„Żyją na egzystencjalnej ziemi niczyjej” – reżyser Roozbeh Behtaji o młodych Europejczykach

Artykuł opublikowany 7 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 7 czerwca 2011
Na festiwal filmowy „Les Rencontres Henri Langlois 2010” do Poitiers zjechali filmowcy z różnych zakątków Europy. Choć wszyscy różnią się od siebie wyglądem, to młody reżyser z Göteborga Roozbeh Behtaji i tak rzuca się w oczy. Nie tylko dlatego, że nie wygląda na Szweda, ale również dlatego, że każdego dnia ma inną czapkę.
Nakrycie głowy nosi również w swoim debiucie filmowym London Transfer (2008), prezentowanym na festiwalu. Gra w nim turystę, który ze względu na arabskie rysy twarzy zostaje podejrzany o terroryzm.

„Tak to już jest, że nie wyglądam na Szweda i kiedy idę do klubu, wiem, że mnie nie wpuszczą. To się już zdarzało. Nie powiedzą: nie możesz wejść, bo jesteś cudzoziemcem. Powiedzą: nie możesz wejść, bo masz złe buty”. Czy to naprawdę się dzieje w otwartej na świat Szwecji? Ale w końcu po 11 września 2001 świat stał się inny, silniej zniewolony przez strach.

Roozbeh był dzieckiem, kiedy wraz z matką przeprowadził się z Iranu do Szwecji. Choć odwiedził Iranie tylko raz, wciąż mówi płynnie po persku: „Super jest zobaczyć Iran. Ale kiedy jesteś tam, spostrzegasz, że duchowo raczej jesteś Szwedem”, opowiada z uśmiechem. Jednak Roozbeh w obu językach mówi z akcentem i nie czuje się swojsko w żadnym z obu krajów: „W Szwecji jestem Irańczykiem, a w Iranie Szwedem”.

Pokaż mi swą twarz, a powiem ci, czy jesteś zagrożeniem dla bezpieczeństwa

Z tego dylematu zrodził się jego pierwszy film krótkometrażowy, London Transfer (2008). Opowiada historię Sama, szwedzkiego turysty, który w trakcie podróży do Meksyku grzęźnie ze swoją zepsutą walizką w nocnym Londynie i wyrusza na poszukiwanie toalety. „Do not leave your baggage unattended“ – co 2 minuty skrzeczący głos z głośnika przypomina o tym, że bezpańskie sztuki bagażu stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa. Sam próbuje pozbyć się swojej wielkiej walizki. Jednak oczywiście nikt nie chce mu pomóc. Kiedy jakiś amerykański turysta rzuca podejrzliwie uwagę, że Sam wcale nie wygląda na Szweda, ten odpowiada tylko: „Bo pochodzę z południowej Szwecji”.

Pomysł na film pojawił się w 2005 roku, kiedy Roozbeh pojechał do Londynu po zamachach bombowych i na własnej skórze doświadczył ekstremalnego strachu wśród tamtejszych ludzi. W rytm utworu „Maggot Brain” zespołu Funkadelic łaził wówczas bez celu po ulicach i zastanawiał się, dlaczego wszyscy dajemy się paraliżować naszym własnym lękom. Jednak pomimo apokaliptycznej atmosfery dookoła, Roozbeh dobrze czuł się w Londynie, ponieważ po raz pierwszy nie wyróżniał się mimo swojej karnacji: „To po prostu miejsce, w którym wyglądam i mówię tak jak wszyscy inni”.

Nieco mniej tolerancyjnie było na Uniwersytecie w Göteborgu, gdzie Roozbeh studiował scenopisarstwo, reżyserię i filozofię. Mimo że żył już w wielu miastach - od Barcelony, przez Berlin, po Londyn - nadal ciągnie go do zimnej Skandynawii. Jego następny projekt - film o europejskiej tożsamości - zostanie sfinansowany i wyemitowany przez szwedzką telewizję. W filmie Bastian Roozbeh chce odtworzyć długą podróż tytułowego bohatera przez Europę w poszukiwaniu jego prawdziwych rodziców, a przy okazji zilustrować pewien paneuropejski dylemat. Bastian nie wie, czy pochodzi z Gracji, Chile czy Turcji, zna jedynie swoich przybranych, szwedzkich rodziców.Poszukiwanie własnej tożsamości to według Roozbeha problem naszej generacji, której grozi zatracenie się na „egzystencjalnej ziemi niczyjej” w czasach otwartych granic i nieskończonych możliwości: „Wszyscy pytają ciągle tylko: kim chcesz zostać? Nikt nie pyta: co ty w ogóle jesteś w stanie zdziałać? Możemy robić wszystko i każdy dąży do samorealizacji. Ale z upływem czasu zaczynamy się bać, ponieważ nie jesteśmy w stanie temu podołać, a jest tyle możliwości do wyboru. Cokolwiek byś nie wybrał, decydujesz się tym samym na rezygnację z tysiąca innych rzeczy. Dlatego ludzie stają się nieszczęśliwi”. Według niego tak jest zwłaszcza w Europie, bo nie tylko żyjemy tu w dobrobycie i pokoju, ale też mamy wolność wyboru miejsca, w którym żyjemy i tego, co chcemy robić. Stąd już niedaleko do lęku przed niczym nieograniczoną wolnością.

Wszędzie w Europie, ale nigdzie w domu

Podobnie ma filmowy przyjaciel Bastiana, Bill, który podróżuje z nim ze Szwecji przez Kopenhagę, Łódź, Amsterdam, Paryż, Barcelonę i Londyn, a potem z powrotem do Sztokhomu. Po tym jak pięć lat temu ukończył wyższą szkołę filmową, wciąż czeka na swoją wielką szansę, a w międzyczasie robi film dokumentalny o Bastianie i ucieka przed swoją dziewczyną, która jest w ciąży. Roozbeh, grający rolę Billa, chce nakręcić tę europejską odyseję z pogranicza filmu dokumentalnego i fikcji w kawiarniach i knajpach w całej Europie, a całość ma być utrzymana w stylu mockumentary [gatunek filmowy i telewizyjny, często przyjmujący formę satyry lub parodii, np. Borat – przyp. tłum.] „Chcę zrobić film o naszym pokoleniu i o tym, jak wszyscy szukamy odpowiedzi na te same pytania. Niektóre sceny będziemy kręcić w kawiarniach; po prostu usiądziemy sobie i będziemy zachowywać się tak, jakbyśmy naprawdę byli Bastianem i Billem. Czyli fikcja w przestrzeni publicznej. Trochę jak Borat, ale nie aż tak wesoły”, śmieje się Roozbeh.

„Chodzi o pytanie, gdzie jest twój dom. Im dłużej się tym zajmuję, tym bardziej uświadamiam sobie, że nie jest to miejsce wewnątrz narodowych granic. Moim domem są ludzie i miejsca, które kocham oraz ludzie, którzy odwzajemniają moją miłość. Wierzę, że kiedy klikam »home« na Facebooku, to jestem naprawdę najbliżej swojego prawdziwego domu, ponieważ tam, w jednym miejscu, są zgromadzeni wszyscy ważni dla mnie ludzie”. Roozbeh mimo swoich 29 lat nie wie jeszcze, gdzie będzie żył w przyszłości. Zanim gdzieś osiądzie na stałe, chciałby wypróbować kilka miast poza Skandynawią. Jego charakterystyczne czapki mogą być mu w tym pomocne: „Po prostu kiedy noszę czapkę nie wyglądam aż tak groźnie” – mówi z uśmiechem.

Fot. uprzejmość ©Roozbeh Behtaji