Wybory we Francji nie uzdrowią Europy

Artykuł opublikowany 16 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 16 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Wielu mieszkańców Europy wierzy, że kryzys, który dotyka Europę, zostanie zażegnany wraz z wyborami prezydenckimi we Francji, które rozgrywać się będą od 22 kwietnia do 6 maja.

Być może właśnie bliskość tych wyborów skłoniła kanclerz Niemiec Angelę Merkel (która od stycznia do czerwca pełni także funkcję Przewodniczącej Rady Europejskiej) do przedstawienia w marcu w Berlinie propozycji wznowienia procesu ratyfikacyjnego Traktatu Konstytucyjnego razem z ogłoszeniem tak zwanej Deklaracji Berlińskiej. Tymczasem, według sondażu przeprowadzonego przez IFOP (Francuski Instytut Opinii Publicznej) w grudniu 2006 roku, 28% obywateli Francji "ma nadzieję, że głównym celem polityki zagranicznej przyszłego prezydenta będzie ustanowienie wiodącej roli Francji w Unii Europejskiej". Jest to drugie z najczęściej wymienianych przez ankietowanych wymagań w stosunku do głowy państwa. Jak to w 1946 roku określił Winston Churchill, "wszecheuropejska unia nie jest możliwa bez udziału Francji i Niemiec".

Do niedawna Francja wyznaczała rytm w Unii. To ona powstrzymała utworzenie europejskiego wojska w 1954 i wprowadziła podstawy wspólnego rynku dzięki polityce Jacques'a Delorsa. Chociaż już 17 krajów ratyfikowało Traktat Konstytucyjny, Francja odrzuciła go w 2005 paraliżując dalszy rozwój procesu.

Jednak, wątpliwe jest założenie, że wybór nowego prezydenta zmieni obecną sytuację w znaczący sposób.

Wspólna polityka nie zależy od przyszłego prezydenta Francji

Wynik wyborów prezydenckich we Francji nie ma wpływu na właściwie żadną z ważnych europejskich kwestii. Budżet UE ustalany jest co 6 lat i niedawno zaczął się nowy przedział, który obejmuje okres od 2007 do 2013 roku. Niezależnie od tego, kto będzie rządził Francją w tym czasie, nie mogą zajść żadne zmiany odnośnie wysokości i podziału dotacji unijnych.

Zarówno centrysta, Bayrou, jak i konserwatywny Nicolas Sarkozy oraz kandydat skrajnej prawicy Le Pen są przeciwni rozszerzeniu UE o Turcję. Jednak prawda jest taka, że kraj ten ma jeszcze wiele zaległości, jeśli chodzi o spełnienie unijnych wymagań, nad czym będzie musiał pracować przez kilka lat. Fakt ten prawdopodobnie skłonił kandydatkę socjalistów, Ségolène Royal do opowiedzenia się za przystąpieniem Turcji do UE, jeśli spełni warunki wspólnoty. Gest to sprytny, skoro wiadomo, że w czasie 5 lat najbliższej kadencji nie będzie potrzeby zwoływania referendum w sprawie kolejnego rozszerzenia UE (czego wymaga francuska konstytucja).

Natomiast Strategia Lizbońska, plan rozwoju dla Europy, dzięki któremu miałaby się ona stać najbardziej dynamicznym i konkurencyjnym regionem gospodarczym na świecie, pozostanie jak zwykle w martwym punkcie. Jako przykład można podać opóźnienie europejskiego programu Galileo. Państwa zaangażowane w projekt nie mogą dojść do porozumienia i chcą teraz zwrotu włożonych pieniędzy w formie kontraktów. Jacques Barrot, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ostrzegł 15 marca: "opóźnienia zagrażają uruchomieniu konstelacji satelitów znanych jako europejski odpowiednik systemu GPS".

Niemcy i Wielka Brytania nie dostarczyły pieniędzy, do których się zobowiązały. Podobną dynamikę ma spór, który już od kilku miesięcy toczy się między Niemcami a Francją w sprawie EADS (Europejski Koncern Lotniczo-Rakietowy i Obronny). W tym europejskim gigancie transportu lotniczego, Niemcy od Daimler-Chrysler chcą rozdzielić dywidendy a rząd francuski - który jest także akcjonariuszem konsorcjum - nie zgadza się na całkowitą redukcję 10.000 pracowników. Widocznie współpraca nie jest w modzie, bo żaden z francuskich kandydatów na prezydenta nie zaproponował możliwego rozwiązania tej sytuacji.

Mini traktat czy może traktat w wersji mikro?

Pozostaje problem znalezienia nowego sposobu podejmowania decyzji. Jeśli decyzje w UE składającej się z 27 państw miałyby zapadać za sprawą konsensu lub większości kwalifikowanej, sparaliżuje to jakiekolwiek jej działania.

Nicolas Sarkozy, proponuje "mini-traktat" skupiający się na aspektach, których wyborcy francuscy nie odrzucili w czasie kampanii na rzecz referendum. "Jednakże", zauważa Gerard Onesta, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i członek grupy Zielonych, "taki mini traktat może zamienić się w traktat mikro, w którym pozostanie niewiele z dawnych norm, jako że państwa członkowskie nie będą w stanie dojść do porozumienia co do tego, czego można się pozbyć a co należy zostawić z aktualnego tekstu i doprowadzi to do pewnego uproszczenia". Kandydatka socjalistów, Ségolène Royal, i kanclerz Niemiec, Angela Merkel, proponują zorganizować kolejną konferencję międzyrządową, aby opracować nową, bardziej zwięzłą wersję traktatu. "Tylko że na takiej konferencji spotkają się te same osoby co parę lat temu i raczej nie wymyślą niczego nowego", wyraża swe obawy Onesta.

Nowy, mniejszy objętościowo traktat, może zwiększyć rozczarowanie wśród mieszkańców 17 krajów europejskich, które pogrążają się w pewnej apatii, na co wskazuje choćby niska frekwencja w referendum. Innym sygnałem, który skłania do pesymizmu jest protest państw takich jak Polska i Czechy (które jeszcze nie ratyfikowały traktatu konstytucyjnego) w sprawie użycia terminu "konstytucja" w tak zwanej Deklaracji Berlinskiej Angeli Merkel. Raczej brak im entuzjazmu co do kontynuacji procesu.