Wybory: głos za 50 euro

Artykuł opublikowany 30 marca 2009
Artykuł opublikowany 30 marca 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Tyle może być wart jeden głos w niektórych regionach Bułgarii. Krótko po tym, jak kraj wszedł do UE, podczas wyborów parlamentarnych w 2007 roku problem stał się na tyle widoczny, że Bruksela wszczęła alarm…

Mimo że jest mniej rozwinięta od zachodnich miast, Sofia przypomina w dużym stopniu inne wschodnioeuropejskie miasta. Podczas spacerów często można trafić na znak wifi, na wystawach sklepów manekiny mają na sobie modne ubrania a dwudziestoparolatkowie spotykają się w alternatywnych pubach. Jednak jest to stolica jednego z najbiedniejszych krajów UE. Już w podmiejskich terenach znajdujących się w promieniu 25 kilometrów Bułgaria musi walczyć ze swoimi największymi problemami: przestępczością zorganizowaną i korupcją.

Panowie feudalni

(asimu/flickr)Podobnie jak w reszcie Europy, fundusze unijne w Bułgarii są dystrybuowane lokalnie, tak więc często małe, skorumpowane gminy decydują, na co przeznaczone zostaną pieniądze. Komisja Europejska wstrzymała latem 2008 roku przyznanie 500 milionów euro pomocy czując, że nie jest już w stanie zagwarantować, że zostaną one wydane w etyczny sposób. Latem odbędą się kolejne wybory, prawdopodobnie nawet tego samego dnia, do wybory do Parlamentu Europejskiego (4-7 czerwca) i zwolennicy demokracji walczą o to, żeby po kraju znów nie rozeszły się opowieści o kupowaniu głosów.

Kupowanie głosów w pewnym stopniu istnieje w wielu krajach byłego bloku wschodniego, jednak w Bułgarii stało się ono zorganizowanym procederem. „Kupowanie głosów kiedyś ograniczało się do najbiedniejszych regionów” – mówi Georgi Stoychev, dyrektor wykonawczy Open Society Institute w Sofii. „Nagle jednak praktyka ta zaczęła dotyczyć również bardzo bogatych gmin”.

(Dave Keating)Lokalni biznesmeni i przedstawiciele świata przestępczego znaleźli sposób na to, żeby uzyskać władzę i dawać sobie kontrakty finansowane przez gminne pieniądze. „Zachowują się jak panowie feudalni” – mówi Svetlana Lomeva, dyrektor wykonawczy bułgarskiej Szkoły Polityki. „W Bułgarii jest zarejestrowanych obecnie około 400 partii politycznych, ponieważ wielu z nich tworzy obecnie swoje własne partie aby dojść do władzy.” „Przez to są bezkarni” – potwierdza bułgarska poseł Maria Coppone. Jako członek centroprawicowej partii w socjalistycznym parlamencie stwierdza, że ma to wiele wspólnego z rozłamie w głównych bułgarskich partiach politycznych. „Mafia wykorzystuje lokalne partie do kontrolowania miast. A teraz przygotowuje się do następnych wyborów.”

Jak to działa?

Biznesmeni-przestępcy mogą „namówić” swoich pracowników do zagłosowania na nich albo zachęcając ich podwyżką, albo grożąc degradacją. Głosy osób niezatrudnionych można łatwo kupić, a cena waha się od pięciu do pięćdziesięciu euro, w zależności od tego, jak zamożni są miejscowi, mówi Vanya Kashukeeva-Nusheva, koordynator w Transparency International w Sofii. Można to udowodnić robiąc zdjęcie wypełnionego arkusza aparatem w telefonie komórkowym. Kupujący głos może też w dniu wyborów wymienić wypełniony arkusz na pusty.

(maistora/flickr)Zazwyczaj głosy kupuje się w tysiącach. Łatwo jest sprawdzić kto na kogo głosował sprawdzając, jak głosowały poszczególne gminy – głosy są liczone lokalnie, a wyniki wyborów są publiczne. „Trudno jest udowodnić ten proceder” – mówi Stoychev. „Niektórzy biznesmeni po prostu dają podwyżki osobom, które na nich zagłosowały albo płacą wyborcom tak, jakby pracowali przy kampanii wyborczej. Podczas ostatnich wyborów biznesmen z miasta Sandanski – który praktycznie trzęsie całym miastem – został przyłapany na kupowaniu głosów.” – dodaje Lomeva. „Skazano go na karę w wysokości 2000 lewów (około 1000 euro) i ciągle jest na swoim stanowisku. Większe partie również kupują głosy na lokalnym poziomie. „Ich lokalne działy są całkowicie poza ich kontrolą” – mówi Lomeva. „Są bardziej powiązane z lokalnym biznesem niż z Sofią.”

Korzenie problemu

Jak na ironię, UE żąda obecnie reform problemu, do powstania którego sama się przyczyniła. Fundusze Unii są dystrybuowane lokalnie, w związku z czym lokalne stanowiska zyskały na wadze ponieważ to one zajmowały się dystrybuowaniem pieniędzy. Jednocześnie boom na rynku nieruchomości sprawił, że stanowiska są ważne również dlatego, że umożliwiają kontrolowanie wydawania pozwoleń na budowy. Kashukeeva-Nusheva z Transparency International mówi, że ludzie przestali wierzyć w większe partie polityczne z powodu nasilenia zjawiska kupowania głosów. „Poczucie, że partie polityczne reprezentują interesy ludzi zniknęło. Spada frekwencja wyborcza, przez co ci, którzy głosują, mają coraz większe wpływy”. W momencie, gdy ludzie wierzą, że rząd jest nieefektywny i bezużyteczny, łatwiej jest kupować ich „bezwartościowe” głosy. Według ostatnich badań mniej niż 5% Bułgarów powiedziało, że rozważyłoby taką możliwość. Jednak wrażenie jest takie, że coraz więcej ludzi decyduje się na ten krok.

NGO pracują

(allilinin/flickr)Transparency International i Open Society stworzyły „Pakt uczciwości”. W dokumencie podpisanym przez większość dużych partii politycznych pada obietnica wprowadzenia wewnętrznych zasad partii głoszących zero tolerancji dla kupowania głosów i nawołuje do stworzenia kampanii rządowej monitorującej ten proceder oraz do zwiększenia przejrzystości finansowania partii oraz ustalenie publicznego rejestru darczyńców, którzy w przyszłości mogliby jedynie przelewać pieniądze na konta partii, a nie płacić gotówką. Jak mówi Stoytchev: „jeśli partia ma dużo pieniędzy z nielegalnych źródeł, nie może kupować reklam ponieważ musiałaby złożyć deklarację. Dlatego też zamiast tego kupuje głosy”.

Największe kontrowersje wzbudza jednak fakt, że głosy miałyby być liczone nie w lokalnych komitetach wyborczych, a w regionalnych, co sprawiłoby, że informacje na temat tego, czy kupiony głos został oddany nie byłyby tak dostępne. Zasada ta sprawiła, że rządząca koalicja socjalistów i mniejszościowa partia turecka odmówiły oddania głosów. „Nie możemy zlikwidować tego procederu, ale możemy go ograniczyć” – mówi Stoytchev. „Chcemy powiedzieć: bierzcie pieniądze, ale potem zagłosujcie jak chcecie, bo kupujący i tak się nie zorientują”. Zarówno Stoychev jak i Kashukeeva-Nusheva mówią, że bez podpisu socjalistów pakt straci na sile i że utworzenie regionalnych centrów nie podlega negocjacjom. Z kolei Maria Cappone uważa, że politycy mogą pomóc ogłaszając, że sprzedawanie głosu to nie tylko przestępstwo, ale i jest szkodliwe dla państwa. Jej kampania „czyste ręce” nawołuje do całkowitej reformy narodowego rządu. W końcu to sami bułgarscy politycy powinni pozbyć się korupcji na poziomie lokalnym. „Bruksela może sobie monitorować i pisać reporty, jednak to my musimy wykonać całą robotę. Ludzie powinni nam znów zaufać.”