Wybory w Austrii: czy Europa powinna bać się populizmu?

Artykuł opublikowany 2 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 2 czerwca 2016

[OPINIA] Po emocjonującej drugiej turze wyborów w Austrii niezależny kandydat Alexander Van der Bellen został nowym prezydentem kraju, wygrywając z Norbertem Hoferem ze skrajnej prawicy. Mimo takiego wyniku, te wybory to kolejny dowód na rosnącą siłę populizmu w Europie.

 „Kiedy byłem dzieckiem, nauczyłem się, że jesteśmy różni, ale możemy żyć razem, okazując sobie wzajemny szacunek” – właśnie te słowa wypowiedział Alexander Van der Bellen, nowo wybrany prezydent Austrii podczas wieczoru wyborczego 23 maja 2016 roku. Byłemu liderowi partii zielonych Die Grünen w końcu udało się uzyskać przewagę nad kandydatem Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs, FPÖ). W tych wyborach wyniki pozostawały niepewne do samego końca, bo między kandydatami było zaledwie 31 tys. głosów różnicy.

Unia Europejska może więc odetchnąć z ulgą – Austria nie będzie miała skrajnoprawicowej głowy państwa. Mimo że rola prezydenta jest w tym kraju ograniczona, wybór populistycznego kandydata miałby wymiar symboliczny.

Chociaż tym razem przegrał, nie należy zapominać, że kandydat FPÖ Norbert Hofer zdobył ponad jedną trzecią głosów w pierwszej turze i 49,7% w drugiej. Ten rozkład sił odzwierciedla obecną sytuację w Europie, gdzie populizm stale rośnie w siłę i stara się na dobre zadomowić na scenie politycznej.

Skrajna prawica na pierwszym planie w wielu państwach Europy

W czasie, kiedy Unia Europejska i większość jej państw członkowskich muszą mierzyć się z bezprecedensowym kryzysem gospodarczym i migracyjnym, partie skrajnej prawicy, eurosceptycy i przeciwnicy imigracji wykrawają dla siebie miejsca w obecnym krajobrazie politycznym.

Aby zdać sobie sprawę ze skali tego zjawiska, wystarczy rzucić okiem na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego z 2014 roku. W 4 z 28 państw członkowskich na prowadzenie wyszły partie eurosceptyków, a mianowicie francuski Front Narodowy (Front National, FN), Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UK Independence Party), belgijska partia Nowy Sojusz Flamandzki (Nieuw-Vlaamse Alliantie, N-VA) oraz Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti, DF). Kiedy uświadomić sobie polityczne i symboliczne znaczenie tych krajów w Unii, zwłaszcza Wielkiej Brytanii i Francji, trudno zignorować te wyniki.

Także w innych państwach Europy partie eurosceptyczne i skrajnoprawicowe uzyskały w 2014 roku dobre wyniki. Można tu przytoczyć przykłady Holandii, gdzie Partia Wolności (Partij voor de Vrijheid, PVV) uzyskała drugie miejsce, Finlandii z Partią Finów (Perussuomalaiset, PS) na trzeciej pozycji, czy też Węgier, w których Ruch na rzecz Lepszych Węgier (Jobbik) uzyskał drugi najlepszy wynik po Węgierskiej Unii Obywatelskiej (Fidesz).

Podobną tendencję da się zaobserwować w różnych państwach przy okazji wyborów krajowych. Przykład Austrii jest szczególnie rażący - kandydat skrajnej prawicy uzyskał tam w pierwszej turze 36,4% głosów, pozostawiając innych kandydatów daleko w tyle i powodując, że FPÖ stało się pierwszą siłą polityczną państwa. Wzrost poparcia dla nacjonalistów nie ominął też Niemiec, gdzie Alternatywa dla Niemiec (AfD) uzyskała 24% głosów w landzie Saksonia-Anhalt w ramach wyborów lokalnych w marcu tego roku.

Chociaż w dwóch ostatnich przypadkach skrajnoprawicowe partie nie wchodzą w skład koalicji rządzących, nie można tego powiedzieć o innych państwach Europy. Partia Finów zajęła w Finlandii drugą pozycję w wyniku wyborów parlamentarnych z kwietnia 2015 roku oraz stanowi część koalicji. Warto dodać, że szef fińskiego MSZ Timo Soini jest członkiem tego ugrupowania politycznego.

Na chwilę obecną tylko kilku krajom udało się ustrzec przed wielką falą skrajnej prawicy ze względów historycznych, kulturowych czy społecznych. Takim państwem jest Hiszpania, gdzie prawie nie można mówić o istnieniu patii populistycznych. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych w grudniu 2015 roku osiągnęły one nic nie znaczące wyniki (mniej niż 0,05% głosów). Podobnie jest w Portugalii czy Irlandii – w poliyce tych państw prym wiodą „tradycyjne" partie.

Rządy z elementami nacjonalizmu i konserwatyzmu

Chociaż uwaga wszystkich kieruje się na kraje, w których partie skrajnej prawicy osiągają dobre wyniki w wyborach, także poza nimi coraz częściej pojawiają się rządy o tendencjach prawicowych, które zaczynają flirtować z retoryką populistyczną - szczególnie w krajach, które weszły do UE w 2004 roku.

Jednym z najlepszych przykładów może być węgierski premier Viktor Orbán, znany ze swoich ostrych wypowiedzi przeciwko Unii Europejskiej, głównie w kwestii polityki migracyjnej. Potężna skrajnoprawicowa węgierska partia Jobbik popiera rząd w tej sprawie.

Można podać tu także przykład premiera Słowacji Roberta Fico, chociaż reprezentuje on lewicę, albo ostatnie zmiany polityczne w Polsce, gdzie w październiku 2015 roku do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość.

Nie ma się więc co świętować wyników wyborów w Austrii. Mimo że w obliczu wyników pierwszej tury wygrana przeciwko skrajnej prawicy jest miłą niespodzianką, należy zadać sobie pytanie, dlaczego aż tyle osób podziela poglądy FPÖ.

Trzeba będzie uważnie obserwować nadchodzące wydarzenia polityczne w Europie, takie jak zapowiedziane na przyszły miesiąc referendum w sprawie Brexitu, czy francuskie wybory prezydenckie w 2017 roku. Już dziś bowiem sondaże przewidują, że partie populistyczne, choć nie mają szansy na wygraną, mogą otrzymać duże poparcie wyborców.