Żołnierz usunięty

Artykuł opublikowany 3 maja 2007
Artykuł opublikowany 3 maja 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

26 kwietnia rząd ogłasza usunięcie Żołnierza z Brązu z centrum Tallina. Niemal od razu wybucha przemoc ze strony estońskich Rosjan.

Bilans tego dnia to jedna śmierć, ponad 40 rannych i ponad 300 aresztowanych, a wszystko to z powodu decyzji o przeniesieniu pomnika żołnierza radzieckiego z centrum stolicy na teren cmentarza wojskowego poza miastem.

Między rządem Estonii a 350 000 Rosjan pozostałych na tym terenie po zakończeniu okupacji sowieckiej w 1991 nic już nie jest w porządku. W lutym zeszłego roku władze oświadczyły, iż chcą przenieść "Żołnierza z brązu", pierwotnie "Pomnik Wyzwolicieli Tallina", upamiętniający poległych w trakcie II wojny światowej Rosjan.

Dla jednych jest niemożliwym do zaakceptowania, by symbol okupacji nadal stał w pełnej krasie w centrum Tallina. Dla innych z kolei to po prostu zwykły wybór podyktowany wewnętrznym bezpieczeństwem. Tak, ponieważ Żołnierz z Brązu stojący przy wejściu do Starego Miasta był często sceną starć, jak te z 30 marca tego roku.

"Tak właśnie wzbudza się nazizm"

O tym że mała republika bałtycka - która w tych właśnie świętuje trzecią rocznicę wstąpienia do UE (1 maja 2004) - z trudem przeżywa związki z historią okupacji sowieckiej, świadczą nie tylko żywe dyskusje na temat Żołnierza z Brązu. W marcu Parlament przyjął nowe postanowienie o asymilacji mniejszości rosyjskiej, która stanowi 20% społeczeństwa: dzięki zmianie wprowadzonej do Ustawy o Języku łatwiej będzie zwolnić pracownika, który nie włada językiem estońskim na wystarczającym poziomie.

Tymczasem Kreml, poprzez wicepremiera premiera Siergieja Iwanowa, nie zgadza się na "wandalizm rządu", wzywa obywateli rosyjskich do bojkotowania estońskich produktów, grozi przerwaniem dostaw energii i oskarża Tallin o "zachęcanie do nazizmu". Nawet sekretarz generalna Amnesty International, Irene Kahn, postanawia publicznie wypowiedzieć się na ten temat krytykując politykę rządu Estonii, którą nazywa "represyjną i karną".

"Dla nas II wojna światowa skończyła się w 1991"

To jednak nie wszystko. Problem mniejszości rosyjskiej w Estonii dociera również do Parlamentu Europejskiego. 14 marca włoski eurodeputowany, komunista Marco Rizzo, przedstawia zapytanie poselskie prosząc o interwencję w "pomnikowej" kwestii. Kilka dni później nadchodzi kolej bliskiej Łotwy, również obarczonej liczną mniejszością rosyjską. Ryga dystansuje się deklarując brak chęci przyłączenia się do twardego frontu Estończyków.

W związku z tym Estonia wydaje się bardziej niż kiedykolwiek opuszczona i podzielona. Kalle Laanet, minister spraw wewnętrznych aż do wyborów z marca 2007 roku, źle znosi krytykę międzynarodową. "Szanujemy Amnesty International. Tym razem jednak Rząd zrobił bardzo wiele w sprawie integracji nie-Estończyków: darmowe kursy i egzaminy, miliony euro zainwestowane w naukę języka, reforma systemu szkolnictwa, która wejdzie w życie we wrześniu tego roku. Brak dobrej woli po drugiej stronie".

Wypowiada się ostro na temat Żołnierza z Brązu: "Dla nas II wojna światowa zaczęła się wraz z okupacją sowiecką w 1940 roku, a skończyła po zdobyciu niepodległości w 1991. Przez połowę wieku nie było wolności, tylko kolejne reżimy totalitarne. A jeśli ta statua przybiera różne znaczenia dla naszej ludności, to zostaje niestety wykorzystywana także przez ekstremistów do ich szowinistycznych demonstracji".

Jego opinii nie podziela Ludmiła Matrosowa Zobina, prezes Unii Słowiańskich Organizacji Edukacyjnych i Charytatywnych, jednej z najważniejszych organizacji w Estonii. "Za każdym razem gdy go widzę, wzruszam się. Żeby było jasne: jestem pochodzenia rosyjskiego i ani nie mogę, ani nie chcę tego zmienić, ale czuję się również obywatelką Estonii. Tak trudno to zaakceptować? Niestety polityka nie pomaga: to właśnie tam rodzi się dyskryminacja, w najwyższych warstwach społeczeństwa, które powinny się najbardziej starać i wysilać, by zmienić stan rzeczy".

Radykalizacja stanowisk między Estończykami i Rosjanami zanika nieco, gdy wypowiadają się młodzi. 21-letnia Jelena pomimo swoich rosyjskich korzeni, mówi: "Jeśli chcą przenieść ten pomnik, to niech to po prostu zrobią i tyle, zamiast ciągle tylko o tym mówić. Rozumiem ich punkt widzenia, nie jest to wcale takie dziwne". Całkiem przeciwne zdanie ma Tina, młoda Estonka dziewczyna, mieszkająca dokładnie naprzeciwko "pomnika niezgody" i jest bliższa stanowisku "rosyjskiemu". "Nie rozumiem dlaczego chcieli go przenieść. Zawsze tam był a problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy rząd postanowił go usunąć. Po co stwarzać problemy, które mogłyby nie istnieć?".