Zawód klown

Artykuł opublikowany 2 lipca 2010
Artykuł opublikowany 2 lipca 2010
Od siedmiu lat Marenka, pseudonim Marenki Leins, ( 37 lat) , występuje jako klown na niemieckojęzycznych scenach Europy. Czego nauczyła się w Hanowerze, Francji i Kalifornii? Wyczarowywać uśmiech na twarzach ludzi.

Wiedeń, chłodny wiosenny dzień, trzecia po południu. Pod bajkowym sklepieniem Café Central przemykają od stołu do stołu kelnerzy. Przy odrobinie szczęścia można tam spotkać najprawdziwszego klowna. Wbrew powszechnym stereotypom jest nim kobieta, bez makijażu, o drobnej stopce, małym nosku, włosach związanych w prosty kok, całkiem zwyczajna Marenka, która do cyrku poszła po raz pierwszy, mając 24 lata.

Jedynie skórzana szkolna torba na jej plecach ma w sobie coś komicznego. Marenka ma obecnie występ w Wiedniu i przesiaduje często całymi dniami w kawiarni. Delektuje się przyjemną atmosferą przy kawie Mélange i przyciąga uwagę otoczenia. „Klown obserwuje ludzi i siebie samego. Ma zdolność przeobrażać to, co widzi, w konkretne formy i emocje”.

Bardzo możliwe, że scena zaobserwowana w kawiarni może dać początek jakiejś roli. Oto właśnie zakochany mężczyzna pragnie pomóc zdjąć płaszcz swojej ukochanej, a tymczasem daje początek łańcuchowi nieszczęść: poczynając od rozbitych wazonów, a na połamanych krzesłach i spadających wieszakach skończywszy; elegancka dama, której łyżka zanurzona w filiżance Grosser Brauner tańczy w rytm walca albo niezdarna służąca, która przez pomyłkę trafia na scenę i nie wie, jak może stamtąd uciec bez wstydu.

Praca Marenki wymaga nie tylko spostrzegawczości, ale przede wszystkim ogromnej dyscypliny. Jako klown-freelancer musi dbać nie tylko o nowe pomysły na przedstawienia, ale także przygotowywać się do nich poprzez regularne ćwiczenia fizyczne. Oprócz tego musi znaleźć odpowiednie stroje, zadbać o podtrzymywanie znajomości i codziennie zajmować się organizacją występów. Często wykończona jest już samą pracą biurową, którą zaczyna o w pół do ósmej, do tego dochodzą potem wielogodzinne treningi. Jej dzień kończy się najczęściej tuż przed północą, wraz z opadnięciem kurtyny. Można pomyśleć, że Marenka-klown łączy w sobie wiele różnych ról: jest jednocześnie aktorką, autorką, reżyserem, dyrektorem artystycznym…, a wszystkie one stapiają się w jedno na scenie.

Żyjemy kłamstwami

Karierę zaczęła w wieku czternastu lat dzięki pewnemu mimowi. „On tworzył świat, w którym mogłam jednocześnie być i nie być”. Cztery lata później Marenka, dzięki namowom przyjaciółki, wzięła udział w kursie pantomimy, wysyłając w tym celu nie najlepsze video. Nie zostało dobrze przyjęte, bo wyszło na jaw, że Marenka nie ma żadnych zahamowań pokazać, że nic nie umie. To nieustraszenie i rozbrajająca szczerość stały się jednak prawdziwym motorem jej działalności. „Nieświadomie żyjemy kłamstwami. Moim powołaniem jest je odkrywać, aby grać prawdziwe i pełne życie”.

Istotny wpływ na swój rozwój Marenka przypisuje artystom takim jak: Garold Andersen, Avner Eisenberg i Julia Goell. Spotkała ich na różnych etapach swojej nauki we Francji i Kalifornii, gdzie studiowała w Szkole Teatralnej Dell´Arte. To, czego się tam nauczyła, widać w praktyce podczas spektakli, gali, festynów, varieté, pokazów w Niemczech, Hiszpanii, Austrii, Szwajcarii, Holandii czy Ameryce.

Do jednego z tych występów Marenka wraca myślami dość często: „Kiedyś podczas przedstawienia (grałam wtedy psa, który wystawiał język, jak to psy mają w zwyczaju) na scenę wskoczył prawdziwy jamnik i mnie „pocałował”. Ta część nie była przewidziana, ale udało mi się ją zaadoptować tak, że merdający ogonem pies pasował w sam raz”.

Marenka zapisuje wszystko w mgnieniu oka jak sejsmograf. Potem w przerabia i udoskonala notatki odpowiednią dawką uczciwości i humoru. Dla większego autentyzmu wyszukuje w antykwariatach odpowiednie studia socjologiczne z lat 50-tych; reszta dzieje się na scenie. To stamtąd dostrzega Marenka prawdziwą szczerość i zainteresowanie: „Kiedy przewraca się mężczyzna - śmiejemy się. Kiedy przewraca się kobieta - czujemy się źle, kiedy nas to śmieszy. Pobijcie mężczyznę- będziemy się śmiać. W przypadku kobiety, to sprawa tabu”. Publiczność pokazuje, co jest prawdziwe, a co nie. Największą radość dają mi często pomyłki publiczności. Pracując na banalnych sytuacjach z życia codziennego, wkładając w to niemało fizycznej pracy, tworzy przedstawienie. A wszystko to zdaje się dziać spontaniczne, dynamiczne i z pozoru bez wysyłku. Dzięki "wpadkom” jest większa szansa na rozwój. Taki właśnie jest niepomalowany i najprawdziwszy klown.

Zdj.: ©marenka.de