„Wilgotne miejsca” – pornografia, czy nowa jakość?

Article published on 22 maja 2009
Article published on 22 maja 2009

Warning, this article was the object of no review and is published in no group

Budząca skrajne emocje debiutancka powieść Charlotte Roche wywołała medialną lawinę. Czy „Wilgotne miejsca” są feministycznym orędziem czy pornograficzną szmirą? I co właściwie o wyprawie Roche przez kobiece strefy intymne sądzą mężczyźni?

Szpitalne porno, czy feministyczna zapowiedź walki? Powieść Charlotte Roche „Wilgotne miejsca” dzieli odbiorców. I osiąga sensacyjne wyniki sprzedaży – tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy z półek zniknęło pół miliona egzemplarzy. W marcu „Wilgotne miejsca” jako pierwszy niemiecki tytuł w historii stanął na czele międzynarodowej listy bestsellerów Amazon i wkrótce może wywołać sporo zamieszania również za granicą. Jak dotąd licencje sprzedano do 8 krajów, w tym do Hiszpanii, Holandii i na Tajwan- jak poinformowała rzeczniczka wydawnictwa „Kölner Dumont”. Pierwsze literackie dziecko Roche wzbudziło duże zainteresowanie również we Francji, Wielkiej Brytanii i USA. W Polsce książka ma ukazać się nakładem wydawnictwa Jacek Santorski w sierpniu 2009 roku.

Zainteresowanie własnym ciałem

(zdj.:Jochen Schmitz)W felietonach akcję powieści opowiada się zwięźle: 18-letnia Helen Memel po nieudanej depilacji stref intymnych ląduje w szpitalu z ich zapaleniem. Tam nieskrępowanie i szczegółowo opowiada o hemoroidach, tamponach własnej roboty, płynach ustrojowych i rozmaitych dziwacznych praktykach seksualnych – krótko mówiąc: o zainteresowaniu odkrywaniem własnego ciała.

Od tego miejsca felietony zarówno w kraju, jak i zagranicą prześcigają się w próbie wyjaśnienia sukcesu debiutanckiej powieści Roche. Nie chodzi już przy tym prawie wcale o literacką jakość debiutu Roche. Wpływowy niemiecki dziennik Frankfuter Rundschau stwierdza, że ta „cienka powieść z przebojowym tytułem” jest „interesująca nie ze względu na jej literacką jakość (prawie żadną)”, „lecz jako symptom i fenomen”.

Roche – marka medialna

Charlotte Roche, urodzona w 1978 roku w Anglii, stała się rozpoznawalna dzięki programowi Fast Forward w stacji muzycznej VIVA2; za niekonwencjonalny sposób prowadzeniaus otrzymała nagrodę Adolfa Grimme [niemiecki telewizyjny Oscar] i bawarską nagrodę filmową. W medialnym świecie jest profesjonalistką. Nie dziwią więc podejrzenia, że za prowokacyjną powieścią kryje się szczypta biznesowej kalkulacji. Dziennik Frankfurter Rundschau opisuje Charlotte Roche jako „zbuntowanego anioła, który genialnie kalkuluje i jest mistrzem w odgrywaniu naturalności, bezstronności, dobrych chęci i grzeczności”. Sukces „Wilgotnych miejsc” wydaje się niemożliwy bez popularności samej Roche jako osoby medialnej.

A może wkład w „nowy feminizm”?

Zamieszanie w prasie udowadnia jednak, że książka dotyka mimo wszystko jakiegoś społecznego nerwu. Recenzje nie są jednoznaczne. Pornografia? Wulgarna tandeta? Książka po prostu bez znaczenia? Radykalne odcięcie się od absurdalnego kultu kobiecej higieny? Czy ważny wkład w szeroko dyskutowany „nowy feminizm”, którego symbolami są autorki takich książek, jak: „Neue deutsche Mädchen” (Elisabeth Raether i Jana Hensel) i „Wir Alphamädchen” [„My, dziewczyny alfa”] (Meredith Haaf, Susanne Klingner, Barbara Streidl)?

Tak czy inaczej, pól wieku po wejściu w życie przepisów o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn, w niemieckiej debacie o płci powiał orzeźwiający, jaskraworóżowy wiatr.

Podręcznik masturbacji?

Samej Roche nie przeszkadza zarzut pornografii. Przeciwnie. Krytykuje to, że feministki „starej gwardii”, jak Alice Schwarzer, odrzucają pornografię jako zasadniczo wrogą wobec kobiet. Przesłanie Roche brzmi: również kobiety lubią pornografię. Jednak brakuje im języka do opisania własnych pragnień. Roche w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika Der Spiegel mówi, że uważa swoją powieść za lekturę o masturbacji. Nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn. Nasuwa się pytanie, jak owa próba przełamania oniemienia kobiet i styl narracji „bez ogródek” wpłynie na męskich czytelników: czy ich przytłoczy, zirytuje, czy może zjedna autorce?

Panowie czytają „Wilgotne miejsca”

„Arcydziełem literatury popularnej czy literatury kobiecej ‘Wilgotne miejsca’ nie są. Akcja jest słaba, a charakterystyka bohaterki ograniczają się do jej fetyszu, którym jest wydalanie– a to nie jest żadne poważne łamanie tabu. Ciekawe, czy powieść skupiłaby taką samą uwagę mediów, gdyby napisał ją ktoś inny. Ośmielam się w to wątpić.”

„Język pełen ‘niegrzecznych’ słów jest poniekąd znakiem firmowym Charlotty i rozpozna się go wszędzie. Te zabawne zwroty, neologizmy, niewyparzony język i konsekwentny slangowy styl mówienia oddziałują wspólnie na prawdę intensywnie. Myślę, że powieść kładzie skalę w nowym i ważnym kierunku. Uważam (poważnie!), że niejeden naukowiec mógłby sobie wziąć przykład z tego języka.”

Matthias - Lipsk„Uważam, że ta książka jest interesująca, a nawet fascynująca. Podobał mi się zwłaszcza sposób, w jaki nazywa rzeczy po imieniu i przekracza granice obrzydzenia- to niesie ze sobą coś świeżego. Ogólnie nie określiłbym ‘Wilgotnych miejsc’ jako książki pornograficznej. Choć to jasne, że Charlotte Roche bawi się w niej pornograficznymi elementami.”

„Nawet jeśli Helen bez słowa sprzeciwu daje się zaciągnąć przez nieznajomego ciemnoskórego mężczyznę z targu do jego mieszkania, on serwuje jej namiętne golenie stref intymnych, a ona się przed nim nagle masturbuje – to nadal jest to po prostu tylko bardziej ambitna wersja hydraulika, który chce gdzieś wetknąć swoją rurę. ’Wilgotne miejsca’ to pornos. I to dobry. Fakt, że w felietonach mało kto chce się z tym tak naprawdę pogodzić, być może oznacza tylko tyle, że w przyszłości będziemy potrzebować jeszcze kilku pornosów autorstwa atrakcyjnych kobiet, zanim ten rodzaj literatury stanie się społecznie akceptowalny.”