Wieża Babel: „Uproszony głos"

Artykuł opublikowany 17 grudnia 2015
Artykuł opublikowany 17 grudnia 2015

Od momentu, kiedy ustanawia się głosowanie powszechne, każdy obywatel państwa demokratycznego ma zapewnione prawo głosu. Przynajmniej w teorii. Od 2011 roku Hiszpanie mieszkający za granicą muszą ubiegać się o prawo do głosu za pośrednictwem mechanizmu zwanego „upraszaniem głosu”. Ale, co to znaczy musieć „upraszać się” o głos? Jakie są tego skutki?

Kiedy zbliżają się wybory, samorządowe, regionalne, czy parlamentarne – jak w przypadku tych, które odbędą się 20 grudnia w Hiszpanii – obywatele mieszkający poza granicami kraju muszą stawić czoła pewnym problemom związanym z oddawaniem głosu. Podczas gdy w niektórych krajach, takich jak Francja, wystarczy jedynie upoważnić inną osobę do tego, by za nas zagłosowała, my Hiszpanie jesteśmy zmuszeni do tego, by trochę (lub dużo bardziej) się wysilić.

Co to jest uproszony głos?

Od stycznia 2011 hiszpańscy obywatele mieszkający poza granicami swojego państwa nie mają zapewnionego aktywnego udziału w wyborach. Co więcej, aby móc głosować, są zobowiązani wnioskować czy też „upraszać się” o to prawo. I choć mogłoby się wydawać, że złożenie wniosku to czysta formalność, dla tych, którzy chcą oddać swój głos podczas wyborów w Hiszpanii, ubieganie się o udział w głosowaniu przekształciło się w istny koszmar.

Pierwszą z trudności, jaką napotykają Hiszpanie żyjący na obczyźnie jest dezinformacja. Wiele osób nie wie, co należy zrobić, żeby móc zagłosować będąc za granicą. Dlatego też kolektywy takie jak Marea Grande zobowiązały się do tego, żeby wyjaśnić krok po kroku, co powinien zrobić Hiszpan mieszkający zagranicą, aby móc oddać głos w nadchodzących wyborach.

Organy wyborcze też niczego nie ułatwiają. Przytoczmy przykład z 31 lipca tego roku, kiedy to rząd zamknął rejestr wyborców bez uprzedniego wydania oficjalnego zawiadomienia, co zwiększyło ilość biurokratycznych przeszkód dla tych, którzy nie wpisali się zawczasu.

Teoretycznie, proces wnioskowania o głos przypomina wpisanie się do rejestru wyborców, o co można się ubiegać w niektórych krajach. I byłoby tak, gdyby proces ten był tak samo prosty w obu przypadkach. W praktyce jednak konieczność upraszania się o głos oznacza ograniczenie powszechnego prawa wyborczego, gdyż pomimo iż nie powinno się uniemożliwiać głosującym egzekwowania swojego prawa, to niewielka liczba głosów oddanych za granicą wykazała, że rzeczywistość jest inna.

Co kryje się za przeszkodami biurokratycznymi?

Niekończące się wizyty w hiszpańskich konsulatach (możliwość załatwiania formalności za pośrednictwem systemów telematycznych, które są dostępne w przypadku innych kwestii administracyjnych, nie została aktywowana), wymagane dokumenty, karty wyborcze, które nie docierają na czas – oto ogrom trudności, o których można by pomyśleć, że mają za cel zniechęcenie ekspatriantów do oddania głosu. Głosu – w wielu przypadkach nazywanego pustym głosem – należącego do tych, którzy musieli porzucić kraj, z którego się wywodzą w poszukiwaniu swojej szansy (zazwyczaj zawodowej) za granicą.

Już przy okazji pierwszych wyborów – w 2011 roku – po wprowadzeniu w życie konieczności „upraszania głosu”,  zagłosowało jedynie 5% Hiszpanów mieszkających zagranicą. Jakie są prognozy na zbliżający się dzień 20 grudnia? W nadchodzących wyborach spośród ponad 1 875 000 Hiszpanów żyjących za granicą, zagłosować będzie mogło zaledwie 115 000, czyli tylko 6%. 

Na niewiele zda się Program 11 Kroków, przedstawiony przez DosMillonesDeVotos – kolektyw składający się z piędziesięciu adwokatów i prawników, utworzony w celu ujawnienia i zwalczania przeszkód biurokratycznych, z którymi zmagają się hiszpańscy głosujący, którzy mieszkają za granicą.

W sytuacji, kiedy upłynął termin ubiegania się o przystąpienie do głosowania, a 94% Hiszpanów mieszkających za granicą nie znalazło się w rejestrach wyborców, kolektyw Marea Grande wszczął ambitną kampanię – próbę postawienia wszystkiego na jedną kartę, która umożliwiłaby oddanie głosu w wyborach wielu mieszkającym na obczyźnie i tym samym „pominiętym” wyborcom. Poprzez inicjatywę #RescataMiVoto (#OdzyskajMójGłos) kolektyw stara się połączyć Hiszpanów mieszkających za granicą z powstrzyującymi się od głosu rodakami żyjącymi w Hiszpanii, którzy mogliby za nich zagłosować. W chwili, w której został napisany niniejszy artykuł odzyskano 941 głosy ekspatriantów.