• Komu komosy ryżowej? Ciągle głodni nowości w kuchni

    Autor(ka): dn. 13 maja 2013
    Moda na maliny przeminęła, teraz żeby zachwycić, potrzeba brazylijskich jagód acai. Poza tym kto gotowałby jeszcze proso, skoro można sięgnąć po jeszcze bardziej egzotyczną komosę ryżową? Wszystko to przyprawia ignorantów w dziedzinie zdrowej żywności o zawroty głowy: co w ogóle można jeszcze jeść, żeby nie zostać okrzykniętym ''uncool''?
  • Kancha – tradycyjne wyroby dla miejskich koczowników

    Autor(ka): dn. 11 kwietnia 2013
    Co może łączyć produkowany w Kirgistanie filc z pełnym pośpiechu życiem w wielkich europejskich miastach? Na pierwszy rzut oka niewiele – a jednak okazuje się, że kirgiscy koczownicy mają coś wspólnego z "miejskimi koczownikami” z Berlina, Londynu czy Sztokholmu.
  • Polscy nieudacznicy i ich bzik na punkcie Berlina

    Autor(ka): dn. 28 lutego 2013
    Założyciele legendarnego berlińskiego "Klubu polskich nieudaczników” wydali książkę pod tym samym tytułem. Dwaj autorzy naświetlają w interesujący i zabawny sposób stosunki polsko-niemieckie oraz opisują swój punkt widzenia Niemiec.
  • Berlinale 2013: kobiety, które wychodzą przed szereg

    Autor(ka): dn. 18 lutego 2013
    Dieter Kosslick, dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, już w przeddzień otwarcia Festiwalu zapowiadał, że w rywalizacji pojawią się figury silnych kobiet i wspaniałe aktorki. W tegorocznej panoramie filmów zobaczymy realne i autentyczne postaci: waleczna lekarka, tancerka poszukująca siebie oraz kobieta, która już z niejednego pieca chleb jadła.
  • Berlin: tu zostaję, z Quentinem i kucykami

    Autor(ka): dn. 30 stycznia 2013
    Tyll Schönemann, były zastępca redaktora naczelnego niemieckiego tygodnika ''Stern'', ucieka z Berlina. Nie potrafię tego do końca zrozumieć - czy aby na pewno żyjemy w tym samym mieście?
  • Nadciąga ''shitstorm''

    Autor(ka): dn. 23 stycznia 2013
    Co łączy hiszpańskiego króla, polującego na słonie z wierszem niemieckiego noblisty? Jeden i drugi stanęli pod pręgierzem,  stali się ofiarami internetowego ''shitstormu''. Tak, burzy g… - brzmi dosadne tłumaczenie pojęcia, którym od dłuższego czasu, niefrasobliwie posługuje się każdy niepoważny niemiecki internauta.