Zwycięstwo Obamy: wieczory chwały i bolesne przebudzenia?

Artykuł opublikowany 5 listopada 2008
Artykuł opublikowany 5 listopada 2008
Wyśniony scenariusz staje się rzeczywistością. Obudziwszy się w nowym, lepszym świecie, europejscy bloggerzy dyskutują o wyborze ciemnoskórego mężczyzny na głowę państwa, które jest światową potęgą. Dziś Obama jest prezydentem. Ale co będzie jutro?

Hiszpania: partia socjalistyczna nie kryje radości

W Hiszpanii bloggerzy rozpisują się o kolorze skóry Obamy. Na stronie PolíticamenteIncorrecto.es (Niepoprawne Politycznie) dziennikarz J.O. Noville prowokuje pytaniem: czy śmierć "białej, bardzo białej" babci Obamy pomogła kandydatowi demokratów? Oprócz zadawania pytań marketingowych bloggerzy dzielą się swoją radością. Warto wspomnieć, że na stronie PSOE (Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej) poczesne miejsce zajmuje zdjęcie Obamy z aforystycznym podpisem "zmiany stają się rzeczywistością".

Niemcy: Homer Simpson głosuje na Obamę

Niemiecki Transatlantikblog T.A.B. śledził każdy krok prezydenta Obamy podczas wieczoru wyborczego. Lawina cyfr, zdjęcia z powyborczej imprezy, informacja o studentach Penn State University, którzy specjalnie wstali już o 7 rano, żeby pójść zagłosować, wreszcie wielka ulga: "Ten historyczny dzień na długo pozostanie w pamięci ludzi". Na Obamę oddał głos sam Homer Simpson, o czym donosi blog.datenwachschutz.de. Według godelta.de, 5% swojego pochodzenia (ze strony matki) Obama zawdzięcza landowi Nadrenia-Palatynat. Jego mieszkańcy oczekują więc na pierwszą oficjalną wizytę prezydenta właśnie w tym miejscu, u boku

Włochy: kpiny z radykałów

We Włoszech blog Unoenessuno wyśmiewa radykalną prawicę włoską. Alduccio, zwolennik przesady, pisze: "Obama wygrał: Murzyn-emigrant, który zaprowadził w Kenii demokrację zupełnie bezinteresownie, nie żądając w zamian ropy czy broni". W regionie Padania (do którego rości sobie prawa Liga Północna), "wszyscy chcą go powitać okrzykami "Oba-ma, do roboty!". Jeśli zaś chodzi o Sojusz Narodowy, powiedzieliby raczej: "Nami też rządził czarny prezydent przez całe 20 lat" - ironizuje Alduccio, robiąc aluzję do Mussoliniego.

Polska: popierać Obamę to być liberalnym Europejczykiem

Polacy bardzo się cieszą ze zwycięstwa Obamy, choć do większości z nich jeszcze to nie dotarło. Wiele się tutaj mówiło o efekcie Bradleya. Obama jest uważany za prezydenta, który diametralnie odmieni oblicze Stanów Zjednoczonych i poprawi stosunki swojego kraju z Polską. Porażkę Mc Caina bloggerzy przypisują serii brzemiennych w skutki błędów, takich jak wybór Palin, zaangażowanie Cheneya w kampanię i nieumiejętność wyeliminowania Obamy na samym początku walki, kiedy był jeszcze tylko rywalem Hillary Clinton. Polscy bloggerzy podzielają zresztą opinię, że jeśli chce się być uważanym za "liberalnego Europejczyka", należy popierać Obamę.

Francja: między błogostanem a nieufnością

Fani Obamy już od rana, zaspani, masowo zapełniali blogi radosnymi wpisami. Na przykład La Flat Eric Attitude zaczyna dzień od euforycznego: "Udało się! (...) Kotłują się we mnie dzikie emocje, jakby właśnie ogłoszono koniec wojny, jakby właśnie ktoś zapewnił, że teraz już wszystko będzie dobrze, nastała utopia, już sobie wyobrażam ten nowy świat, a jeśli się spełni..."

Inni jednak, tak jak Kwaame, są bardziej powściągliwi: "Nie zaprzeczam, że jestem usatysfakcjonowany, ani nawet, że się cieszę z wyniku wyborów. Cieszę się. Choć w zasadzie nie mogę się zdecydować. Może przeszkadza mi w tym nieufność" - mówi, wspominając niespójną kampanię. "Dziennikarze wiązali ewentualny wybór Obamy z tym, co robi Tomie Smith albo John Carlos w Meksyku, dopatrując się w wyborach zwieńczenia walki o prawa obywatelskie. (...) Wrzucać do jednego kosza trzy ważne rozdziały w historii Stanów, mieszać walkę o prawa obywatelskie z Czarnymi Panterami to ryzykowny krok, a z punktu widzenia jakości informacji wręcz szkodliwy."

Z bablowej blogosfery

Radio Free Cheesesteak jest nowym babelblogiem stworzonym specjalniez okazji nocy wyborczej. Amerykanin Matt Pagett bezpośrednio śledził ten pełen emocji wieczór w głównej siedzibie Demokratów w Dublinie. Jego amerykańscy przyjaciele komentowali jego artykuły z Philadelphii tworząc transatlantycki obraz tej historycznej nocy wyborczej. Potem, gdy nadeszła godzina zwycięstwa, The Angry American, inny blogger cafebabel.com wziął pióro do ręki. Dla niego Amerykanie, ich instytucje i ich Konstytucja są pełne wad. Jednak po długiej filipice autor wyznaje, że jest dumny: „ w końcu powstaliśmy i zdecydowaliśmy, że sposób, w jaki funkcjonujemy nie jest dobry. Na najwyższe stanowisko wybraliśmy człowieka, który samym swoim istnieniem reprezentuje tak ważny dla mnie amerykański ideał.”