy są już nią trochę zmęczone. – Szczyt popularności Keep Calm and Carry On przypadł na lata 2007-2012, od tamtej pory jego popularność powoli spada. Myślę, że przekaz trafia do wszystkich pokoleń, chociaż starsi ludzie są z nim chyba trochę bardziej związani.

Czy jednak popularność hasła dziś powraca i czy naprawdę podoba się wszystkim pokoleniom?

Po zeszłotygodniowym zamachu w Manchesterze, Theresa May, Jeremy Corbyn i Andy Burnham apelowali o zachowanie spokoju. Na Twitterze wiele postów dotyczących ataku było opatrzonych hashtagiem #KeepCalmAndCarryOn, niektóre nawet z odniesieniami do II wojny światowej:

A jednak nie wszyscy młodzi Brytyjczycy identyfikują się z przekazem niesionym przez hasło. Dla niektórych jest ono staroświeckie i wręcz niebezpieczne. – Nie zgadzam się z przesłaniem, choć faktycznie wyraża typowo brytyjską mentalność: czas wojny i towarzyszący mu stoicki spokój, opanowanie, nie okazywanie słabości... tacy właśnie są moi rodzice i dziadkowie. Myślę, że taka postawa niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo, nie zachęca bowiem do zmierzenia się z istotą problemu – uważa młody Brytyjczyk George Haddon mieszkający obecnie w Amsterdamie. – Po Brexicie są dwie możliwości – albo moda na to hasło powoli umrze śmiercią naturalną, albo też dzięki nacjonalistycznym nastrojom powróci na szczyty popularności. Wiele zależy od wyników najbliższych wyborów parlamentarnych, mających odbyć się 8 czerwca.

Dla wielu młodych Brytyjczyków słynne słowa są symbolem postawy ugodowej prezentowanej przez minione pokolenia, które niechętnie brało sprawy w swoje ręce, woląc żyć wygodnie i trzymać się z dala od problemów. 25-letni Elliott Sadgrove uważa, że slogan jest dobry dla osób, które tylko obserwują rozwój świata, zamiast brać w nim aktywny udział.

Historia Keep Calm and Carry On jest więc długa i burzliwa. Chociaż hasło przebojem wywalczyło miejsce w kulturze masowej, jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Czy przeżyje, a kolejne pokolenia będą dopasowywać jego przesłanie do aktualnych wydarzeń, czy też odejdzie w zapomnienie? Jedno jest pewne: 1,1 miliona ludzi pomiędzy 18 a 35 rokiem życia pójdzie w tym tygodniu oddać głos – od ich decyzji zależy znacznie więcej niż tylko przyszłość najpopularniejszego brytyjskiego frazesu.