Włosi pod choinką znajdą Berlusconiego, nie inaczej

Artykuł opublikowany 17 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 17 grudnia 2010
314 przeciwko i 311 głosów za. Wstrzymujących się od głosowania 2. Parlament włoski obalił dwa wnioski nieufności przedstawione przez opozycję dla rządu Berlusconiego, który w konsekwencji zostaje przy sterze władzy.

14 grudzień 2010 był niewątpliwie najdłuższym dniem od początku legislatury obecnego centroprawicowego rządu, mającego do czynienia z wotum nieufności. O ile wynik w Senacie był bardziej przewidywalny, jako że koalicja partii Berlusconiego (Popolo della Libertá - Lud Wolności) i Ligii Północnej (Lega Nord) dysponuje w tej izbie większością (162 głosy za, 135 przeciwko, 11 wstrzymało się), to właśnie w Parlamencie odbyła się decydująca rozgrywka. Skórki bananowe i fiasko czekały już za drzwiami, ale Silvio wygrał również tym razem, na niekorzyść byłego sojusznika, Prezydenta Zgromadzenia, Gianfranco Fini.

Pomimo happy endu dla zwolenników premiera, na wyniku głosowania na Montecitorio [plac, na którym znajduje się włoski sejm] padły cienie. Wielu, prawdę mówiąc, podejrzewa o przekupienie deputowanych przez partię: w zamian za, jak krążą pogłoski, gabinety ministrów, podsekretarzy, spłacone kredyty itd. Tym bardziej, że w Prokuratura w Rzymie, 10 grudnia wszczęła śledztwo w sprawie domniemanej korupcji. Podejrzani zaprzeczają.

Kto głosował przeciwko?

Ale kto sprzeciwił się wotum nieufności? Bez dwóch słów całe PDL i Lega Nord (Liga Północna). Oraz: trzech deputowanych: z Futuro e Libertà ( Przyszłość i Wolność; partia powstała z kilkudziesięciu posłów, którzy wraz z Gianfranco Fini opuścili szeregi Popolo della Libertá w proteście przeciwko kolejnym skandalom z udziałem Berlusconiego), z Noi Sud (My Południe) i w końcu z Movimento di responsabilità nazionale (no właśnie), czyli Massimo Calearo, Bruno Cesario, Domenico Scilipoti - posłowie centrolewicy, rozstrzygnęli o wyniku. Podczas głosowania nie obyło się kilkakrotnie bez bójek między kolegami partyjnymi z Futuro Liberta i PDL-Lega Nord. Największe napięcie ogarnęło Izbę, kiedy poseł Catia Polidori (Futuro Liberta ) niezdecydowana do ostatniego momentu, oddała ostatecznie swój głos, przychylając się do gabinetu obecnego rządu. Partyjni koledzy nie zaoszczędzili jej obelg. Ale na tym nie koniec: w ciągu kilku godzin, deszcz wyzwisk ze strony nowych użytkowników spadł na profil Facebooka pani poseł.

Pyrrusowe Zwycięstwo?

Jaki oddźwięk będzie miało pyrrusowe zwycięstwo dla Berlusoniego i wspólników, okaże się w ciągu najbliższych miesięcy. Póki co, jedno jest na dzień dzisiejszy pewne - przegrana polityczna Gianfranco Fini, który, jak oświadczył prasie, nie zamierza podać się do dymisji jako Marszałek Sejmu, i dezintegracja jego partii politycznej.Tymczasem, wydaje się, że przepowiednia Umberto „Nostradamusa" Bossiego i zwolenników się ziszczą: od miesięcy rzeczywiście Lega powtarza, że wiosną 2011 r. odbędą się wybory, być może mając na uwadze, że potrzeba jedynie 2 lat, 6 miesięcy, jeden dzień do dożywotniej emerytury [we Włoszech członkom rządu i partii, z której się wywodzą, po określonym okresie czasu nieprzerwanych rządów należy się dożywotnia emerytura]. Bolesną niespodzianką okazałoby się w takim przypadku odkrycie , że po ostatnich zmianach w prawie, przywilej ten przysługuje po 5 latach.Na zakończenie cytujemy fragment z „The Guardian” z 14 grudnia: „W którym kraju lider rządu przetrwałby wniosek wotum nieufności, po tym jak został oskarżony o porozumienia energetyczne z Rosją, powiązania z Cosa Nostra, handel głosami w parlamencie, nadużyciem władzy w celu uwolnienia młodej dziewczyny wciągniętej w gry erotyczne zwane ‘bunga bunga’? A to wszystko w ciągu 2 miesięcy”. We Włoszech, nie inaczej.

Fot.  (cc)Roberto Rizzato/flickr