Zawodowy stacz kolejkowy: włoski sposób na zarabianie

Artykuł opublikowany 13 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 13 czerwca 2016

„Dobra mina do złej gry” pewnie taka myśl zainspirowała Giovanniego Cafaro, gdy pewnego razu czekał w kolejce, by opłacić rachunek. Na czym polega wymyślony przez niego nowy zawód, czyli professional line sitter?

Zdolność do zamiany problemu w rozwiązanie jest nieocenioną cechą, którą odznacza się niewiele osób. Za to pierwszy włoski professional line sitter Giovanni Cafaro zdecydowanie ma ją we krwi. W skrócie: Giovanni zarabia na staniu w kolejkach za innych. Serio, to nie jest żart. Wręcz przeciwnie, chodzi tu o prawdziwy zawód, który jest regulowany przez kodeks pracy i w którym za usługę wystawia się rachunek. Czym zajmuje się professional line sitter? Staniem w kolejkach za innych, ni mniej, ni więcej.

400 godzin rocznie w kolejkach

Giovanni Cafaro doznał oświecenia dwa lata temu, kiedy był w Mediolanie i stał w kolejce, by zapłacić rachunek. W identycznej sytuacji były miliony jego rodaków. Nagle na 42-letniego Włocha spłynęło natchnienie: „Pomyślałem, że mogę robić to samo, ale za kogoś” – wyjaśnił brytyjskiemu tygodnikowi The Economist. Jak powiedział, tak zrobił. Wtedy jeszcze bezrobotny Giovanni zdecydował, że wykorzysta wolny czas na rozdawanie ulotek informujących o jego usługach. W taki sposób pozyskał dziesiątki klientów, w tym wiele firm, które pomyślały o skorzystaniu z jego usług po to, by ich pracownicy mieli więcej czasu na wykonywanie bardziej produktywnych zadań.

Włoskie stowarzyszenie ochrony konsumentów Codacons popiera inicjatywę Cafaro. Instytucja oszacowała, że Włosi tracą w kolejkach średnio 400 godzin rocznie. Jako że czas to pieniądz, uważa się, że wszystkie te godziny są warte blisko 40 miliardów euro. Ponadto w 2015 roku ISTAT (odpowiednik polskiego GUS-u – red.) opublikował badanie, według którego w latach 2003-2013 wzrosła liczba osób zmuszonych do czekania ponad 20 minut w urzędowych kolejkach.

Zawód regulowany prawnie

Praca Giovanniego Cafaro nie jest tak naprawdę żadną nowością, bo osoby zamożne od zawsze zatrudniały kogoś, kto spędzał w kolejkach minuty lub niekończące się godziny - a to po to, by wysłać paczkę, a to, by zapłacić fakturę, czy zmierzyć się z miłymi pracownikami z okienka w urzędzie miejskim. Innowacja polega bardziej na statusie prawnym zawodu. Osoby zainteresowane jego wykonywaniem, muszą wykazać się dużą cierpliwością i mieć kilka godzin wolnego czasu. Standardowa umowa zawodowego stacza kolejkowego zapewnia mu minimalne wynagrodzenie w wysokości 10 euro brutto za godzinę, jak również pokrywa ubezpieczenie od wypadków przy pracy. „Bierzemy pod uwagę, że zawodowy stacz kolejkowy mógłby poślizgnąć się na schodach urzędu” – tłumaczy pionier. „Chciałem, by w ramach tego zawodu można było podpisywać umowy, żeby każdy poznał swoje prawa, obowiązki i warunki korzystania z usługi” – wyjaśnia Giovanni Cafaro. „Można regularnie wynajmować professional line sittera na godzinę, dzień, tydzień lub miesiąc. Można też zatrudnić go na podstawie umowy na czas nieokreślony z regularną pensją, nadgodzinami i dniami wolnymi od pracy”. Giovanni Cafaro ma tytuł licencjata z komunikacji oraz magistra z zarządzania spółkami i zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie.

Od wyciskarek do soków po najnowsze smartfony

Kiedy jego pomysł zaczął odnosić sukces, Giovanni Cafaro pomyślał, że czas najwyższy rozpowszechnić swój „wynalazek”. Przygotował zajęcia szkoleniowe – wystarczy spędzić 5 godzin na Skypie, by stać się doskonałym zawodowym staczem kolejkowym. W przeciwieństwie do tego, co można by sobie pomyśleć, szkolenie nie jest proste. Nie jest łatwo zapamiętać, jakich dokumentów, podpisów i opłat wymagają organy centralnej administracji oraz władze lokalne,  nie jest łatwo zrozumieć, która kolejka i który formularz są właściwe, a także wiedzieć, w jakim przypadku wymagane jest upoważnienie. Irene Xotta należy do tych, którzy postawili na nową profesję. O swoich doświadczeniach opowiedziała dziennikowi Corriere della Sera: „Byłam wtedy bezrobotna i dowiedziałam się, że Giovanni Cafaro oferuje szkolenia, dzięki którym można zgłębić wszystkie tajniki tego nowego zawodu, więc się zapisałam. Byłam zupełnie zielona i nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno jest mierzyć się z tymi biurokratycznymi zadaniami”. Jednak pomimo pierwszych trudności, Irene natychmiastowo pozyskała klientów: „Przygotowałam setki ulotek i wrzucałam je do skrzynek na listy, żeby rozreklamować swoje usługi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu odzew był natychmiastowy, ktoś poprosił, bym odebrała badania lekarskie w Novarze (miasto na północnym zachodzie kraju – red.). Napełniło mnie to entuzjazmem i zmotywowało do kontynuowania przedsięwzięcia. Zaczęłam reklamować się na stronie internetowej i portalach społecznościowych”. Jak przypomina świeżo upieczona staczka: „We Włoszech na szczęście nigdy nie brakuje kolejek, a tak znienawidzona i krytykowana biurokracja stała się moją najlepszą sojuszniczką. Coraz więcej ludzi nie ma czasu i chęci na stanie w kolejkach do okienek, więc zwracają się do mnie, bym poszła do banku, na pocztę, do urzędu skarbowego. Teraz to mój chleb powszedni”.

Irene wyjaśnia, że niektórzy klienci zgłaszają się tylko raz, ale inni stale zlecają jej wykonywanie zadań, a są to zarówno osoby starsze, jak i zajęci przedsiębiorcy. Jeśli w trakcie czytania tego artykułu niektórych z Was zaintrygowało to zajęcie i na poważnie rozważacie, czy nie zostać zawodowym staczem kolejkowym, to godziny pracy pokrywają się z godzinami otwarcia okienek w urzędach, a wypłatę otrzymuje się za faktyczny czas spędzony w kolejkach. Jednak Irene ostrzega: „Czasem pracujemy po południu lub wieczorem, by wywiązać się ze wszelkiego typu zleceń, które do nas napływają”. Zawodowy stacz nie tylko czeka w kolejkach do biur, na poczcie czy w urzędzie miejskim, ale jest także do dyspozycji klienta wtedy, gdy ten zechce wysłać go po bilety na koncert, imprezę sportową, wystawę, czy też zaspokoić inne nietypowe potrzeby. „Raz poproszono mnie, bym kupiła przez internet wyciskarkę do soków, innym razem o stanie w kolejce o świcie po najnowszy model smartfona, bo klient chciał być jednym z pierwszych posiadaczy, ale nie miał czasu, by samemu go kupić. W tym zawodzie nie da się nudzić!” – wyznaje Irene.

Innymi słowy, ta praca to obracanie uciążliwej biurokracji na swoją korzyść na umowie „na czas stracony”. No i co tu dużo mówić, to działa.

_

Artykuł został opublikowany przez naszą ekipę lokalną Cafébabel Florencja.