Wyludniony rynek czytelnictwa w „Jugosferze”

Artykuł opublikowany 26 sierpnia 2011
Artykuł opublikowany 26 sierpnia 2011
„Obojętność wobec książek prowadzi do nierozważnego zubożenia naszego życia” - to słowa Ivo Andricia, najznamienitszego jugosłowiańskiego pisarza. Pięćdziesiąt lat po tym, jak otrzymał nagrodę Nobla, mieszkańcy byłej Jugosławii są niebezpiecznie blisko zignorowania jego słusznej przestrogi.

– Coraz mniej osób sięga po książkę. Mniejsza liczba sprzedawanych publikacji oznacza, że wydawcy i autorzy cierpią – zgrabnie podsumowuje sytuację Seid Serdarević z chorwackiego wydawnictwa Fraktura. Jeden z czynników wpływających na spadek czytelnictwa ma charakter ekonomiczny; mieszkańców byłej Jugosławii najzwyczajniej w świecie nie stać na zakup książek. – Ludzie pracują, ale nie otrzymują wynagrodzenia. Zaciągają pożyczki, by pokryć koszty utrzymania – tłumaczy Slađana Bukovac, chorwacka powieściopisarka i członkini Fraktury.

Niski poziom życia a powrót do czytania

W sąsiadującej Bośni poziom życia jest jeszcze gorszy: tam różnica między przychodem a wydatkami wciąż rośnie. W marcu 2011 r. średnie zarobki wynosiły 818 marek (ok. 1700 zł). Z kolei wartość żywności zakupionej w tym samym czasie przez czteroosobową rodzinę była ponad dwa razy wyższa, wynosiła bowiem 1800 marek [ok. 3800 zł]. Natomiast koszt przeciętnej książki to ok. 10 marek [ok. 21 zł]. Tak w Bośni, jak i w Serbii wydawcy borykają się z problemem wysokiego podatku VAT: odpowiednio 17% i 8%, czego wynikiem jest niższa produkcja książek oraz mniejsze honoraria dla pisarzy i tłumaczy. Chorwaci zarabiają średnio prawie dwa razy więcej niż Bośniacy, otrzymując ok. 5480 kun (2940 zł), a mimo to przeciętna książka kosztuje tam tyle samo, co wydanie w twardej oprawie w Anglii (od 15-20 funtów szterlingów). Niskie zarobki w połączeniu z brakiem rządowych dotacji dla pisarzy w tych krajach oznaczają, że aby przeżyć, muszą oni podjąć dodatkową pracę. Nenad Popović, założyciel wydawnictwa Durieux w Zagrzebiu, mówi: – Pisarzom brak czasu, by poświęcić się jednocześnie tworzeniu i pracy. W rezultacie są kiepskimi dziennikarzami i pisarzami.

Wywiad z Robertem Persicem na cafebabel.com

Jednak obniżenie cen książek i podniesienie zarobków niekoniecznie musi wzmocnić pozycję książek na rynku. Ludzie odzwyczaili się od czytania. Przeciętny Chorwat kupuje średnio trzy książki rocznie. Debiutancka powieść Roberta PerisicaNaš čovjek na terenu, chorwacki bestseller 2008 r., sprzedała się jedynie w 1904 egzemplarzach w kraju, który liczy sobie 4 miliony mieszkańców. – Klasa średnia, która książki kupuje, opuściła byłą Jugosławię w czasie wojen; ludzie, którzy zostali, nie chcą wydawać na nie pieniędzy – skarży się Slađana Bukovac.

„Jugosfera” przychodzi z pomocą

Do całkowitego upadku ekonomicznego wydawców i pisarzy na Bałkanach nie doszło dzięki „Jugosferze”. Ta wspólna sfera idei i tradycji, którą po raz pierwszy zidentyfikował brytyjski dziennikarz Tim Judah w swoim artykule dla „The Economist”, przetrwała rozpad Jugosławii. Chorwaci i Serbowie podkreślają różnice między ich językami, np. poprzez tworzenie nowych słów, mających uwydatnić regionalną odrębność językową, a nawet – jak to miało miejsce w jednym przypadku – opatrzenie filmu serbskiej produkcji napisami w języku „chorwackim”. Nie zmienia to faktu, że obie nacje posługują się wspólnym językiem. Mieszkańcy byłej Jugosławii gustują w tych samych filmach i muzyce, a w różnych regionach można oglądać te same przedstawienia teatralne. Sytuacja rysuje się tak samo w świecie literatury. Belgrad, Zagrzeb i Sarajewo łączy już wspólny rynek. Dla bośniackich i czarnogórskich pisarzy, pochodzących z krajów, które są za małe lub za biedne, by utrzymać przy życiu przyzwoity rynek księgarski, wspólny język okazał się wybawieniem, zapewnił im bowiem większy rynek zbytu.

Zdjęcie z 2004

– Ponieważ zmodyfikowanie wspólnego języka do tego stopnia, by stał się niezrozumiały dla drugiej strony, jest niemożliwe, bałkańscy pisarze mogą znaleźć czytelników w różnych częściach Bałkanów – twierdzi bośniacki pisarz Igor Štiks. Sytuacja ekonomiczna również przyczyniła się do tego, że twórcy i wydawcy połączyli siły, by w przyszłości Bałkany mogły cieszyć się lepszym stanem czytelnictwa. Od kilku lat Chorwaci uczestniczą w Międzynarodowych Targach Książki w Belgradzie. Z kolei czasopismo „Sarajevo Notebook”, w którym za pomocą tematyki kulturowej pisarze z całego regionu propagują współdziałanie i odbudowywanie osłabionych wojną domową więzi, obchodziło niedawno swoje dziesiąte urodziny.

Byle (nie) o wojnie

Jego druga powieść została opublikowana w 10 językach

– Pisarze mają nadzieję, że ta wspólna literacka kultura pozwoli im rozliczyć się z okresem wojen i pogodzić z niedawną, krwawą przeszłością – twierdzi Igor Štiks. – Literaci powinni być zaangażowanymi intelektualistami, którzy wychodzą poza schemat aktualnych wydarzeń. Powinni oni zapewnić nam przestrzeń, w której będziemy mogli stawić czoła naszej przeszłości i ją zrozumieć. Pochodzący z Sarajewa 33-latek, który wyjechał stamtąd na początku toczącej się w latach 1992-1995 wojny domowej, a obecnie mieszka w Edynburgu, przyznaje, że jego wspomnienia dotyczące konfliktu były zbyt świeże i bolesne, by opisać je w jego pierwszej książce pt. Zamek w Romanii (Dvorac u Romagni, 2000). Później zdał sobie sprawę z tego, że aby pozbyć się tych wspomnień i żyć dalej, musi o tym konflikcie napisać. Štiks uważa, że pisarze powinni w swych dziełach poruszać tematy osobiste – w przeciwnym razie zamienią się w tworzące beletrystykę automaty. – Praca nad Krzesłem Eliasza (Elijahova stolica, 2006), w której tłem dla niektórych fragmentów jest oblężenie Sarajewa, miała charakter katharsis – wyjaśnia.

Mimo wszystko literacka „Jugosfera” nie jest jeszcze zbyt silna, a odwieczne konflikty i obawy wciąż czają się za rogiem. - Dwadzieścia lat po wybuchu wojny domowej nadal rządzi nami poprawność polityczna – twierdzi Slađana Bukovac. – Wielu pisarzy porusza kwestię wojny tylko pośrednio, nie chcąc urazić pozostałych mieszkańców Bałkanów. Mówią o „delikatnym zabijaniu”, używają określeń typu „źli ludzie” lub też zupełnie pomijają ten temat. Taka niechęć do rozliczenia się z przeszłością sprawdza się w przypadku polityków, ale literaturze nie przynosi niczego dobrego – dodaje. Katharsis jest ostatnią rzeczą, jakiej pragnie wielu pisarzy, a nawet czytelników.

Fot. główne ©Fraktura; tekst: książka (cc) Jian Awe/ Flickr; biblioteka w Sarajewie (cc) ronantighe/ Flickr; Igor Stiks © Ema Szabo