Wieża Babel: Wenecje Północy, Paryże Wschodu

Artykuł opublikowany 23 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 23 sierpnia 2016

Las Vegas to Miasto Grzechu, Chicago jest Wietrzne, a Nowy Jork to Wielkie Jabłko – wygląda na to, że każdy ośrodek miejski w Ameryce Północnej musi mieć swoje drugie imię. A co przydomki i dewizy potrafią nam powiedzieć o charakterze i historii metropolii na Starym Kontynencie?

Kanadyjskie miasteczko Tisdale po wielu latach utyskiwania ze strony mieszkańców zdecydowało się wreszcie zmienić swój oficjalny slogan. Od 1958 r. miejscowość słynąca z uprawy rzepaku (ang. rapeseed) reklamowała się nawiązującym do Starego Testamentu hasłem: „kraina rzepakiem i miodem płynąca”. Pech chciał, że w dzisiejszych czasach the land of rape and honey nie wszystkim kojarzy się jedynie z rzepakiem. Ostatnio, po 60 latach, podjęto decyzję o zmianie sloganu na opportunity grows here.

Choć miasta i miasteczka Ameryki Północnej znane są ze swoich często absurdalnych nazw, sloganów i przezwisk, jak na tym tle radzą sobie największe miasta Europy? Lista określeń i dewiz związanych z europejskimi stolicami to bardzo wymowny amalgamat tendencji i promowanych wartości, które zmieniały się na przestrzeni długiej, burzliwej historii kontynentu.

Jeśli chodzi o historyczne, uświęcone tradycją dewizy miast, króluje oczywiście łacina. Londyn zwraca się do Boga o przewodnictwo (Domine dirige nos), a Warszawa zawsze pozostaje niezwyciężona (semper invicta). Zawołania te zdają się niezamierzenie kontrastować z nowoczesnymi sloganami wykorzystywanymi obecnie w promocji obu miast – waleczna Warszawa łagodzi ton i zachęca do tego, żeby się w niej zakochać, a Londyn, mimo ostatnich wydarzeń, pozostaje miastem tolerancyjnym i otwartym (#LondonIsOpen).

Władze Paryża wychodzą z założenia, że Miastu Świateł (Ville Lumière) nie potrzebna jest dodatkowa reklama i slogany. Paryżanie trzymają się za to wiernie łacińskiej dewizy miasta ogłaszającej wszem i wobec, że „choć miotają nim fale, nie tonie” (fluctuat nec mergitur). Dewiza ta nabrała szczególnego wydźwięku po wydarzeniach z listopada 2015 r., kiedy to stała sięwypisywanym na plakatach i murach hasłem oporu przeciwko fali terroryzmu.

Rzym nie ma kompleksów – choć w herbie miasta znajduje się jedynie nudnawy skrót SPQR (Senatus Populusque Romanus), oznaczający „senat i lud/naród rzymski”, to Rzym może pochwalić się całą masą przydomków podkreślających jego znaczenie i pozycję, od Wiecznego Miasta (Roma Aeterna) przez „stolicę świata” (caput mundi) aż po jedyne słuszne „Miasto” (Urbe). Na drugim krańcu spektrum znajdują się mieszkańcy Brukseli. Ich miasto jest z pewnością jest jednym z najważniejszych ośrodków politycznych współczesnej Europy, ale oni w rozmowach nazywają Brukselę czule „piękną” (Bruxelles, ma belle).

Półwysep Iberyjski stawia na suche fakty: społeczność Madrytu reklamowana jest od wielu lat sloganem podkreślającym unifikujący charakter stolicy (la suma de todos), a do Barcelony przylgnął używany do dziś na pamiątkę jej historii przydomek Miasta Hrabiów (Ciudad Condal). Podobnie włoska Wenecja zachowała w swoim przydomku La Serenissima nawiązanie do tytułu „najjaśniejszego” doży. Tu warto wspomnieć, że wszyscy pozazdrościli jej kanałów i mostów tak bardzo, że Wenecją Północy nazywany jest nie tylko Amsterdam, ale też wiele innych miast, w tym Petersburg, Sztokholm, a nawet Wrocław. Również Paryż ma licznych naśladowców – w tym Warszawę, Budapeszt i Pragę, nazywane Paryżami Wschodu. Praga może się jednak przy tym poszczycić dodatkowo tytułem Miasta Stu Wież.

Niektóre z przydomków i dewiz są zakorzenione w rzeczywistości, inne pozostają jedynie pobożnymi życzeniami. Pozostaje nam tylko trzymać kciuki za to, żeby w dewizie Unii Europejskiejin varietate concordia, „zjednoczeni w różnorodności” – również znajdowało się ziarno prawdy.

---

Wieża Babel - gdzie przypominamy Wam, że język to zawiła sprawa.