Wolność łamania zasad

Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Przed trzydziestoma laty w Hiszpanii po obaleniu rządów Franco młodzi i ekscentryczni artyści stworzyli Movidę. Obecnie ruchy młodzieżowe już dawno wyszły z mody.

Pewien młody mężczyzna siedzi na swoim motocyklu i spogląda w obiektyw za swoimi plecami. Podmuch powietrza rozwiewa mu włosy, a przed nim rozciągają się ulice Madrytu. "Autoportret na motocyklu" to tytuł zdjęcia autorstwa fotografa Alberta Garcii-Alixa z 1978 roku. W spojrzeniu motocyklisty, zwróconym w tył, w przeszłość, wyczuć można kpinę. Ta fotografia to symbol La Movida Madrileña.

Rozpustna anarchia

Gdy w 1975 roku zmarł hiszpański dyktator Francisco Franco, przez następne lata jego kraj uwalniał się mozolnie z ołowianych łańcuchów niesprawiedliwości. Wówczas narodziła się Movida - barwna grupa artystów, która w latach osiemdziesiątych będzie poprzez chaos zmieniać Hiszpanię. Z tego ruchu wywodzą się między innymi słynny reżyser Pedro Almodóvar, piosenkarka Alaska oraz fotograf Pablo Perez-Minguez.

Trzydzieści lat później Madryt znów powraca z rzewnością do dawnych czasów. Liczne wystawy, koncerty i filmy, które można było zobaczyć w hiszpańskiej stolicy od listopada 2006 do lutego 2007, przywróciły na chwilę do życia niespokojne dzieła Movidy. Lata, gdy dziwnie ubrana młodzież siała postrach na hiszpańskich ulicach, do dziś fascynują tłumy. Rozpustna anarchia i wyzwolony brak szacunku dla czegokolwiek są wszechobecne na zdjęciach, filmach i w muzyce La Movida Madrileña.

Bunt i kryzys wieku średniego

Prawdopodobnie wpatrujemy się z tak wielkim skupieniem w prace z tamtego okresu, ponieważ sami już dawno zapomnieliśmy smak świeżo uzyskanej wolności. Nadzieje Europy Zachodniej na kulturowy przełom przeminęły wraz z ruchami młodzieżowymi lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Europa w czasach "Swinging London" i Modivy była niczym zbuntowana nastolatka, obecnie przypomina raczej sfrustrowanego czterdziestolatka w kryzysie wieku średniego. Co nam pozostało, to zespoły muzyczne retro, ubrania w stylu vintage oraz szykowne, robione na zamówienie krzesła, w ostrym pomarańczu lat siedemdziesiątych.

Młodzi nie chcą już grupować się, tworzyć nowych ruchów. Dziś wszystkie style, gusta i postawy społeczne tworzą pstrokatą, postmodernistyczną papkę. Młodzież początku XXI wieku układa swoją tożsamość z różnorakich kawałków zapożyczonych z różnych ruchów. Elastyczni, żyjący w globalnej wiosce wielbiciele mp3 i doświadczeni surferzy nie chcą utożsamiać się z żadną subkulturą, czy to poprzez strój czy sposób bycia. Najlepiej ma z resztą ten, kto kwalifikuje się do zasiłku.

Czy może to kapitalizm zdusił ostatecznie buntownicze zapędy młodzieży? Niekoniecznie. Młodzi są pewnie bardziej egoistyczni i bogatsi, ale też i mają więcej swobody. Bez nacisku rządów Franco nie byłoby Modivy. Gdyby nie pamięć o zaduchu i stęchliźnie lat powojennych, studenci nie wyszliby na ulice Paryża i Berlina w 1968 roku. Ponieważ rządy autorytarne odeszły w niepamięć, wraz z nimi zaginęła także krytyka, bunt i, niestety, sztuka.

W filmie "Życie na podsłuchu", gdy były minister kultury NRD, Bruno Hempf, spotyka ponownie po przełomie pisarza Georga Dreymanna, drwi: "Przypuszczam, że ma pan teraz nieco większe trudności z pisaniem".

Czasy dyktatury - jej presji i niesprawiedliwości - już za nami. Przez to artystom brakuje tematów do tworzenia. W świecie, w którym wszystko wolno, gdzie nie istnieje pojęcie tabu, młody człowiek nie wie, przeciwko czemu ma się zbuntować. Nowej Modivy Europa może się już spodziewać.