Berlin

Short Cut to Hollywood

Artykuł opublikowany 22 lutego 2009
Artykuł opublikowany 22 lutego 2009
Short Cut to Hollywood Germany, Austria, USA, 2008, 94 min Reżyseria: Marcus Mittermeier, Jan Henrik Stahlberg Sekcja: Panorama Special by Katarzyna Grabowska
Jeden z najlepszych filmów na tegorocznym Berlinale, pokazywany w ramach sekcji  Panorama Special – „Short Cut to Hollywood” – to satyra na świat mediów, zezwierzęcenie nas samych i globalny pęd do sukcesu, który popycha ludzi do rzeczy wręcz niewyobrażalnych. Tragikomedia w reżyserii Marcusa Mittermeiera i Jana Henrika Stahlberga wstrząsa widzami, bo obnaża ich najgorsze instynkty i hipokryzję.

 „Short Cut to Hollywood” zaczyna się niewinnie, jak na komedię przystało: trzech członków niemieckiego boys bandu “The Berlin Brothers” wyjeżdża na podbój Ameryki. Ich kiczowate piosenki, komiczne stroje i łamany angielski wywołują w nas pobłażliwy uśmiech, bo nie wierzymy, że ta eskapada ma jakiś sens. Przecież tacy ludzie nie mają nic do zaoferowania światu, więc jak mogą zrobić karierę?! Czas pokaże, jak bardzo się myliliśmy…

Nasi dobiegający czterdziestki artyści z początku nie mają pomysłu, jak zaistnieć w świadomości znudzonych do granic możliwości odbiorców kultury masowej. Tradycyjne śnieżki kariery jak wizyta u producenta w Los Angeles - jak można się było spodziewać – nie przynoszą efektu. Porażka z wypromowaniem “The Berlin Brothers” tylko umacnia bohaterów w przekonaniu, że żeby odnieść sukces w USA, trzeba znaleźć się na ekranach telewizji. A jak to zrobić? Sfilmowana operacja amputacji ręki nie wystarczyła? Można więc przebrać się za muzułmanów, do paska przytroczyć rolki papieru toaletowego wyglądające jak granaty i z arabskimi okrzykami na ustach wpaść do restauracji w Miami...

Od tego momentu wszystko toczy się jak w bajce o Kapciuszku – zespół jest na ustach wszystkich, zmienia nazwę na „Bagdad Street Boys”, media zwęszywszy „temat” same zabiegają o kontakt, a lider John Salinger postanawia zrobić coś, czego nikt do tej pory nie odważył się zrobić…Telewizja jest w swoim żywiole – specjalna reporterka towarzyszy zespołowi podczas tournee po Stanach, Salinger jest wymieniany jednym tchem z Preslayem, Lennonem, Cobainem, jego podobizna zdobi okładki najznamienitszych tygodników świata, a reklamodawcy prześcigają się w ofertach. Jednak każda bajka ma swój koniec – cena, jaką przyjdzie zapłacić za ten sukces, jest niezwykle wysoka.

Film trzeba pochwalić za świetny scenariusz, efektowny montaż i dobrą grę aktorów – szczególnie John Salinger w wykonaniu Jana Henrika Stahlberga to artystyczny majstersztyk. Pozwala identyfikować się z postacią, nawet jeżeli wstyd się nam do tego przyznać. „Short cut to Hollywood” to gorzka lekcja dla widza, ponieważ uświadamia nam, jaką władzę mamy nad kreowaniem rzeczywistości, trzymając pilota w ręku. To my tworzymy słupki oglądalności, które dla telewizji są przecież wyznacznikiem naszych gustów. Ale o gustach się przecież nie dyskutuje…

Foto: Berlinale

Więcej o Festiwalu Filmowym w Berlinie, recenzje i informacje prosto z czerwonego