Wojna chatom, pokój pałacom!

Artykuł opublikowany 6 lutego 2006
Artykuł opublikowany 6 lutego 2006
Wkrótce rozpocznie się rozbiórka berlińskiego Pałacu Republiki, będącego reliktem byłej NRD. W pozostałych krajach postsocjalistycznych są podobne pamiątki architektoniczne i każdy z nich ma swoją historię.

Wniesiony przez reżim Honeckera między 1973 a 1976 Pałac Republiki wkrótce przemieni się definitywnie w, jak to zawsze mówili w slangu Saksończycy, "Balast Republiki". Trzy firmy budowlane, które wygrały przetarg senatu, chcą zburzyć i zrównać z ziemią "sklep z lampami Ericha", były najbardziej dostojny budynek NRD. Rozbiórka ma trwać do połowy 2007 roku, a potem będzie tam rosła trawa, aż uda się zebrać wystarczające środki na odbudowę Berlińskiego Pałacu Miejskiego. Pozostałe kraje dawnego bloku socjalistycznego obchodzą się jednak ostrożniej ze swoim pałacowym dziedzictwem.

Szturm na Pałac Zimowy

"Pokój chatom, wojna pałacom!" nawoływał w 1834 Georg Büchner w "Hessischen Landbote", a jego wybuch gniewu dał źródło najpopularniejszemu hasłu reżimu komunistycznego. Bez wątpienia kulminacyjnym momentem rewolucji bolszewickiej był słynny szturm na Pałac Zimowy w ówczesnej stolicy Rosji. Wprawdzie ten "szturm" istniał tylko w filmowej inscenizacji Siergieja Eisensteina, ale dzięki niej dokonała się przynajmniej rewolucja językowa: Rosjanie nazwali zdobyty budynek "Zimnyj Dworez", czyli dosłownie "Pałac Zimowy". Lud przejął panowanie w arystokratycznych salonach i nagle pałace, zarówno jako słowo, jak i budowle, wróciły do łask.

Radzieccy komuniści byli pierwszymi, którzy przywrócili pałace dla ludu, zmienili ich funkcje i zaczęli budować nowe pałace "czerwone". Moskiewska rezydencja carów w "Wielkim Pałacu Kremlowskim" została w 1930 roku przebudowana na salę posiedzeń Rady Najwyższej, a obecnie odbywają się tam państwowe ceremonie.

Architektura socrealizmu

Sowieci szybko wyeksportowali swoją manię pałacową do "bratnich krajów". Tak powstał w Warszawie Pałac Kultury i Nauki (PKiN), zbudowany przez robotników radzieckich w latach 1952-55 jako "dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego". Głównym architektem był Rosjanin Lew Rudniew, który śmiało twierdził, że udało mu się stworzyć "charakterystyczną polską budowlę". W rzeczywistości pałac był pomysłem samego Stalina i stał się później wzorem dla architektury socrealistycznej: 234 metry wysokości, 3.288 pomieszczeń i 124.000 m2 powierzchni. Jednak dla Warszawiaków pałac pozostał solą w oku: "Jakie jest najpiękniejsze miejsce w Warszawie? Platforma widokowa Pałacu Kultury, bo stamtąd go nie widać!" - jak to zostało ujęte w jednym z polskich dowcipów.

Mimo to po przełomie 1989 roku pałac stoi dalej. Otworzono w nim kina, teatry, sklepy, dyskoteki, a nawet basen, tak by jakoś wypełnić tą najwyższą na świecie wieżę zegarową, z której można odczytać godzinę nawet z odległości sześciu kilometrów. W międzyczasie ojcowie miasta znaleźli rozwiązanie dla architektonicznego kloca w centrum stolicy. Będzie systematycznie otaczany innymi drapaczami chmur.

Zwycięski pałac w Sofii

Bułgarzy są pomysłowymi ludźmi i dla wielu budowli swojej stolicy wymyślili zabawne nazwy. Szczególnie popularny jest "Tschalma-Saraj", który oznacza "turban-harem" i odnosi się do Narodowego Pałacu Kultury (NDK). Otrzymał on swoje przezwisko na cześć zwariowanych kapeluszy Ludmiły Żiwkow – córki przewodniczącego Rady Państwa i Bułgarskiej Partii Komunistycznej.

W przeciwieństwie do Warszawy, w Sofii architekci nie podporządkowali się wytycznym z Rosji przy budowie swojego pałacu. Dzięki temu powstał najpiękniejszy i największy wielofunkcyjny budynek południowo-wschodniej Europy, położony majestatycznie na tle lokalnej góry Witosza i na końcu parku pełnego fontann. W 1981 roku zainaugurowano tam pierwszy Światowy Kongres Bułgarystyki. Podczas gdy w Berlinie Pałac Republiki czeka na swój rychły koniec, NDK otrzymał w 2005 roku honorową nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Pałaców Kongresowych (AIPC), a w najbliższych latach zostanie rozbudowany o "park kulturalny", w którym znajdzie się nawet opera i filharmonia.

Druga największa budowla na świecie

Nawet jeśli ktoś by chciał użyć dynamitu czy młotów pneumatycznych, to nie dałby sobie rady ze zburzeniem "Palatul Parlamentului" (Pałacu Parlamentu) w Bukareszcie. Poza zmianą nazwy z "Palatul Poporului" (Pałacu Ludowego) od 1989 roku nic innego mu się nie przydarzyło. Ten budowlany kompleks jest świadectwem gigantomanii "czerwonego Drakuli" Nicolae Ceausescu, który celem jego budowy wysadził najpiękniejszą część Bukaresztu - Spiru-Hügel.

Według Księgi Rekordów Guinessa bukaresztański pałac jest po Pentagonie drugim co do wielkości budynkiem na świecie. Ma powierzchnię 330.000 m2, 12 pięter, tysiące pokoi, a całość budowało około 20.000 robotników do 1989 roku, gdy został ukończony, ale tylko z zewnątrz. Wnętrze do dziś nie jest ukończone, gdyż Ceausescu wymagał niewyobrażalnego luksusu. Na ścianach położono boazerie z najlepszych gatunków drewna, 3.500 ton kryształu potrzebowano na żyrandole, a arrasy, wysokie na 16 i długie na 50 metrów, musiały być robione na specjalnie do tego celu zbudowanych maszynach.

W grudniu 1989 Ceausescu został obalony, skazany i stracony. Wszystko w przeciągu zaledwie 4 dni. Z jego pałacem Rumuni chcieli postąpić tak samo radykalnie. Zaplanowano nawet wysadzenie budynku, ale okazało się to technicznie niemożliwe dla pirotechników. Od 1997 roku obradują w pałacu obie izby parlamentu rumuńskiego. Mieszkańcy Bukaresztu jednak wstydzą się swojego pałacu. Jeśli ktoś się spyta, gdzie znajduje się Palatul, to w dziewięciu przypadkach na dziesięć wywoła to wzruszenie ramion zapytanego.