Włoska Chinka w Londynie.

Artykuł opublikowany 9 listopada 2016
Artykuł opublikowany 9 listopada 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Mój pobyt w Londynie post-Brexit- krótka opinia na temat tego co usłyszałam, rozmawiając z Londyńczykami.

Anglia post-Brexit. Mimo wszystko w Londynie czułam w powietrzu silny powiew Bremain- w szerokim tego słowa znaczeniu, które przedstawię w tym artykule. Jako dziewczyna pochodzenia chińskiego, która kulturowo czuje się Włoszką i Europejką- widziałam w londyńskim City wielokulturowość, która nie jest tylko mrzonką, ulotna ideą, ale kokretnym faktem.

Widziałam dziewczyny, z chustami na głowie, które pracowały w sklepie, prowadziły samochody, były nauczycielkami. Pod koniec mojego pobytu przestałam być tym (pozytywnie) zaskoczona, ponieważ jest to w Londynie czymś normalnym. 

Może to jakaś moja ułomność, ale widziałam dziewczyny pochodzące z Dalekiego Wschodu, nie tylko zupełnie zintegrowane ale będące pod każdym względem londyńczykami- podczas gdy ja urodziłam się we Włoszech, kocham moje miasto Medionalan do szleństwa, a jednak wciąż czuję się w nim gościem.

W Londynie poczułam jak wielokulturowość i integracja- hasła popularne ale również atakowane w Wielkiej Brytanii ( możliwe, że zwalczane także przez londyńczyków, jednak ja takowych nie spotkałam)- hasła te nie są jakimiś abstrakcyjnymi pojęciami, ale normalną codziennością. Wielokulturowość jest normą dla pewnej nauczycielki, która bawi się w zgadywanie ze swoimi uczniami podczas podróży pociągiem; dla pewnej dziewczyny, która z chustą na głowie jedzie samochodem na zakupy; dla chłopaka który uczy WF-u w szkole; dla kobiety, która pracuje w sklepie z kosmetykami; dla studentki która jedzie na uczelnię. Wielokultorowść w Londynie jest codziennością.