Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii: noc pełna wrażeń

Artykuł opublikowany 14 maja 2015
Artykuł opublikowany 14 maja 2015

Brytyjska Partia Konserwatywna odniosła jednoznaczne zwycięstwo, zdobywając 331 miejsc w parlamencie oraz 37% głosów. Partia Pracy poniosła klęskę, otrzymując zaledwie 232 mandaty oraz 30,4% głosów. Z kolei SNP (Szkocka Partia Narodowa) weszła do pierwszej trójki zamiast Liberalnych Demokratów, zajmując 56 z 59 szkockich mandatów.

Liberalni Demokraci, którzy byli w koalicji z konserwatystami przez ostatnie 5 lat, odnieśli duże straty na rzecz Partii Pracy oraz swoich byłych sojuszników. Po utracie 49 miejsc w parlamencie, zostało im ich zaledwie 8.

Porażka oraz kapelusz

Błędy Liberalnych Demokratów, szczególnie propozycja podwyżki opłat za naukę na uniwersytetach, doprowadziły do zmniejszenia liczby popierających ich osób oraz do „największej porażki od powstania partii”, jak powiedział lider zgrupowania oraz wicepremier koalicji Nick Clegg. Vince Cable, inna osobistość z szeregów Liberalnych Demokratów, wydawał się rozgoryczony, gdy przemawiał po stracie swojego mandatu. Simon Hughes, Lenne Featherstone, Danny Alexander oraz były lider Liberalnych Demokratów Charles Kennedy również stracili miejsca w parlamencie.

Cleggowi udało się zachować swój mandat dzięki zaledwie kilku tysiącom głosów, chociaż według plotek krążących w czasie wieczoru wyborczego, miał go stracić. Jednak wpływ katastrofalnych wyników jego partii był widoczny w przemowie, w której mieszały się radość i gorycz, a którą wygłosił po swoim zwycięstwie. Tego poranka Nick Clegg nie był jedynym, który stracił pozycję lidera, a porażka Liberalnych Demokratów nie była jedynym szokującym wydarzeniem wieczoru.

Pierwszą falę zdumienia wywołał sondaż przeprowadzony pod lokalami wyborczymi. Sondaże przedwyborcze wskazywały na to, że Partii Pracy oraz Partii Konserwatywnej uda się osiągnąć podobny wynik. Jednakże sondaż przeprowadzony w dniu wyborów wskazał już na zwycięstwo konserwatystów,  którzy mieli zdobyć dużo więcej mandatów niż początkowo zakładano i znacznie zblizyć się do wiekszości w parlamencie. Partia Pracy straciła natomiast 19 mandatów. Przewidywano, że Liberalni Demokraci stracą 47 miejsc w parlamencie, co skłoniło stratega wyborczego Paddy’ego Ashdowna do złożenia obietnicy, że zje swój kapelusz na wizji, jeśli te przewidywania okażą się prawdą. Na pewno pożałował tych słów, ponieważ Andrew Neil, prezenter BBC, wręczył mu kapelusz w trakcie transmisji na żywo.

Królowie Szkocji

SNP (Szkocka Partia Narodowa) spowodowała drugie zaskoczenie tego wieczoru - wcale nie dlatego, że jej sukces był nieoczekiwany, ale ponieważ jej wynik jest imponujący. Po tym, jak 45% Szkotów zagłosowało ubiegłej wiosny za niepodległością, partia zyskała wielu nowych członków. To nowe poparcie, które w niektórych hrabstwach dawało SNP 35% przewagę nad innymi kandydatami, pozwoliło im zgnieść opozycję, zwłaszcza laburzystów. SNP otrzymała 56 mandatów w parlamencie, zostawiając tylko 3 miejsca dla pozostałych szkockich partii. Jedna z kandydatek SNP, 20-letnia studentka Mhairi Black, pokonała przewodniczącego kampanii Partii Pracy Douglasa Alexandra i została w ten sposób najmłodszą od 300 lat członkinią parlamentu.

Sondaże publikowane w miarę upływu czasu okazywały się coraz bardziej trafne. Pierwsze wyniki udowodniły, że Partia Pracy nie była w tak dobrej formie, jak uważano w największych okręgach wyborczych. Rozczarowanie sączyło się z wygłoszonej w Doncaster przemowy lidera laburzystów Eda Milibanda. W okręgu tym jego poparcie w tegorocznych wyborach było takie samo, jak w 2005 roku, kiedy uzyskał miejsce w parlamencie. Wewnątrz partii nikt nie mógł w to uwierzyć, ponieważ uważano, że Miliband prowadził dobrą kampanię oraz że miał duże szanse na utworzenie rządu. Swoje stanowiska straciły grube ryby gabinetu cieni, w tym szef kampanii Douglas Alexander oraz kanclerz z gabinetu cieni Ed Balls.

Komentatorzy zastanawiali się nad tym, co mogło się wydarzyć w dniu wyborów, ponieważ sondaże bardzo się pomyliły. Według ankieterów Ipsos MORI, wyborcy w ostatniej chwili musieli zmienić zdanie, skuszeni tak zwanym bezpieczeństwem oferowanym przez konserwatystów w obliczu „zagrożenia” ze strony SNP (będącej w koalicji z laburzystami) oraz z braku wiarygodności Eda Milibanda, pomimo dużych wysiłków włożonych w trakcie kampanii w poprawę jego wizerunku.

Nieco później tej samej nocy niezwykły sukces Partii Konserwatywnej, tak bardzo odległy od tego, co przepowiadały sondaże realizowane tuż po głosowaniu, zadziwił cały świat i był powodem do wielkiej radości torysów. Szczególnie David Cameron wyszedł niezwykle zwycięsko z tych wyborów ponieważ, wbrew wszelkim oczekiwaniom, zdobył dla swojej partii zdecydowaną większość w parlamencie. Upór, jakim wykazują się konserwatyści w całym kraju, pozwolił im na zdobycie większej ilości mandatów niż miało to miejsce w wyborach w 2010 roku. Niektórzy przez chwilę uważali, że torysi mogą stać na czele rządu, który nie uzyskał większości. W ten sposób Cameron stałby się jedynym liderem konserwatystów, który przegrał wybory, zatem to zwycięstwo jest również jego ogromnym osobistym sukcesem. Teraz musi stawić czoła problemom, jakie mogą spowodować inni deputowani, w tym jego potencjalni rywale: Boris Johnson (obecny burmistrz Londynu - przyp. red.) oraz Theresa May.

Ed Miliband zrezygnował z pozycji lidera partii po porażce laburzystów, przepraszając wszystkich za swoją przegraną. Koniec końców, brak poparcia w dużych angielskich regionach, w których laburzyści przegrali na rzecz konserwatystów pomimo kilku sukcesów w Londynie oraz spadku popularności w Szkocji, doprowadziły do wyborów nowego lidera, mającego zastąpić Milibanda. Kierunek, jaki obierze nowy przewodniczący, będzie miał poważne konsekwencje dla całej partii.

W stronę skłóconego królestwa?

Również Nigel Farage zrezygnował ze swojego stanowiska lidera Ukipu, co było następstwem obietnicy, że zrobi to, jeśli nie wygra w okręgu wyborczym South Thanet, a tak właśnie się stało. Ukip otrzymał dużą ilość głosów, bo aż 13% w skali kraju. Partia znalazła się nawet na 2 miejscu w niektórych okręgach, ale wynik w postaci 1 mandatu w parlamencie jest godny pożałowania. Przyznawanie mandatów parlamentarnych jest tak bardzo nielogiczne, że po majowych wyborach powinna zostać rozważona reforma wyborcza. Ukip otrzymał 4 miliony głosów za jeden jedyny mandat, podczas gdy SNP zebrała połowę tych głosów, ale zdobyła 56 miejsc w parlamencie.

Sukces SNP wywołuje wiele pytań odnośnie tego, co zrobią członkowie partii z zyskanymi wpływami. Obserwowanie, jak przeważający w parlamencie konserwatyści poradzą sobie z zaistniałą sytuacją będzie niezwykle ciekawe, ale David Cameron już zapowiedział, że uczyni ze szkockiego rządu „jeden z najbardziej wpływowych zdecentralizowanych rządów”. Szefowa SNP, Nicola Sturgeon, powtarzała przy każdej możliwej okazji, że zrobi wszystko, co w jej mocy, aby trzymać konserwatystów z dala od rządu. Chociaż oświadczyła, że oczekuje bardziej progresywnej polityki ze strony Pałacu Westminsterskiego, zwiększone poparcie dla SNP mogłoby przyczynić się do wznowienia debaty na temat niepodległości Szkocji.

David Davis zasugerował z samego rana, że zmiany strukturalne w Szkocji mogą być niezbędne, aby można było mówić o zgodzie pomiędzy torysami a SNP, opartej na obietnicy maksymalnego zwiększenia autonomii Szkocji przy jednoczesnym pozostaniu w Królestwie, czyli tzw. „devo-max”. Burmistrz Londynu Boris Johnson, któremu udało się zatrzymać swoje miejsce w parlamencie, mówił o obraniu kierunku bliskiego „strukturze federalnej”. Autonomia finansowa najprawdopodobniej spowodowałaby duży deficyt w Szkocji, a biorąc pod uwagę najniższe w historii ceny ropy, kraj ten mógłby sobie z tym nie poradzić.

Wielkim przegranym jest zatem Partia Pracy, a zaraz za nią Liberalni Demokraci. SNP jest bez wątpienia wielkim wygranym, ponieważ partia zdobyła prawie wszystkie szkockie mandaty, otrzymując poparcie w postaci połowy głosów. Jeśli chodzi o Partię Konserwatywną, są oni zaskakującymi zwycięzcami, uzyskując większość w parlamencie po raz pierwszy od 1992 roku. Tylko tajwańskie animowane wiadomości są w stanie przekazać tę szokującą wiadomość:

Wybory w Zjednoczonym Królestwie w 2015 roku: Partia Konserwatywna zdobywa większość w Pałacu Westminsterskim, Cameron odnajduje swój urok – Tomo News