Wyzwolony Tunis, obraz po rewolucji

Artykuł opublikowany 21 lutego 2011
Artykuł opublikowany 21 lutego 2011
Po wybuchu rewolucji, która rozprzestrzeniła się w całej Afryce północnej i na Bliskim Wschodzie, Tunis wraca do życia a jego mieszkańcy odkrywają na nowo utraconą wcześniej autonomię.

Z lotu ptaka, Tunis to przestrzeń białych domów gdzie jezioro łączy się z morzem - Śródziemnym, ale widzianym jakby do góry nogami. Różowe flamingi tworzą fale na powierzchni wody, chodzą po niej lekko podobnie jak Jezus Chrystus. W ferworze najnowszej historii na ulicach zapach jaśminu i herbaty z orzeszków pinii łaskocze zmysły odwiedzających. Tymczasem pozostałe zmysły rozpraszają się pomiędzy oszołomienie dźwiękami klaksonów a chaosem Avenue Bourguiba i wizją samochodów pancernych, które ochraniają banki, ulice, pałace prezydenckie i nawet niektóre supermarkety.

„Obecnie turyści pozostają pobożnym życzeniem”

Po atakach na siec supermarketów Monoprix (znajduje się na „czarnej liście” firm związanych z rodziną Trabelsi, pochodzi z niej żona prezydenta Bena Ali), klienci sieci Carrefour proszeni są o parkowanie przy jedynym wyjściu bez podwójnej linii elektrycznego drutu kolczastego. Hotel, w którym miałem się zatrzymać jest nieczynny: zamieszki podburzone przez złośliwych donosicieli skłoniły kierownika Regency do zamknięcia. „Tak więc w tych dniach turyści są jeszcze złudzeniem” - tłumaczy. Zostałem przeniesiony nieopodal, do hotelu Ramada, położonego na obszarze między miasteczkiem La Marsa i piękną miejscowością Sidi Bou Said, jednak obawia się tam prześladowań i efektu domina, a personel jest ograniczony do minimum.

Tunezyjczycy odkrywają na nowo - ale dla wielu z nich jest to absolutna nowość - przyjemność informacji docierających z telewizji, radia czy z gazet. A od kilku tygodni po odblokowaniu Internetu, można już korzystać z Facebooka, Twittera i YouTube. Jednak najważniejsze są głosy ulicy, która jest nadal głównym z mediów w kraju, gdzie klasa dziennikarska przez dziesięciolecia została znieczulona zaniechaniem, przyzwyczajona do ciepłej posadki w prezydenckim biurze prasowym: artykuły są gotowe na biurku i zostaną opublikowane bez cenzury.

Wolność prasy

Dziennik „La Presse” pełni główną rolę w przebudzeniu ze snu mediów. Dowodem jest to, że pierwszego dnia, kiedy zniesiono godzinę policyjną (wtorek, 15 lutego) gazeta ukazała się w kioskach z niepublikowaną inicjatywą typu Orson Welles, datując wydanie symboliczną datą z 16 czerwca 2014 r., wtedy to byłyby po raz kolejny przeprowadzanie wybory-farsa z wskaźnikami procentowymi wygranej prezydenta Bena Alego. Wielostronicowy divertissement [fr. dosł. zabawa, rozrywka; wieloczęściowy utwór muzyczny, widowisko o mieszanym charakterze, przyp. tłum.] przypomina jeszcze jak Muzeum Rewolucji w Tunezji dołączyło do listy UNESCO i jest jednym z 50 najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie, a także o tym, jak drżą brazylijscy piłkarze [gospodarze Mistrzostw Świata w 2014 r. przyp. tłum] przed Orłami Kartaginy.

Wydane specjalne La Presse

Na ulicach Medyny poczucie godności przezwycięża strach: „W końcu stało się jasne, ile było warte 94% poparcia dla Bena Alego. Arabski naród pokazał, co może zrobić: jestem dumny, że bunt rozpoczął się właśnie tutaj, że Tunezja dała przykład dla wszystkich braci w Afryce Północnej”. Naceur ma 44 lata i jest właścicielem stoiska z różnymi artykułami lokalnego rzemiosła z Sidi Bou Said. Po zakupie kilku sztuk lokalnego rękodzieła, kłania się nam uniżenie: „Dziękuję za pomoc w pobudzeniu gospodarki Tunezji”, dziękując po zakończeniu wyczerpujących negocjacji, opartych na podstawie litanii „żyj i pozwól innym na to samo”. Następnie, z powodu nieobecności innych klientów, którym mógłby poświęcić uwagę, zwierza się stałym bywalcom: „Wielu, tych najuboższych, wypływa do Lampedusy i na Sycylię, na prowizorycznych łodziach i muszą czasem zapłacić do 4000 dinarów ( około 2000 euro) za przewiezienie do Włoch”. Jednak Belpaese [dosł. piękny kraj, Włochy], cokolwiek twierdzi Maroni, rzadko jest ostatecznym celem, którym często dla Tunezyjczyków jest Francja. I to nie tylko ze względu na kwestię języka, ale perspektywy i appeal.

„Muszą go tu przywieźć, w otwartej trumnie!”

Przemysłow turystycznemu trudno jednak powrócić do dawnej kondycjiAdel, 49 lat o ciemnej karnacji wysuszonej piaskiem w Tozeur, gdzie spędził dzieciństwo, wyznaje, że boi się przejęcia władzy przez wojsko. Rzeczywiście jednak po grabieżach kilka dni po buncie, teraz nawet strajki się kończą, a kraj wydaje się powoli powracać do normalnego życia. Nie ma już godziny policyjnej, a ludzie powoli znajdują odwagę, aby wychodzić wieczorem. Tymczasem wrogość wobec byłego prezydenta i jego rodziny nie ustępuje nawet po informacjach na temat stanu zdrowia Bena Alego. Massimo, 35 lat, włoski imigrant trzeciego pokolenia, na pewno nie chce być oszukany: „Muszą go tutaj przywieźć, ale w otwartej trumnie, byśmy mogli upewnić się, że to on. Lepiej dla niego, że się nie pokazuje w kraju, ponieważ jego koniec byłby o wiele gorszy niż domniemany przebieg choroby".

Bunt rozpoczął się od strony pustyni wokół Tozeur i rozprzestrzenił się szybko „na skrzydłach” portali społecznościowych, doprowadził do obalenia lub zachwiania dyktatury głównych reżimów w świecie arabskim. Chłopak, którego spotkałem w ciągu dnia, prosi mnie o przyjęcie go do grona znajomych na Facebooku. Nie ma jeszcze zdjęcia w profilu. Metamorfoza jest oczywista: podobnie jak jego, oblicze tego kraju jest do odkrycia na nowo.

Fot. (cc) (cc) John Yavuz Can/flickr; La Presse zrzut ekranu lapresse.tn; Sidi Bou Said (cc) jean-pierre jeannin/flickr