Yann Tiersen: „Francja odrzuca swoje bogactwo kultur”

Artykuł opublikowany 24 sierpnia 2012
Artykuł opublikowany 24 sierpnia 2012
Znają go wszyscy, ale niewiele osób naprawdę wie, czym się zajmuje. A jednak Yann Tiersen ostatnio nie próżnował: po wydaniu swojego ostatniego albumu „Skyline” w 2011 roku (Mute Records), koncertował i brał udział w wielu projektach, krążąc między USA, Ouessant i Paryżem.
Spotkaliśmy się w paryskim gniazdku muzyka, gdzie opowiedział nam o swojej muzyce, o Bretanii, Europie, podróżach, o swoim życiu... I o Francji, która, jak twierdzi, jest zamknięta w skorupie.

Schody z jasnego drewna prowadzą do przestronnego pokoju, gdzie na półkach piętrzą się aż po sufit setki płyt winylowych. Biały pies artysty, Wolter wita mnie radośnie. „Mieszkam tu od 2003 roku” – mówi Yann Tiersen, podając kawę. Swobodnie, bez butów i z papierosem w ustach przechodzi przez pokój i nastawia płytę. Na tarasie, gdzie siedzimy, dostrzegam rolki. „Mam dwójkę dzieci, to dlatego spędzam w Paryżu połowę roku” - wyjaśnia. Pokój wypełnia magiczna muzyka islandzkiego zespołu Múm.

Podróżnik

Resztę czasu Bretończyk spędza na trasach koncertowych i w Ouessant – „w domu”, na wysepce niedaleko Półwyspu Bretońskiego, gdzie samotnie pracuje nad swoimi albumami. Lekko zmierzwione włosy i kolczyk w uchu nadają mu wygląd marynarza, jednego z tych, którzy szybko poznali wielką różnorodność świata i opuścili ląd, aby jej doświadczać.Muzyk wrócił właśnie z trasy po Islandii i USA. „To tam teraz najwięcej koncertuję. To była moja czwarta trasa po Ameryce w ciągu ostatnich 2 i pół roku”. Na koncertach grał głównie utwory z dwóch ostatnich albumów „Dust Lane” i „Skyline”, bardziej post-rockowych i hipnotyzujących niż poprzednie. Chociaż publiczność w tych krajach reaguje bardzo dobrze, w rodzimej Francji zamyka się go często w szufladce kompozytora muzyki do „Amelii”. „Mam z tym tutaj problem. Poza Francją jest inaczej, więc nie jest tak źle. Nie wiem dlaczego, ale przeszkadza mi ta sytuacja. Francja nie jest krajem o bardzo rozwiniętej kulturze muzycznej, w Bretanii jest inaczej – „normalnie”, jak w innych częściach Europy, gdzie tradycja muzyczna jest o wiele bogatsza”.

Bard naszych czasów

Yann twierdzi, że w jego twórczości nie było zwrotów w stronę rocka czy w stronę electro. „Ewoluowałem stopniowo, z każdym albumem. To, co tworzę teraz, to nie do końca electro. Wziąłem udział w projekcie muzyki elektronicznej, ale album jeszcze się nie ukazał”. Projekt nosi nazwę „Elektronische Staubband”, co jest przybliżonym tłumaczeniem na niemiecki tytułu „Dust Lane”. „Gdy w zeszłym roku znów ruszyliśmy w trasę koncertową, włoski producent zaproponował nam, żebyśmy wydali ponownie dwa ostatnie albumy, ale tym razem w wersji electro. Widział, że nas to interesowało. Tak powstał zespół” - twierdzi artysta. 

Yann Tiersen urodził się w Brest, ale do 22 roku życia mieszkał w Rennes. Jest samoukiem, nie ukończył żadnych studiów muzycznych i swoje pierwsze kroki stawiał w zespołach rockowych. „Zacząłem sam komponować i dużo pracowałem na samplach”. W pewnym momencie miał już dość spędzania godzin przed maszynami. „Wróciłem wtedy do instrumentów akustycznych. Nie zrezygnowałem z samplowania, ale dla równowagi, zacząłem to robić na żywo, z mikrofonem”. Według muzyka, instrumenty to przede wszystkim narzędzia, to coś, co wydaje dźwięki. To mogą być jakiekolwiek przedmioty”.

Daleko od Francji

Swoje ostatnie albumy, Yann Tiersen nagrywał w języku Szekspira, który, jak twierdzi, jest prostszy i otwiera więcej możliwości. „W angielskim można wyrazić wiele rzeczy i jest bardziej precyzyjny, jest w nim o wiele więcej słów niż we francuskim. Francuski jest dla mnie zbyt analityczny, nie poddaje się za bardzo muzyce. W piosence francuskiej można znaleźć świetne rzeczy, ale to nie do końca moje klimaty. Im więcej podróżuję, tym mniej czuję się związany z Francją”. Yann uważa, że Francja jest zbyt zamknięta i skoncentrowana na własnej kulturze, „a przecież to kraj ogromnej różnorodności i to całe bronienie francuskiej kultury nie ma sensu. Zabijamy inne kultury pod pretekstem ich integracji”.

Inaczej jest w Bretanii - miejscowy dialekt jest starszy niż język francuski, a kultura bretońska jest bardziej otwarta na świat. Choć Tiersen nie uważa się za tradycjonalistę, ani regionalnego separatystę, to według niego „Francja odrzuca swoje bogactwo kultur regionalnych, takich jak kultura baskijska czy korsykańska. A przecież to one stanowią przyszłość naszej gospodarki. Niezależnie od perspektywy, niezależnie od tego, czy jesteś antyglobalistą czy zagorzałym zwolennikiem europejskiego modelu gospodarczego - przyszłość należy do małych wspólnot gospodarczych i małych kultur europejskich, a nie do wielkich narodów".

Ostatnie albumy Yanna Tiersena ilustrują ten proces odkrywania świata i są jak pocztówki z podróży i wypraw, dalekie od francuskiego szowinizmu. Nie da się opisać jego muzyki analitycznym językiem. Trzeba jej posłuchać... i dać się ponieść.

Fot.: © Natalie Curtis; w tekście: (cc) mairaeiou/flickr oraz okładka albumu: © cortesia di label Mute; wideo: themutechannel/YouTube