Zabawne kulisy szczytów europejskich 

Artykuł opublikowany 2 listopada 2015
Artykuł opublikowany 2 listopada 2015

Nieważne, czy dotyczą Grecji, imigrantów czy energii na szczyty europejskie zawsze tłumnie przyjeżdżają rzesze dziennikarzy z Europy i całego świata. Podobno spotkania przebiegają w chłodnej atmosferze? Ależ skąd. To przede wszystkim wyjątkowe doświadczenie zdobywane w przerwie między oczekiwaniem, drinkiem w tutejszym barze i polowaniem na nowe informacje.

„Słyszałam, że chcą skończyć debatę jeszcze dziś wieczorem, żeby jutro nie przedłużać szczytu. Wygląda na to, że spędzimy tu całą noc” – oto rozmowa, która doskonale oddaje przykładową wymianę zdań na korytarzach centrum prasowego Rady Europejskiej mieszczącego się w budynku Justus Lipsius podczas szczytów unijnych. Organizuje się je co 2-3 miesiące w Brukseli, a zjeżdżają na nie przywódcy wszystkich 28 państw członkowskich.

Podczas gdy toczą się dyskusje między Merkel, Hollande’em, Tsiprasem i innymi europejskimi liderami, setki dziennikarzy ze Starego Kontynentu i nie tylko, nie odrywając wzroku od ekranów smartfonów, w napięciu oczekują ostatecznej konferencji prasowej. Najkrócej mówiąc – na to, by wreszcie dowiedzieć się co zdecydowano i wynegocjowano oraz co wprowadzono.

Czekając na wynik rozmów (które niekiedy przeciągają się aż do wczesnych godzin porannych), dziennikarze stoją przed wyzwaniem zdobycia najświeższych informacji do materiału w wiadomościach telewizyjnych  lub artykułu, który następnego dnia ma ukazać się w prasie lub na stronie internetowej. Ale skoro rozmowy każdorazowo toczą się się za zamkniętymi drzwiami, to skąd wiadomo o najnowszych ustaleniach?

Tajne informacje i wydania wiadomości

W teorii drzwi pozostają zamknięte między przybyciem uczestników szczytu na początku popołudnia i konferencjami prasowymi podsumowującymi rozmowy: w międzyczasie żadne informacje nie przedostają się na zewnątrz. W praktyce wygląda to jednak trochę inaczej, a mianowicie: dyplomaci schodzą do holu centrum prasowego, aby udzielić dziennikarzom pewnych wskazówek oraz poinformować o kierunku, w jakim zmierzają negocjacje.

To bez wątpienia zabieg, który wpisuje się w popularną obecnie strategię komunikacyjną. „Zwróciliśmy uwagę, że francuscy politycy przychodzą do nas zawsze przed rozpoczęciem wydania wiadomości, żeby coś nam podpowiedzieć” – wyjaśnia reporter i operator kamery, którego relację ze szczytu transmituje wiele francuskich kanałów informacyjnych.

Niemniej jednak doniesienia docierają do dziennikarzy powoli i stopniowo. W tym przypadku najlepszym przyjacielem dziennikarza wyczulonego na każdą najmniejszą informację okazuje się Twitter. Dzięki hashtagowi #EUCO (skrót od European Council, pol. Rada Europejska) można nie tylko przeglądać najnowsze wieści na temat samego spotkania, ale także znaleźć kwestie natury czysto praktycznej, na przykład „to, o której skończy się szczyt, ponieważ jest to niezwykle ważne z uwagi na goniące nas terminy” – zdradza dziennikarz jednej z belgijskich gazet i dodatkowo wyjaśnia – „nawet jeśli wydaje nam się, że skończy się wcześnie, to i tak trzeba trzymać rękę na pulsie w razie, gdyby trzeba było zmienić coś w ostatniej chwili, na przykład tytuł pierwszej strony dziennika”. 

Żadnego piwa po 23:00

Wydaje się, że kiedy już skończą się prace nad artykułem prasowym czy materiałem do wydania wiadomości, dziennikarzom pozostaje tylko czekać. Brzmi jak nuda? „Jako że negocjacje toczą się na zamkniętymi drzwiami, musimy czekać” – przyznaje dziennikarz pracujący dla brytyjskiego portalu informacyjnego. Mimo to, tak jak wszyscy inni dziennikarze, z którymi mieliśmy okazję porozmawiać, przyznaje on, że ten czas wolny można spożytkować z korzyścią dla siebie. Służy on bowiem „spotykaniu kolegów po fachu i wymianie poglądów. To szczególnie ważne, bo w ten sposób można zestawić ze sobą nasze odmienne punkty widzenia i powiązać nasze opinie na takie lub inne wydarzenie czy stwierdzenie” – dodaje.

Czyżby były to dyskusje, które swój koniec niekiedy mają w barze? Tak, ale z umiarem, a niekiedy trochę z przymusu, bowiem po godzinie 23:00 nie sprzedaje się tu już piwa. Spragnionym pozostają soki albo napoje gazowane. „Ta zasada obowiązuje już od dziesięciu lat” – wyjaśnia członek personelu: „dziennikarze nie potrafili się kontrolować i niektórych znajdowano pod stołami. Przysięgam, że to prawda!”.

„To wszystko mnie przytłoczyło”

O ile czas wolny sprzyja zawieraniu nowych znajomości i prowadzeniu dyskusji, długie oczekiwanie wyczerpuje fizycznie, zwłaszcza, gdy rozmowy trwają do 7:00, 8:00, a nawet 9:00 rano następnego dnia. Operator kamery i reporter relacjonujący unijne szczyty od ponad dziesięciu lat przyznaje, że „ledwo wytrzymuje, kiedy to wszystko przedłuża się w nieskończoność”. Jak opowiada: „to wszystko mnie przytłoczyło, kiedy pewnego dnia obudziła mnie sprzątaczka, podczas gdy na chwilę przysnąłem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wydało mi się wówczas, że wszystko przegapiłem: konferencje, nowe informacje, wszystko. Jakiś koszmarny błąd. Mimo wszystko okazało się, że tak naprawdę spałem może tylko przez jakieś pięć minut”.

Bo w całej zabawie chodzi głównie o to, żeby nie przegapić ostatecznych konferencji prasowych. Wobec tego dziennikarze stosują całą masę środków, żeby nie dopuścić do podobnych sytuacji. „Pamiętam, jak spali w press roomie podczas gdy toczyły się rozmowy na temat Grecji. Całkiem zabawny widok” – wspomina dziennikarz z Belgii. On sam przyznaje, że zdarza mu się funkcjonować w podobny, mało skoordynowany sposób, ale mimo wszystko „w tym tkwi urok szczytów”. Na szczęście nie zawsze trzeba czekać do 7:00 rano. W jednej chwili na korytarzu robi się tłoczno i gwarno, a na Twitterze pojawia się wpis „#EUCO is finished” („Koniec szczytu”, przyp. tłum.). Dziennikarze z kolei gromadzą się przed drzwiami wybranej przez siebie sali konferencyjnej. Kto z niej wyjdzie: Merkel, Tusk, Hollande czy Cameron? Trzeba szybko podjąć tę decyzję, bo wszystkie briefingi odbywają się w tym samym czasie. Bywa, że niektórzy liderzy nie zwołują konferencji. Czyżby mieli najmniej do powiedzenia? A może wszystko im jedno albo po prostu wychodzą z rozmów jako wielcy przegrani? Na ten temat możemy tylko snuć domysły.

Na poziomie 20, (który w rzeczywistości znajduje się na drugim piętrze budynku) sala, w której odbywa się konferencja prasowa François Hollande’a niemal pęka w szwach. Francuski prezydent w sposób oszczędny i wyważony mówi o podjętych decyzjach i zawartych porozumieniach. Precyzuje również przebieg dyskusji, a także odpowiada na pytania dziennikarzy. Jednym słowem – komunikacja przebiega bez zarzutu.

Ale po konferencji prezydent nie daje się wciągnąć w nieoficjalne dyskusje z dziennikarzami, tzw. „off”. To jednak te odpowiedzi Hollande’a, których nie można cytować w postaci, w jakiej zostały wypowiedziane, pozwalają lepiej zrozumieć daną kwestię, jej stawkę oraz równowagę sił. I nagle Hollande, tak, ten sam Hollande ściśnięty za swoją mównicą, zaczyna sypać żartami jak z rękawa. A więc to prawda.

Kiedy już konferencje i nieoficjalne rozmowy dobiegną końca, sale powoli pustoszeją. I nawet jeśli niektórzy dziennikarze zostają do rana, żeby dokończyć artykuł, w głównym holu centrum prasowego wreszcie panuje cisza i spokój. Później jest już tylko sprzątanie, sprawdzanie i wracanie do domu, żeby odespać. Przed kolejnym szczytem.