Zamieszki w Belfaście: Zakon Orański (nie mylić z harcerstwem)

Artykuł opublikowany 19 lipca 2010
Artykuł opublikowany 19 lipca 2010
Kolejne złe wiadomości z Północy? W wieczornym wydaniu wiadomości z Republiki Irlandii, informacja o zamieszkach w katolickich dzielnicach Belfastu pojawiła się jako trzecia, po doniesieniu o lokalnym wypadku drogowym oraz wiadomościach ekonomicznych.
Od zakończenia procesu pokojowego w 1998 roku, w Irlandii Północnej nadal dochodzi do rozruchów, będących wynikiem olbrzymiej frustracji rozbitego społeczeństwa.

W połowie lipca, na ulicach Dublina jeszcze wyraźniej niż zwykle słychać było specyficzne nosowe brzmienie północnoirlandzkiego akcentu. Co roku rzesze nacjonalistów optujących za ponownym zjednoczeniem całej Irlandii, przenoszą się do Republiki Irlandii na czas tzw. Marching Season. Ten okres marszy i demonstracji trwa od Wielkiego Poniedziałku do ostatnich dni września. W tym czasie w Irlandii Północnej odbywają się parady oranżystów (członków Zakonu Orańskiego), będące powodem konfliktów między społecznością katolicką i protestancką. Ci, którzy nie decydują się na tymczasowy wyjazd do Republiki, zostają w Ulsterze, obserwując przygotowania oranżystów do parady, której trasa przebiega przez jedne z największych dzielnic katolickich w Irlandii Północnej. W latach 1963-1985, określanych mianem „The Troubles”, sprzeciw społeczności irlandzkich nacjonalistów wobec marszy protestanckich unionistów był jedną z form walki o prawa obywatelskie w głęboko podzielonym społeczeństwie. W tym roku podczas demonstracji w Belfaście rannych zostało osiemdziesięciu policjantów.

Czym jest Zakon Orański?

Ardoyne, Północny Belfast, 12 lipca 2010Zakon Orański, inaczej oranżyści, to religijne bractwo zrzeszające ekstremalnych protestantów, lojalnych wobec Korony Brytyjskiej. Założone zostało 200 lat temu dla upamiętnienia decydującego zwycięstwa sił brytyjskich w Irlandii w XVII wieku. Członkami bractwa są potomkowie brytyjskich kolonistów, zamieszkujący tę prowincję. Zakon Orański nie jest jednak organizacją o charakterze paramilitarnym. Jest czymś na kształt klubu dla wyrośniętych chłopców, którzy z ckliwym sentymentalizmem starają się wskrzesić przebrzmiałą chwałę militarnego zwycięstwa, podobnie jak inni z sentymentem wspominają mecz z dawno minionej młodości. Widok członków zakonu nie budzi w nikim strachu: na paradny strój oranżystów składa się strojna szarfa ozdobiona złotymi ażurowymi wykończeniami. Zwieńczeniem całości jest okrągły filcowy melonik. W zasadzie, gdyby nie fakt, iż członkami tej organizacją są wyłącznie mężczyźni, można byłoby ich pomylić z zastępem maszerujących, niezbyt atrakcyjnych harcerek.

In Ballinmallard, County Fermanagh (L) and east Belfast (R), both in Northern Ireland

Jednak w okresie długoletniego konfliktu - The Troubles - to właśnie ta organizacja stała się głównym celem ostrych demonstracji politycznych. Po tym jak w 1921 roku Irlandia Północna została odłączona od Republiki Irlandii, wszystkie ważne stanowiska we władzach kontrolowanej przez Zjednoczone Królestwo prowincji przypadły protestantom. Doprowadziło to do masowych wystąpień obrońców swobód obywatelskich; protesty te były niejednokrotnie brutalnie tłumione siłą przez brytyjską armię. Co więcej, to właśnie marsz lojalistów był przyczynkiem do wszczęcia w 1969 roku bitwy o Bogside (katolicka dzielnica Londonderry). Zapoczątkowała ona trwające dekady zamieszki i powstania zbrojne na ulicach Belfastu i Londonderry. Dla nacjonalistów (głównie katolików pragnących ponownego zjednoczenia Irlandii Północnej z Republiką Irlandii), Zakon Orański reprezentuje miażdżący system apartheidu o podłożu religijnym, a ich marsze manifestują pełną nienawiści supremację kulturalną. Dla lojalistów (przeważnie protestantów, optujących za utrzymaniem prowincji w obrębie Zjednoczonego Królestwa), podtrzymywanie tradycji parad jest swoistym okrzykiem wojennym społeczności będącej nieustannym obiektem ataków. Lojaliści głośno deklarują chęć podtrzymania sojuszu z Wielką Brytanią za wszelką cenę, zwłaszcza w obliczu naporu Republiki Irlandii oraz nieustającej agitacji katolickiej. Napięcia towarzyszące tzw. Marching Season osiągnęły swoje apogeum w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a przemoc, nienawiść i podziały na tle kulturowym i społecznym stały się nieodłącznym elementem towarzyszącym obchodom 12 lipca (dzień corocznych celebracji oranżystów).

Londyn i Dublin a belfaska armia młodocianych chuliganów.

W 2010 roku nastąpił całkowity odwrót od tradycji. Dotychczas grupa protestujących przeciwko marszom oranżystów niezmiennie składała się z rodzin, miejscowych polityków oraz zaangażowanej politycznie młodzieży. W tym roku policja musiała poradzić sobie z armią zakapturzonych chuliganów i rozwrzeszczanym tłumem nastolatków ciskających w ich kierunku kijami golfowymi. Wielu spośród demonstrujących miało mniej niż osiem lat. Pod wieloma względami pozbawiona złudzeń północno-irlandzka młodzież niczym nie różni się od swoich rówieśników z Dublina czy Londynu. Jednak w przeciwieństwie do londyńskiej młodzieży, która posuwa się do drobnych przestępstw i wybryków typu „happy slapping” (zjawisko polega na znęcaniu się nad innymi, poprzez dokuczanie, wyśmiewanie, policzkowanie, a nawet podpalenia czy brutalne pobicia. Oprawcy uważają że wykonują owe czynności „dla jaj”. Całe zjawisko napaści najczęściej na bezbronnego, zostaje uwiecznione za pomocą kamery zainstalowanej w telefonie komórkowym i puszczone w obieg internetowy), młodzi ludzie z prowincji Ulster stosują metody walki zaczerpnięte z ostatniej wojny - rzucają koktajle Mołotowa, ustawiają barykady oraz uciekają się do terroryzmu.

Pod wieloma względami pozbawiona złudzeń północno-irlandzka młodzież niczym nie różni się od swoich rówieśników z Dublina czy Londynu.

Tegoroczne agresywne zamieszki były przejawem frustracji tysięcy młodych ludzi, którzy wyrośli w społeczeństwie zżeranym przez wewnętrzną nienawiść, dorastali bawiąc się na płonących ulicach i pośród spadających bomb. Co więcej, przyszło im żyć w kraju, który stracił swoją pozycję gospodarczą na długo przez światową recesją, a mimo to, codziennie patrzą na tamtejszych polityków szczerzących zęby do zagranicznych obserwatorów i deklarujących, iż wszystko co złe, mają już za sobą. W prowincji Ulster, która tonie w morzu politycznej retoryki, ludzie są pozostawieni samym sobie. Podczas gdy międzynarodowe media głośno domagają się historii o wojnie i pokoju, o mrocznej przeszłości i świetlanej przyszłości, łatwo przeoczyć prawdziwe nastroje głębokiego niezadowolenia. Materiał o zamieszkach, przedstawiony przez BBC, był jedynie krótkim, lakonicznym podsumowaniem politycznej historii Irlandii dla widzów z Wielkiej Brytanii, w większości niezainteresowanych tematem. Mimo, iż na ulicach nie widać już broni, rany z jakimi musi poradzić sobie prowincja Ulster są bolesne, jak nigdy dotąd.

Fot. lipiec 2010 marching season ©Jett Loe na jett-loe.com/ Flickr; Ordayne ©Krista Tippettpaspeakingoffaith.publicradio.org/; Pomarańczowa parada ©alistercoyne/ hairycow i ©pawelbak; video FreeIreland18/ Youtube