Życie na paryskiej ulicy: przetrwać noc

Artykuł opublikowany 28 stycznia 2016
Artykuł opublikowany 28 stycznia 2016

Ponad 10 000 ludzi w Paryżu żyje na ulicy, w  metrze i schronieniu wykonanym własnoręcznie z kartonów i palet. Ze swoim dobytkiem idą przez miasto. Czasami w poszukiwaniu nowego schronienia dachu nad głową, czasami tylko po gorącą kawę. Nasza reporterka udaje się z wizytą do ośrodka dla bezdomnych. 

Każdego dnia między dworcami Gare de Lyon a Gare d’Austerlitz krąży niezliczona ilość przechodniów. Turyści ciągną za sobą walizki, zatrzymując się na Pont d’Austerlitz, aby podziwiać Sekwanę. Biznesmeni wsiadają pośpiesznie do pociągów, a rozgorączkowane szkolne wycieczki robią zdjęcia paryskiej panoramy.

Pośród zgiełku przedziera się dwóch starszych mężczyzn z wypchanymi plecakami. Niosą śpiwory i koce wciśnięte w wytarte torby. W przeciwieństwie do otaczających ich ludzi, nie kierują się na dworzec, ale do budynku z czerwonej cegły na skrzyżowaniu Quai de la Rapée i Boulevard de la Bastille. Z zewnątrz niepozorna kamienica graniczy z Bassin de l’Arsenal, gdzie jachty sportowe przepływają tam i z powrotem. 

Na drzwiach wejściowych wisi mała tabliczka z napisem: „Aurore Association”. Wchodzę do środka i pierwsze, co widzę to hol, w którym siedzi w przybliżeniu 60 mężczyzn. Piją kawę, czytają darmowy dziennik przyniesiony z metra i oglądają telewizję. Na ekranie telewizora miga informacja o najnowszej części „Gwiezdnych Wojen”. Na podłodze leżą podróżne plecaki i walizki. Można by pomyśleć, że to dworcowa poczekalnia…

„Bonjour, Monsieur” – Fanny Rosoy wita jednego z mężczyzn, za którymi tutaj przyszłam. Fanny jest kierowniczką ośrodka i do każdego zwraca się per „monsieur, ponieważ tak należy. Wyjaśnia mi, że to kwestia szacunku.

Kawa, aby przełamać pierwsze lody

Fanny i jej koledzy z ośrodka codziennie przyjmują około 100 bezdomnych z całej okolicy. Między nimi są stali bywalcy, ale również nowoprzybyli i uchodźcy. „Pierwszy kontakt odbywa się nad kubkiem kawy” – tłumaczy Fanny. „Wielu wstydzi się i nie mówi wiele. Naszą misją jest ugoszczenie ich i udzielenie pomocy w szukaniu domu”. 

 

Potrzebujący mogą wziąć prysznic, wyprać ubrania i zobaczyć się z lekarzem – za darmo, ale przy wcześniejszym ustaleniu terminu. Przed kilkoma laty przychodziły tu również kobiety, lecz często dochodziło do nieporozumień w pomieszczeniu z prysznicami, który składa się z trzech kabin. „Wiele kobiet było skrępowanych" – zdradza mi Fanny Rosoy. Żeby zniwelować problematyczne obszary, kilka kilometrów od Aurore Association zbudowano osobny ośrodek dla kobiet. Oba ośrodki umieszczone są w budynkach należących do władz miasta Paryża

Przechodzimy obok małego ogródka, który przez wszystkich pieszczotliwie nazywany jest „Cour Royal”. Kierowniczka prowadzi mnie do swojego biura. Gromadzi tam butelki coli, kartony z szalami zaprojektowanymi przez projektantów i sokami owocowymi. „Ta darowizna jest przeznaczona na Boże Narodzenie. Przechowuję ją do 25 grudnia" – oznajmia mi z radością w głosie. Pierwszego dnia świąt Fanny wyprawia w budynku z czerwonej cegły obiad bożenarodzeniowy dla 80 bezdomnych. Zaproszenia zostały już wysłane. 

 Aurore Association organizuje wspólne obiady nie tylko w święta. Fanny Rosoy i jej załoga zapraszają bezdomnych do wspólnego stołu dwa razy w tygodniu. 

3,8 miliona osób bez „porządnego mieszkania” 

Według Państwowego Instytutu Statystycznego INSEE liczba bezdomnych we Francji w latach 2001-2011 roku wzrosła o 50%.  W 2012 roku 140 000 osób było bez dachu nad głową, w tym 10 000 z nich w Paryżu. Powodem mogą być wygórowane ceny nieruchomości, za mało mieszkań socjalnych i przepełnione kwatery tymczasowe. Z opublikowanego niedawno sprawozdania rocznego Fundacji Abbé Pierre wynika ponadto, że aż 3,8 miliona osób we Francji nie ma „porządnego mieszkania”. Żyją w przyczepach kampingowych, suterenach, garażach i kwaterach tymczasowych. Jak to możliwe, że w samym sercu Europy liczba osób, która jest równa liczbie ludności w Berlinie, nie może liczyć nawet na minimum socjalne zapewniające przetrwanie?

Liczby te są przerażające i w świetle świąt jeszcze bardziej potęgują gorycz. Boże Narodzenie – czas, gdy rodziny świętują w dobrze ogrzanych pokojach. Boże Narodzenie – moment sprzyjający ciepłym myślom o domu. Boże Narodzenie – dzień jak każdy inny, w którym Serge z zimnymi stopami i pustym żołądkiem kładzie się spać. Kim jest Serge? To „SDF”, sans domicile fixe (bez stałego miejsca zamieszkania). Spotkałam go w Aurore Association. Odprowadza mnie do mojego roweru. Kiedy pytam go, co sobie wyobraża, gdy słyszy słowo „dom”, odpowiada: „Posiadanie klucza i możliwość zamknięcia za sobą drzwi – to dla mnie oznacza bycie w domu”. 

Ten artykuł jest częścią naszej specjalnej serii przygotowanej na koniec roku – Heimat 2015.