Wielki small talk

Artykuł opublikowany 13 marca 2015
Artykuł opublikowany 13 marca 2015

Small talk, po polsku „mała rozmowa”, to rodzaj komunikacji językowej, która istnieje sama dla siebie. Jednym słowem: „Właśnie do ciebie dzwonię, gdyż niestety nie mogę z tobą rozmawiać”. Jaką formę przybiera small talk w różnych krajach Europy?

Jeśli kiedykolwiek zastanawiało Cię jak to możliwe, że podczas dwudziestominutowej rozmowy, w którą właśnie się wdałaś/eś, nie została przekazana ani jedna informacja, być może masz za sobą udaną sesję small talku, czyli krótkiego aktu komunikacji, który zazwyczaj wywiązuje się między osobami, którzy niezbyt dobrze się znają, by uniknąć niezręcznej ciszy.

Jako pierwszy zjawisko small talku zaczął badać Polak Bronisław Malinowski, którego interesowała społeczna funkcja języka. Określił on small talk jako „nieformalny akt komunikacji, który istnieje sam dla siebie”. W small talkach nie czynisz żadnych wielkich odkryć, ani nie poruszasz potencjalnie problematycznych tematów. Swobodnie możesz za to komentować rzeczywistość, czynić spostrzeżenia na temat rzeczy oczywistych, narzekać, zwierzać się. Bez small talków nie istniałaby kultura komunikacji zwanej „biurową”, byłoby za to dużo niezręcznej ciszy w windzie, przy kserze i w kolejkach na poczcie. Czy small talk jest jednak jeden we wszystkich krajach, czy przybiera różne formy w Polsce, Anglii, Francji, Hiszpanii, Włoszech i Niemczech? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Wielka Brytania – na szczęście znowu pada

Brytyjczycy są niekwestionowanymi mistrzami small talku. Pierwsza literacka wzmianka na ten temat pojawia się już w „Wichrowych Wzgórzach”, gdy Catherine przybywa pod okno i zagaduje Lockwooda. Choć Brytyjczycy bez problemu potrafią nawiązać niezobowiązującą dyskusję dotyczącą każdej sfery życia (od operacji plastycznych Davida Camerona, po kobietę ze Stafford, która obudziła się pewnego ranka i zaczęła mówić z polskim akcentem), ich ulubionym tematem od lat niezmiennie pozostaje pogoda (w czym nie są odosobnieni na tle innych krajów). Na Wyspach jest jednak o tyle ciekawiej, że pogoda dostarcza nieustających atrakcji, bo w ciągu jednego dnia potrafi padać deszcz, śnieg i świecić słońce. Już Oscar Wilde powiedział, że: „rozmowa o pogodzie jest ostatnią ostoją pozbawionych wyobraźni”.

Hiszpania – wszystko i nic

Jak można sobie wyobrazić, w Hiszpanii pogoda nie dostarcza tylu wrażeń, co w Wielkiej Brytanii, bo Hiszpania to piękny kraj wiecznie zalany słońcem. Kiedy jednak zdarzy się jeden deszczowy dzień w roku, wszyscy zaczynają narzekać. Ainhoa z Madrytu mówi, że moment, w którym rozpoczyna się small talk w jej kraju, a ma to miejsce najczęściej w windzie, albo w towarzystwie, którego się nie zna, jest bardzo łatwy do rozpoznania. „Na początku zazwyczaj padają słowa „Bueno pues …” („Tak więc…”, red.). W tematach poruszanych (zawsze powierzchownie, nigdy zaś dogłębnie) panuje duża dowolność: może to być polityka, gospodarka, mogą to być plotki. Jak jednak zauważa Ainhoa, small talk to wynalazek niezwykle użyteczny, bo pozwala uniknąć niezręcznej ciszy. „Czasem zastanawiam się jednak, jakby to było, gdyby ludzie trochę pomilczeli w swoim towarzystwie” – wyznaje.

Niemcy – bez nonsensów, bitte

Często mówi się, że w Niemczech small talk nie istnieje, bo Niemcy otwierają usta tylko wtedy, gdy mają coś do powiedzenia. Za naszą zachodnią granicą popularne jest powiedzenie również funkcjonujące w Polsce: „Mowa jest srebrem, lecz milczenie jest złotem” „To niezupełnie prawda” – ocenia Katha z Jeny. „W Niemczech istnieje coś takiego, jak «Kaffeeklatsch», a oznacza to damską pogaduchę przy kawie”. Bardzo to seksistowskie, ale okazuje się, że istnieje też wersja męska, nie mniej stereotypowa – „Stammtischgespräch” to rozmowa, którą panowie odbędą przy kuflu piwa. W Niemczech, jak zwraca uwagę Katha, nie ma jednak czegoś takiego, jak francuskie bezcelowe „ca va?”. „Kiedy przyjechałam do Francji najbardziej dziwiło mnie, że ludzie pytają, jak się mam, po czym zupełnie gdzieś mają moją odpowiedź” – wspomina.

Włochy – nie ma czegoś takiego, jak small talk!

Cecilia z Florencji powiedziała, że we Włoszech nie ma czegoś takiego, jak small talk. Jest small walk, small mock, ale small talk oficjalnie nie istnieje. Wpływy z innych krajów sprawiły, że niektórzy Włosi są skłonni uprawiać pogawędki o pogodzie, albo pytać się nawzajem, skąd pochodzą, ale nie jest to zachowanie typowo włoskie. Co jednak ze środowiskiem biznesowym, w którym small talk panoszy się niczym rzeżucha na ligninie? Według portalu kwintessential.co.uk, w biurze z Włochami najlepiej gawędzić o ich kulturze, kinie, kuchni, winie i piłce nożnej.

Polska – nie zawieram znajomości na ulycy

Możliwe, że w Polsce tradycja small talku wykształciła się w kolejkach jeszcze za czasów PRL-u, stąd powracający w niej motyw udręczania się i narzekania. Polacy narzekają, bo ich to jednoczy. Nie mam pieniędzy, pada, ciemno, zimno,  ciasno, krótko, drogo, niesprawiedliwie, ale nie jestem z tym wszystkim sam, bo przecież pani obok mnie i tysiące Polaków przed telewizorami doświadcza podobnych upokorzeń. Nowością na rodzimym gruncie są small talki korporacyjne w najeżonym anglicyzmami slangu. I tak dziś na rondzie ONZ w Warszawie wyrabiamy targety, bo ekaunt nie lubi czekać, a na brifach zapoznajemy się z kejsami. Polacy nie są jednak z natury wyposażeni w umiłowanie do small talków. „Nie zawieram znajomości na ulycy” – swą gotową odpowiedź na zaczepki w stolicy recytowała Marta z „Dziewczyn do wzięcia”. Nie rozdrabniamy się na gadki szmatki, w życiu liczą się konkrety.

Francja – ca va? Non, ca va pas!

U Francuzów konwencja small talków jest pielęgnowana od czasów Marii Antoniny, a sztuka publicznych przemówień nie zawierających żadnego przesłania, której okres rozkwitu przypada na kadencję Nicolasa Sarkozy’ego, jest w heksagonie niemalże sportem narodowym. Francuzi najpierw zadają Ci pytanie: „ca va?”, na co Ty musisz odpowiedzieć: „ca va, et toi?” (opcja „ca va pas” nie jest wykorzystywana, bo we Francji nigdy nie wiedzie Ci się źle i zawsze czujesz się doskonale). Jedyną dopuszczalną wariacją, na którą można sobie tu pozwolić to poinformowanie rozmówcy o swoich chorobach lub dolegliwościach. Następnie small talk może dotyczyć pogody, aktualności, lub polityki. W kręgach ukulturalnionych Francuzi będą sobie opowiadali o ostatniej wystawie, która widzieli (jeśli rzecz dzieje się w Paryżu, jej nazwa na pewno będzie zawierała w sobie słowo „retrospective”). Zwroty, które wskazują na to, że właśnie znajdujesz się w oku small talku to: „je dis ça, je dis rien” („w sumie to sam nie wiem”, red.), „ouais mais non” („tak, ale z drugiej strony nie”, red) i „bref, c'est la vie” („takie życie”, red.). Matthieu z Tuluzy twierdzi, że small talk powinno się wycofać z użycia. Wtóruje mu Manon z Marsylii, według której: „takie gadki są dla wszystkich niezręczne, po co w ogóle to robić?”.

Childish Gambino - No small Talks