Zaczarowany ołówek Khalida Albaiha

Artykuł opublikowany 27 maja 2015
Artykuł opublikowany 27 maja 2015

Urodzony w 1980 roku Khalid Albaih jest powszechnie uważany za naczelnego rysownika Arabskiej Wiosny. Sam artysta nie jest szczególnie zadowolony z tego tytułu. W rozmowie z Cafebabel opowiada o swojej walce o lepszą przyszłość, nie szczędząc krytyki pod adresem niedawnych wydarzeń w „Charlie Hebdo".

Całymi miesiącami starał się o zamieszczenie swoich rysunków w różnych publikacjach. Bez skutku. Potem przyszła Arabska Wiosna i obdarzeni talentem twórcy stanęli w gotowości do przemalowania murów miast, począwszy od Rynku Tahrir w Kairze, a skończywszy na Beirucie.

Nazywa się Khalid Albaih i jest rysownikiem o szczególnej przeszłości: ma korzenie sudańskie, urodził się w Rumunii, dorastał w Belgii, po czym przeniósł się do Ad‑Dauhy w Katarze.

Pewnego dnia redaktor jednej z gazet wprost skomentował jego twórczość, mówiąc, że „​to nie jest w naszym stylu", po czym dosłownie wyrzucił go z biura. To wtedy Khalid zaczął publikować swoje prace w internecie. Jego dzieła można zobaczyć na facebookowej stronie Khartoon! - nazwa jest grą słów cartoon (ang. „rysunek") i Khartoum (stolica Sudanu, pol. Chartum).

„Prawdziwe szczęście? Być online"

Co działo się później? Później Khalid stał się głosem, a raczej ołówkiem, Arabskiej Wiosny. „Cóż, to było niezupełnie tak" - komentuje. „To prasa nadała mi taki tytuł. W rzeczywistości nas, rysujących w czasie rewolucji, były setki. I wielu robiło naprawdę dobrą robotę. To był łut szczęścia, że uwaga skupiła się głównie na mnie".

„To był zbieg okoliczności" - powtarza po chwili. „Jeszcze zanim rozpoczęła się Arabska Wiosna, my wszyscy byliśmy już online". To w ten właśnie sposób, jak opowiada Khalid, rysownicy zaczęli ze sobą współpracować. Wszyscy (albo prawie wszyscy) razem.

Jaki przyświecał im cel? Celem była zmiana, o którą uzbrojony w ołówek Khalid walczył już od pewnego czasu. Dla osoby takiej jak on, która wyrosła na chlebie, sztuce, ale przede wszystkim na polityce, to naturalny kierunek. Artysta jest synem byłego ambasadora Sudanu w Rumunii, odwołanego po zamachu stanu w 1989 roku. To „powód, dla którego nigdy nie czułem się upoważniony do posiadania własnego, prawdziwego domu" - tłumaczy Khalid.

„Kiedy uczyłem się w Ad‑Dausze, do mojej klasy chodzili chłopcy o różnych narodowościach. Wszyscy byli tam z rozmaitych powodów i niewielu z własnego wyboru. Niektórzy z nich przeprowadzili się do Ad‑Dauhy ze względu na trudną sytuację polityczną w rodzimym kraju. Dorastaliśmy więc razem, ciekawi języków i kultur naszych kolegów z klasy. Dzięki temu doświadczeniu nauczyłem się kwestionować swój punkt widzenia i brać pod uwagę możliwość, że moje wybory niekoniecznie są najlepsze z możliwych".

Khalid stał się inspiracją, szczególnie pod względem artystycznym, dla Najia al-Aliego, jednego z najbardziej popularnych na świecie palestyńskich rysowników, zamordowanego w Londynie przez nieznanego do tej pory sprawcę. „Po raz kolejny przekonujemy się o tym, jaka siła może kryć się w rysunkach. Wychowałem się na tych komiksach, zafascynowany ich głębią, mrocznością i przesłaniem, które ze sobą niosły. To właśnie one potrafiły nam uświadomić jak bolesna była (i jest) sytuacja Palestyny".

I wtedy nadszedł 7 stycznia. Pojawiła się krew, pojawiły się ofiary i wystrzały z kałasznikowów w redakcji francuskiego dziennika „Charlie Hebdo". W obliczu tych wydarzeń wszyscy zwrócili się w stronę Khalida. A on poczuł, że musi zareagować, wyrazić swoje zdanie na temat tej gazety, której szczerze mówiąc nie znał wtedy zbyt dobrze. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do doświadczania tego typu rzeczy, takiej brutalności" - tłumaczy. „Nasza telewizja jest ofiarą cenzury, podobnie jak nasze książki. Po prostu - powtarzam - nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W moich pracach w ogóle nie poruszam tematyki tego typu. Nawet kiedy próbuję pójść trochę dalej, robię to bardzo ostrożnie, ponieważ ludzie nie są oswojeni z takimi rzeczami" - tłumaczy. Khalid potwierdza, że tygodnik „Charlie Hebdo" był mu wcześniej znany, ale nie miał okazji go czytać, ponieważ nie zgadzał się z jego linią redakcyjną. 

„Charlie Hebdo? Nigdy ich nie rozumiałem"

Khalid nie wha się jednak w ocenie wydarzeń w redakcji „Charlie Hebdo". „Nie wiem jak ty" - mówi - „ale ja wciąż nie rozumiem, co kierowało tymi ludźmi. Oczywiście jestem przeciwny przemocy i uważam, że nikt nie zasługuje na śmierć. Zwłaszcza podczas wykonywania swojej pracy". Według Khalida prawdziwym problemem nie jest przedstawianie wizerunku proroka Mahometa na łamach pisma. „Nie byli pierwsi i z pewnością nie będą ostatni.  Rzecz w tym, że ich rysunki są po prostu obraźliwe dla nas, muzułmanów. Wydaje mi się, że jako rysownicy bywamy bardzo samolubni. Mówimy: „to moje zdanie i nie obchodzi mnie to, co myślą inni". W takim kraju jak Francja, gdzie żyje ok. 6 milionów muzułmanów, jest to jeszcze bardziej widoczne". 

Zdaniem Khalida, publikując okładkę z 14 stycznia, rysownicy z „Charlie Hebdo" nie zrobili nic więcej poza potwierdzeniem wspomnianego już przez niego „egoizmu". „Mogli zrobić niesamowite rzeczy. Mogli naprawdę skompromitować tych, którzy wierzą w przemoc i terroryzm. Powiem więcej, mogli nawet poprosić arabskiego rysownika o zilustrowanie ich strony tytułowej. Na przykład po to, żeby podjąć temat jedności. Jednak oni postanowili sami siebie ograniczyć robiąc to samo, co wcześniej. Co chcieli w ten sposób osiągnąć? Zademonstrować prawo do robienia czegokolwiek w imię wolności ekspresji? Cóż, żaden problem. Jednak ja to nazywam «egoizmem»".