kultura

Agop Hacikyan: Nie tłumaczę swej kultury na angielski

Artykuł opublikowany 19 marca 2010
Artykuł opublikowany 19 marca 2010
Ormiańsko-kanadyjski autor opowiada o swojej najnowszej książce oraz o przerysowywaniu i przemilczaniu rzeczywistości.

Nieco prawdy w fikcji

„Gdy tworzysz fikcję, czujesz się wolny, możesz przerysowywać, poprawiać wydarzenia [...]”

Od „The Lamppost Diary” (jeszcze nie przetłumaczona na polski) trudno się oderwać. To opowieść o dojrzewaniu, której akcja rozgrywa się w Stambule w czasach ludobójstwa Ormian (1915) i II wojny światowej. Książka będąca pokazem biegłości, z jaką autor posługuje się pisarskim warsztatem, kontrolując każdy element swego dzieła, pozostawia jednocześnie wiele miejsca dla wyobraźni czytelnika. „Gdy tworzysz fikcję, czujesz się wolny, możesz przerysowywać, poprawiać wydarzenia. A podczas pisania tej książki czułem się bardzo, ale to bardzo wolny” - wyjaśnia z błyszczącymi oczami Agop Hacikyan. „Nieważne, co piszesz - we wszystkim jest jakaś doza autobiografii”.

Spotykam Hacikyana kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem, w kawiarni położonej naprzeciwko siedziby jego wydawcy (Telegram Books) przy Westbourne Grove w Londynie. Pobrzękiwanie filiżanek z herbatą i łagodny uśmiech pisarza są miłą odskocznią od świata na zewnątrz, który aż huczy od przedświątecznej histerii. Hacikyan ujawnia, że początkowo jego powieść miała być nowelą: w pierwszym rozdziale przebywający w internacie siedmioletni Agop dowiaduje się o nagłej śmierci swojej siostry. A właściwie o tym, że zmarła ona miesiąc wcześniej, a rodzice ukryli przed nim tę wiadomość. Uśmiech, cały czas obecny na twarzy pisarza, gaśnie na moment. “Wiesz, smutek może przekształcić się w radość sztuki, zazwyczaj tak się właśnie dzieje”. Czytelnik obserwuje proces dojrzewania bohatera: Tomas dorastający u ormiańskich rodziców w Stambule; Tomas i młodzieńczy flirt z terroryzmem; Tomas i próby dziennikarskie; wreszcie Tomas porzucający Turcję dla Kanady. Jego historia bardzo przypomina losy Agopa, który po pierwszym roku studiów inżynierskich wyjechał z Turcji, aby realizować swoje literackie marzenia. Po pobytach w Nowym Jorku i w Londynie (studia doktoranckie) osiadł ostatecznie w Montrealu.

Kim jestem?

Ostatnia książka pisarza, „The Lamppost Diary”Telegram Books, niezależny wydawca z siedzibą w Londynie, San Francisco i Bejrucie, zawsze stawiał na prace raczej „orientalnych” pisarzy. Jednak Agop broni się przed „regionalną” łatką. Pisze po angielsku, ale w przeszłości tworzył również po francusku. Co zatem sądzi o przedstawianiu anglojęzycznym czytelnikom typowo tureckich problemów? „To samo, co każdy anglojęzyczny pisarz, który kiedykolwiek poruszył w swej twórczości problematykę innej kultury. Znam kulturę, którą opisuję, więc nie ma w tym nic trudnego. Nie próbuję jej przetłumaczyć na angielski; piszę o czymś, co tworzy moje „ja”, co wiem, co widzę. To wszystko”. Zbywa pytanie o to, na ile czuje się Turkiem. „Każdy wprawdzie pochodzi z jakiegoś określonego kręgu kulturowego, ale również on podlega wielu wpływom; poślubiłem Francuzkę, moje dzieci są pół Francuzami, pół Kanadyjczykami, a moja córka wyszła za Kolumbijczyka – i powiedz mi teraz, kim jestem!”.

Europa puka do tureckich bram

Dorobek Agopa obejmuje 40 publikacji; poprzednią powieść, „A Summer Without Dawn” (2000) przetłumaczono na 7 języków. Pomimo sporego doświadczenia podejście Agopa do pisania się nie zmienia: nadal cechuje je psotny humor i pokrzepiające poczucie celu. Pisarz musi mieć określoną ideologię i filozofię, ale powinien również bawić. „Twoja ideologia nigdy nie będzie tak silna, jak wtedy, gdy ubierzesz ją w interesującą opowieść. Ludzie będą ją czytać bez wrażenia, że ktoś ich poucza. Gdyby szukali lekcji, przeczytaliby gazetę”. Hacikyan czyta sporo po angielsku, francusku, turecku i ormiańsku, a do swoich najbardziej oczywistych inspiracji zalicza Paula Austera, Philipa Rotha, Milana Kunderę i Williama Saroyana (amerykański poeta również ormiańskiego pochodzenia).

Przez całą powieść odnosi się wrażenie, że Europa puka do tureckich drzwi, a Turcja próbuje zachować neutralność, broni się przed tym zbliżeniem, tłumiąc jednocześnie krajowe mniejszości etniczne. Przemilczanie tematów jest w powieści stałym motywem - począwszy od starszych pokoleń Ormian, które boją się rozmawiać ze swoimi dziećmi o ludobójstwie, aż po kwestię wolności słowa. Ofiarą cenzury pada bohater książki, który jako młody student zakłada gazetę poświęconą ormiańskiej literaturze. Obecnie tureccy Ormianie są największą nie-muzułmańską mniejszością, liczącą 70 tysięcy. Agop jest dość powściągliwy w ocenie, czy przyszłe generacje powinny zmierzyć się z owym milczeniem, co ułatwiłoby akcesję kraju do UE. „To będzie długi, bardzo długi proces” - mówi, a jego twarz przybiera niemal nostalgiczny wyraz.

“Na to, co piszę o Turcji, ma wpływ miejsce, w którym się urodziłem oraz mentalność. Takie czynniki ingerują w proces twórczy i choć dzieje się to poza świadomością pisarza, w ostatecznym rozrachunku jest zjawiskiem wartościowym”. Według autora nie można oddzielić siebie od swoich korzeni i przeszłości. Tymczasem pisarze odczuwają potrzebę pisania wciąż czegoś nowego. Ale „to jest absolutnie niemożliwe, każdy z nas ma jakieś korzenie! Ty, twoi rodzice, twoje środowisko, twoja nauka - to wszystko nigdy się nie zmieni”. Wytrwałość – oto, co młodszym kolegom po piórze poradziłby Agop. “No i dobry agent też może zdziałać cuda! Nawet, jeśli jesteś już pisarzem o ugruntowanej pozycji” - dodaje.

Dobiega czas zamknięcia kawiarni i wokół, zamiast aromatu herbaty, unosi się już zapach płynu do mycia podłóg. Gdy wstajemy do wyjścia w oczach Agopa znowu pojawia się błysk. „Jestem wielkim szczęściarzem, że mogę robić to, co zawsze chciałem”. 

 Zdj.: ©Renata Burns