Zamieszki w Londynie: obraz społeczeństwa konsumpcyjnego?

Artykuł opublikowany 31 sierpnia 2011
Artykuł opublikowany 31 sierpnia 2011
Gdy spora liczba uczestników zamieszek została zidentyfikowana, schwytana i uwięziona, pojawia się pytanie o przyczyny tej niesłychanej fali przemocy w Wielkiej Brytanii. Przyczyny, których obecne władze, naciskane przez tradycyjny populizm i politykę reakcji, zdają się nie chcieć dogłębnie zanalizować.

„Mogę dziś ogłosić, że w ciągu najbliższych tygodni ministrowie rządowi - oraz ja sam – przeprowadzą przegląd wszystkich aspektów naszej pracy na rzecz naprawy naszego społeczeństwa”, obiecał brytyjski Premier David Cameron, nim przeszedł do kluczowego pytania: „czy mamy determinację niezbędną, aby zmierzyć się z powolnym upadkiem moralnym społeczeństwa, który obserwować można od kilku pokoleń?”. Dosyć populistycznych truizmów, odpowiedź brzmi „nie”. Nie, nigdy nie zmienicie niczego konkretnego. Ponieważ nie da się zmienić z taką łatwością natury samego społeczeństwa.

Młodzi brytyjscy chuligani na ławie oskarżonych

Avec l'aide de Coca-Cola ?Spróbujmy zrozumieć tę buntowniczą przemoc. Zacznijmy od próby wyjaśnienia, co popycha osobę bez grosza do realizacji pragnienia posiadania dóbr materialnych, które nie są jej niezbędne. W rzeczywistości, włamania nie miały miejsca do sklepów z żywnością, ale raczej do tych ze sprzętem HIFI czy markowymi ubraniami. Poza licznymi komentarzami o rasowym podłożu zamieszek, wydaje się, że młodzi buntownicy zamanifestowali również swą skłonność do luksusu. „Niech wszyscy ludzie ze wszystkich zakątków Londynu spotkają się w sercu Londynu (centrum), na OXFORD CIRCUS. Sklepy będą zniszczone, więc zbierzcie się, żeby upolować trochę rzeczy (gratis)”. Ta symboliczna wiadomość masowo przesyłana za pomocą urządzeń Black Berry w niedzielę, 7 sierpnia, brzmi jak zapowiedź nowego społeczeństwa, gdy ogólnie porówna się te zamieszki do rewolty z Villiers-le-Bol (Północne przedmieścia Paryża, Francja) w 2007 roku.

Patrzmy raczej na formę zamiast oceniać rzeźbę

„Niech wszyscy ludzie ze wszystkich zakątków Londynu spotkają się w sercu Londynu (centrum), na OXFORD CIRCUS. Sklepy będą zniszczone, więc zbierzcie się żeby upolować trochę rzeczy (gratis)”.

A więc problem jest coraz większy. Podżegacze ci to jednostki, które można zakwalifikować (karykaturalnie) jako „prawie potrzebujący”. Co takiego popycha osobę w stronę potrzeby wyboru dóbr luksusowych zamiast tych pierwszej potrzeby? Odpowiedz mogłaby brzmieć, że mogą oni przeżyć dobry tydzień, sprzedając markową koszulę. Zbyt duże uproszczenie, prawda? Patrzmy raczej na formę, zamiast oceniać rzeźbę. Ci ludzie są tylko posłuszni przesłaniu podstawowej reguły tej epoki: „Posiadam, aby być”. Reguły w naukowy sposób upowszechnianej przez media zalewające motłoch ideą, wg której przedmiot czyni ludzi wartościowymi. Co gorsza – gratulacje – współcześnie przedmiot coraz częściej wzbudza u jednostki emocje.

Christian Salmon, autor Storytelling, podkreśla nawet, że „marki przypisują sobie władzę, jakiej dawniej szukano w narkotykach”. Ta zależność od posiadania przedmiotu, konstruowana przez media, wzrasta. Przedmiot stał się zdefiniowany socjologicznie. Ma on swoje miejsce, odkąd postawiono pytanie budzące strach: czy byliśmy świadkami powstania nowej generacji zamieszek związanych z posiadaniem? Możemy również rozważyć opinię George'a Romero (reżysera i scenarzysty amerykańskiego, znanego ze swoich filmów o zombie. Jego koncepcja zombies-kanibali była krytyką społeczeństwa konsumpcyjnego, red.), wedle której zachowanie tych zombies nigdy nie było aż tak bliskie, w założeniu, faktowi społecznemu.

Więc kto jest winny? Jajko czy kura?

Zatem jako winni uznani powinni być ci, którzy pozwalają istnieć temu systemowi czy ci, którzy zostali „zmuszeniu” do przekroczenia reguł? Wydaje się oczywiste, że gdy wyklucza się z konsumpcji część społeczeństwa, która jednak pozostaje pod wpływem namawiających do posiadania mediów, zmusza się ją do szukania alternatywy: narkotyków, czarnego rynku, rabunków, itd. Wybierz sam.

Można więc powiedzieć, że to państwo jest odpowiedzialne, ale ono tego nie przyzna, jak zawsze lub prawie zawsze. Jeśli drzewo jest chore, odcinam gałąź czy je wyrywam? Odpowiedź wydaje się być logiczna, jednak nasi rządzący zawsze wybierają odcinanie gałęzi, ponieważ to zepsute drzewo jest jedynym, na którym znajdują się na szczycie.

Fot. główne PhotoGiddy/flickr; Tekst: London's burning, Yersinia/flickr; I Need A Riot, Duncan/flickr; Riot After, Adam Crowe/flickr; Video : KaisierChiefsVEVO/youtube