Zawiła układanka dziedzictwa narodowego - do kogo należy sztuka?

Artykuł opublikowany 26 października 2016
Artykuł opublikowany 26 października 2016

W kontekście stale zmieniającej się Europy wielu uważa, że najważniejsze jest przywiązywanie wagi do dziedzictwa narodowego i walka o jego zachowanie. Jednak co jeśli gorliwa ochrona tego dziedzictwa odbywa się kosztem czyjegoś majątku? 

W panoramie europejskiej kultury pojawiają się poważne zmiany. Wszystko zaczęło się, gdy wyszło na jaw, że co poniektóre instytucje rządowe stosują prawo dotyczące dziedzictwa narodowego na swoją korzyść, aby odebrać prawowitym właścicielom dzieła sztuki z ich prywatnych kolekcji. 

W Rumunii prawo pierwokupu przez państwo ogranicza wolność posiadania na własność dzieł uznanych za dziedzictwo narodowe, a w Zjednoczonym Królestwie w wielu muzeach obowiązują statuty zabraniające przekazywania dzieł sztuki znajdujących się w ich kolekcjach prawowitym właścicielom. 

Dziedzictwo do wzięcia

W 2012 roku rzeźba Constantina Brâncușiego „Mądrość Ziemi” została w końcu zwrócona jej prawowitym właścicielom, spadkobiercom architekta Gheorghe’a Romașcu. Według zeznań jego rodziny, komunistyczne władze podstępnie zarekwirowały rzeźbę pod pretekstem wypożyczenia jej na wystawę w Muzeum Sztuki Narodowej, a później odmówiły jej zwrotu. 

„Muzeum (Sztuki Narodowej) sporządziło kilka jednostronnych dokumentów mających na celu poświadczenie ceny zakupu, ale wśród nich nie było właściwej umowy sprzedaży” – mówi Bogdan Grabowski, prawnik reprezentujący pokrzywdzonych. Po rewolucji z 1989 roku sprawa w sądzie trwała 12 lat, zanim spadkobiercy Romașcu odzyskali rzeźbę. Jednak nie było im dane długo się nią cieszyć. Zaledwie dwa lata później państwo wystąpiło z prawem pierwokupu rzeźby i rozpoczęło ze spadkobiercami negocjacje dotyczące ceny, podając argumenty, że dzieło jest częścią dziedzictwa narodowego i że jego właściwym miejscem przechowywania jest Muzeum Sztuki Narodowej. „Według mnie jest to raczej niefortunna ustawa, jako że dodatkowo uniemożliwia kolekcjonerom sztuki przywożenie dzieł z zagranicy, ponieważ ryzykowaliby roszczenia państwa z tytułu przynależności dzieł do dziedzictwa” – dodaje Grabowski. 

Sytuacja ta jest szeroko komentowana i budzi wątpliwości co do uczciwości państwa ruuńskiego. Bo czy normalnym jest rościć sobie prawa do dzieła z prywatnej kolekcji, które zostało zakupione przez jednego z członków rodziny od samego Brâncușiego, a następnie zarekwirowane przez komunistów?

Zaginiony portret

Historia zna wiele przypadków różnego rodzaju sposobów przywłaszczania dzieł sztuki. Niedawno wyszła na jaw historia „Portretu Grety Moll” autorstwa Matisse’a uderzająco przypominająca aferę dotyczącą „Mądrości Ziemi”. 

Obraz „Greta Moll” zakupiony od Henriego Matisse’a wyruszył w burzliwą podróż, podczas której przechodził z rąk do rąk kolejnych kolekcjonerów sztuki lub muzeów, aż w końcu, w 1979 roku, zatrzymał się w National Gallery w Londynie. Obecnie spadkobiercy Grety Moll starają się odzyskać obraz na podstawie tego, że pierwsze nabycie dzieła przez szwajcarskiego kolekcjonera sztuki odbyło się bez zgody właściciela. National Gallery odmawia rozpatrzenia wniosku, powołując się na statutowy zakaz i utrzymuje, że zakupu dokonano w dobrej wierze. 

 Cel uświęca środki?

W obu przypadkach powracający motyw przewodni oficjalnych argumentów jest taki, że dzieła te mają wielką wartość kulturowo-historyczną w swoich krajach.

Wygląda na to, że w przypadku Rumunii brak pola do manewru właścicieli był wynikiem niekorzystnego zbiegu okoliczności i stronniczej ustawy. Jednak w Zjednoczonym Królestwie spadkobiercy mierzą się z konsekwencjami skomplikowanej sieci transakcji komercyjnych, które pozostawiają wiele niedomówień w kwestii legalności zakupu dokonanego przez National Gallery. 

Ponadto ambicje Rumunii związane z rzeźbą „Mądrość Ziemi” silnie kontrastują z podejściem kraju do innych przykładów dziedzictwa narodowego wymagających natychmiastowej renowacji. Mircea Diaconu, były Minister Kultury i obecny poseł, wyraził swoje rozczarowanie „uderzającym brakiem zainteresowania kulturą Brâncușiego w Rumunii”, jak i również faktem, że „pieniądze wydane na zakup rzeźby w zupełności pokryłyby koszty renowacji wielu innych pomników artysty znajdujących się w opłakanym stanie, nie wspominając o jego historycznym domu”. 

Sądząc po słowach Diaconu, hipokryzja władz Rumunii jest oczywista. Twierdzą, że troszczą się o dziedzictwo narodowe, podczas gdy tak naprawdę mają na względzie wyłącznie własne interesy. Z drugiej strony, National Gallery jest o wiele bardziej bezwzględna w kwestii zachowania swoich dóbr. W Rumunii zostało jeszcze wiele do zrobienia w zakresie uświadamiania o znaczeniu dóbr kultury, podczas gdy w Zjednoczonym Królestwie tego typu sytuacje związane są bardziej z dumą narodową. 

Choć opisane przypadki są pełne niejasności pod względem prawa, jedno jest pewne: władze państw nigdy nie zaryzykują ustanowienia precedensu w sprawach dotyczących dziedzictwa kultury. Możemy tylko mieć nadzieję, że postąpią zgodnie z zasadami moralnymi i zwrócą to, co do nich prawnie nie należy. Z praktycznego punktu widzenia przynależność tego typu dzieł do państwa służy wyższym celom. Sugeruje historyczną wyższość i symbolizuje władzę. Jednak jeśli dziedzictwo danego kraju stanowi kość niezgody, dlaczego miałoby uszczuplać czyjś majątek w zamian za wątpliwe zyski?