Związki partnerskie we Włoszech: skąd tyle problemów?

Artykuł opublikowany 14 marca 2016
Artykuł opublikowany 14 marca 2016

[Opinia] Projekt ustawy o związkach partnerskich, nazywanej od nazwiska autorki ,,ustawą Cirinny", mógłby odmienić życie wielu par homoseksualnych we Włoszech, prowadząc do rozwiązania problemów formalnych i prawnych towarzyszących tej kwestii. Dlaczego jednak dyskusja w Senacie, zapoczątkowana 28 stycznia, utknęła w martwym punkcie?

We Włoszech czasy w końcu się zmieniły. Kraj dojrzał, wieje w nim wiatr zmian, a homoseksualistów nie pali się na stosach (i to na szczęście już od jakiegoś czasu). Społeczeństwo zrozumiało wreszcie, że preferencje seksualne nie mają znaczenia. Właśnie, ,,preferencje” – które na końcu nie różnią się niczym od wyboru pomiędzy pizzą margheritą a capricciosą.

W rzeczywistości sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Trudno zachować optymizm, kiedy pomyśli się o dyskusjach toczących się wokół tzw. teorii gender  (której celem jest nauczenie dzieci, że nie istnieją sztywne żeńskie i męskie role: że tata może gotować i prasować, a mama robić karierę), jak również o niedawnej manifestacji ,,w obronie rodziny” w Rzymie (gdzie liczba zgromadzonych w magiczny sposób sięgnęła 2 mln w miejscu o maksymalnej pojemności 300 tys. osób). 

Spróbujmy jednak  spojrzeć na tę sprawę z optymizmem, uśmiechając się na myśl o świetlanej przyszłości obiecującej pozytywne zmiany w prawach obywatelskich. Dzięki projektowi ustawy Cirinny debata na temat uznania związków partnerskich dotarła wreszcie do włoskiego parlamentu. Wygląda na to, że wszystkie warunki zostały spełnione i rząd premiera Mattea Renziego ma poważne zamiary doprowadzenia sprawy do końca. Wszystko jest na dobrej drodze, prawda? Niezupełnie.

Związki partnerskie próbą dla parlamentu

To nie nowość, że prawica i lewica mają przeciwne zdanie co do gwarantowania praw parom homoseksualnym. Jednak gdybyśmy byli świadkami jedynie zwykłej debaty pomiędzy większością parlamentarną a opozycją, sytuacja nie byłaby tak dramatyczna. Tak w końcu działa demokracja: rządzi ten, kto ma więcej głosów w parlamencie. Niestety, w tym przypadku sprawy mają się inaczej. 

Po pierwsze, partia Nowej Centroprawicy (Nuovo Centro Destra, NCD), nawet jeśli mało znacząca pod względem liczby parlamentarzystów, jest częścią koalicji popierającej Matteo Renziego, a jej lider Angelino Alfano jest ministrem ds. wewnętrznych. To właśnie ta niewielka centroprawicowa i katolicka drzazga, umieszczona głęboko w centrolewicowym – przynajmniej na papierze – rządzie, jest źródłem problemów. Co prawda partia popiera uznanie par homoseksualnych, ale nie zgadza się na przyznanie im prawa do adopcji, a już na pewno nie na adopcję naturalnego dziecka partnera (tzw. stepchild adoption, czyli ,,adopcja pasierba"). Bez tego punktu ustawa znacznie straciłaby na znaczeniu.

  

Drugi problem to ,,wahająca się większość”, czyli partia Ruchu Pięciu Gwiazd (Movimento 5 Stelle, M5S), która okazała się niegodna zaufania. Partia ta ma za sobą wcale niemałe poparcie, bo dysponuje aż 10% miejsc w Senacie. Członkowie Ruchu od początku opowiadali się za przyjęciem ustawy w całości, grożąc premierowi, że nie ma co liczyć na ich poparcie, jeśli wyjdzie naprzeciw roszczeniom Nowej Centroprawicy i zmieni choćby przecinek. Wszystko się zgadza, prawda? Nie tak szybko.

Bezwarunkowe poparcie dla ustawy Cirinny rozwiało się błyskawicznie, kiedy lider M5S Beppe Grillo we wpisie na swoim blogu pozwolił członkom swojej partii na odwołanie się do wolności sumienia w trakcie głosowania w parlamencie. To zawoalowane zaproszenie do ,,róbcie co chcecie” można interpretować jako krok w stronę wyborców MS5 zorientowanych bardziej na prawo i niezadowolonych z pozycji zajmowanej przez Ruch w dyskusji na temat związków partnerskich. Grillo próbuje w ten sposób zachować twarz - i głosy. A zatem, pomimo zapewnień liderów Pięciu Gwiazd, Renzi nie może być pewien poparcia Ruchu podczas głosowania nad projektem ustawy.

To poważna sprawa, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę kolejny (trzeci już) problem, z którym musi uporać się Renzi: rozłam wewnętrzny w jego własnej partii. Partia Demokratyczna (Partito Democratico, PD) okazuje się podzielona na trzy duże obozy: tych, którzy są za ustawą, katolików (częściowo lub całkowicie przeciwko), oraz najbardziej lewicowe skrzydło, którego członkowie mają swoje wątpliwości. Z pewnością nie są do idealne warunki do głosowania w tak delikatnej sprawie.

Czwarty i ostatni punkt, który należy wziąć pod uwagę to ,,naturalny” obstrukcjonizm ze strony opozycji parlamentarnej. Do ustawy zgłoszono około 6 tys. poprawek, wśród nich prawie 5 tys. podpisanych przez katolicką Ligę Północną (Lega Nord). Niektóre z nich ocierają się o granicę groteski: np. w jednym z akapitów wymaga się zamiany słów ,,ustanowiono rejestr związków parnerskich” na ,,ustanawia się”. Podpisano: senator Lucio Malan.

 ,,Superkangur”

Wszystko szło jak najgorzej do momentu, gdy dzięki ,,porozumieniu dżentelmeńskiemu” pomiędzy Ligą Północną, Naprzód Włochy (Forza Italia) i Partią Demokratyczną udało się unieważnić 90% poprawek. Do przegłosowania zostało ich około pięciuset. Chcąc pozbyć się wszystkich przeszkód za jednym zamachem, 17 lutego PD zaproponowała zastosowanie procedury tzw. ,,superkangura”, która pozwala ,,przeskoczyć” nad poprawkami i głosować na ustawę w jej pierwotnym kształcie. Ruch Pięciu Gwiazd odrzucił jednak tę propozycję. Deklarując chęć działania w zgodzie z zasadami demokracji, partia zaapelowała o głosowanie po kolei nad każdą poprawką z osobna. Członkowie Ruchu podkreślili też rozdźwięk, który panuje w tym jakże delikatnym temacie w samej Partii Demokratycznej. Takie rzucanie kolejnych kłód pod nogi rządowi Renziego to raczej wynik kalkulacji politycznej, niż wyraz prawdziwego przywiązania do demokracji.

Aby się nie ośmieszyć, PD zmuszona została do przesunięcia głosowania na środę 24 lutego, ponieważ nie mogła być pewna wystarczającej liczby głosów ,,za”. Premier Renzi zadeklarował chęć złożenia wniosku o wotum zaufania - stanie się to jednak dopiero wtedy, kiedy będzie on pewien poparcia ze strony sił koalicyjnych i ,,wahającej się większości” w Senacie. Na razie takiej deklaracji poparcia brak, co popycha demokratów do zmian w ustawie i do pójścia na kompromis z Nową Centroprawicą w sprawie adopcji naturalnych dzieci partnera.

Zauważyliście, o czym rozmawialiśmy do tej pory? Polityczne rozgrywki, negocjacje, wybór strategii... I na tym koniec. Nic o potencjalnych zmianach w tekście ustawy ani też o tym, co tak naprawdę stoi za podejmowanymi decyzjami. Oto aktualna pozycja Senatu: kompletnie oderwana od rzeczywistości i bliska politycznemu samouwielbieniu, kontestowanego przez każdego polityka wchodzącego po raz pierwszy w skład parlamentu. Kolejny raz zagadnienie decydujące o przyszłości społeczeństwa zostało wykorzystane do celów politycznych. Gratulujemy. Oklaski, kurtyna opada. Przynajmniej na razie.